Forum

Wasze szkolne wybryki i wspomnienia z dzieciństwa

Forum mieszane

1 / 5 Next

lukasz1993258

#1 ·

Transcription

Witam Was wszystkich bardzo serdecznie W tym wątku Powspominajmy sobie nasze szkolne wybryki Oraz jakieś bardzo fajne wspomnienia z dzieciństwa Ja zacznę od siebie Czy ja wiem, czy tego było tak dużo? No coś tam było Jeśli chodzi o wspomnienia takie typowo Z dzieciństwa Z moich dziecięcych lat To Jakby to powiedzieć Jak byłem mały To wszystko mi się, że tak powiem Paliło w rękach Mówiąc wprost i konkretnie Wszystko co dostawałem Jakieś radia grające Czy coś To bardzo szybko tego już nie było Pamiętam jak W sumie miałem chyba z 7 Czy z 8 lat To pamiętam, że Mieszkałem jeszcze w bloku I pamiętam jak w łazience Były takie Blaszki Które jak się otwarło W środku były takie No takie No wodomierze I pamiętam, że Jakiś był okres czasu Że wrzucałem Zabawki Właśnie tam do środka Niestety skutek tego był taki Że potem już tego Nie można było, że tak powiem Odzyskać No bo jeśli to wpadło do środka No to już odzyskanie tego było Praktycznie no A właściwie naprawdę już niemożliwe A zaczęło się to od tego Że byłem zazdrosny o to Że moja siostra Dostała tam jakąś paczkę Chyba zabawek czy coś No ja też coś niby dostałem Ale Wiem, że coś mi nie spasowało Tylko ja już no troszkę nie pamiętam Co to mogło takiego być I pamiętam, że też tam miała takie piszczące buty Jakieś tam Nie wiem Inne lalki Jakaś tam była taka lalka Która Która po prostu jak się Ją Jak się kładało W nią smoczek to nie płakała A jak się wymowało to płakała Albo się potrafiła śmiać Jakieś tam jeszcze zabawki było I od tego się to wszystko zaczęło Że tego samego dnia W którym ona to dostała A w sumie ja wtedy po raz pierwszy Wpadłem na ten pomysł Żeby to tam wszystko Powrzucać No i zaczęło się tam wrzucanie tego wszystkiego Krok po kroku A fajny był taki dźwięk wtedy No i W ten oto sposób następnego dnia Moja szanowna siostra Praktycznie z tych zabawek Nie miała nic Nie będę ukrywał, że trochę mi się po uszach dostało Ale no co tam Potem pamiętam, że też bardzo lubiałem Bardzo lubiałem Swego czasu Niszczyć kasety i magnetofonowe I magnetowidowe Taśmę lubiłem wyciągać I po całym domu ją wysypywać Znaczy no wysypywać Lubiłem ją wyjmować Potem się taka fajna kupa robiła I to po prostu szeleszczało Szeleściło, tak No to skoro szeleściło No to czemu z tego nie miałem skorzystać, prawda I tak jak korzystałem No to fajnie było, nie A tylko to, że połowę kaset poszło mojej siostry Z jakimiś piosenkami To, że większość kaset było moich rodziców Też mnie to nie interesowało Jeszcze lubiałem Swego czasu Jak były płyty kompaktowe To bardzo lubiałem Sobie po prostu Brać te płyty Brać nóż Taki typowo nóż kuchenny Czy jakiś taki mały nożyk To różnie się to robiło Różnie było w zależności od tego Co mi wpadło w rękę Lubiałem brać I tym nożem przejeżdżać po tej płycie Po czym wkładać ją do kompaktu I zobaczyć czy to odczytuje Zawsze było tak, że już jej do końca nie odczytywało Albo też lubiałem tą trochę płytą Tak powycierać o podłogę Czy o coś co było zakurzone I potem już ta płyta Tak się co chwilę ciała I to mi jakąś taką Frajdę Sprawiało Potem miałem taki Też długi okres czasu Że Na płycie kompaktowej Były takie złotka Ja lubiłem je nożem tak Zrapywać, że tak powiem No i cóż I tak po prostu wyszło Tak to wyglądało mniej więcej Z takiej perspektywy I pamiętam, że bardzo dużo Sprzętów w domu niszczyłem I tak było Od zawalenia po prostu A ja jeszcze pamiętam taką noc Chodziłem do szkoły podstawowej I ja miałem z czegoś klasówkę I nie chciało mi się tej klasówki Bardzo uczyć Więc w mojej głowie Zrodziła się taka pewna myśl I ta myśl Polegała na tym Żeby wziąć i Zalać jakoś mieszkanie tak Żeby ta woda Jakoś trafiła Aż do sąsiadów No bo wiedziałem, że następnego dnia Nie będę musiał pójść do szkoły No i Wziąłem Peł Pewnej nocy I jakby to powiedzieć Wprost Zacząłem tam trochę majstrować Przy zaworze No i skutek był tego Bardzo fajny, bo całe mieszkanie Było zalane I faktycznie to trafiło do sąsiadów Puszczelkę przerwałem jakoś Nie wiem jak ja to zrobiłem Ale fajnie było Godne polecenia Nawet się ścianą oberwało A teraz Przejdźmy Do wybryków szkolnych Miałem takiego Miałem kiedyś właśnie Takiego kolegę Z którym lubiliśmy Że tak powiem sobie jaja porobić Pamiętam, że wychowawczynie No miały z nami Czy ja wiem czy to był mały kłopot Tak no ciężko w sumie jest powiedzieć No ale jednak Kłopot jakiś tam był I pamiętam właśnie, że Raz była taka sytuacja Że parę talerzy Do jedzenia potłukliśmy Raz pamiętam, że co chwilę Wciągaliśmy sobie Tabaczkę I Mimo to, że to było zakazane Ja i tak to wciągałem w łazience Chcieli mnie wyrąbać Ale jakoś Zawsze udawało się od tego Że tak powiem Wybrnąć I Było dużo skarg właśnie głównie o to Bo wiadomo, że Ta baka to zmielony tytoń No i Co tu dalej Można jeszcze rzec I Pamiętam, że Był taki okres czasu Chyba Nie wiem Czy coś było zadane Czy Czymś się zdenerwowałem Czy Jakiś inny był problem Nie pamiętam tego Ale pamiętam, że Wziąłem Wieta I Z Toalet Męskich Powyrywałem wszystkie krany A te krany były z takiego tworzywa Że wystarczyło tylko Odpowiednio pociągnąć Do góry I one same się wyłamywały Skutek tego był niestety taki, że Cała szkoła musiała płacić pieniądze Jakoś Nie przyznałem się po prostu tego A Z racji tego, że akurat w tym miejscu Był jeszcze stary budynek Budynek w Dąbrowie Górniczej Tam nie było kamer, więc W sumie no nikt mi nie mógł udowodnić Że to robiłem ja, tak? To skoro nikt tego nie mógł udowodnić No to Co mi pozostało? W sumie tylko to Pamiętam jeszcze była taka pewna sytuacja I trochę przesadziliśmy Z kolegą w tym momencie Mieliśmy w klasie takiego kolegę No był No mówiąc wprost miał tam swoją chorobę Pewną I Też miał być jakiś Sprawdzian Czy coś I Pamiętam, że Zaczęliśmy myśleć co zrobić Żeby nie musieć tego pisać I zrodził się pewien pomysł Wzięliśmy wszystkie maszyny I zrzuciliśmy na podłogę Połowa maszyn brejlowskich niestety Nie nadawała się już do użytku Zgoniliśmy to na niego Ale potem jakoś coś mnie ruszyło I powiedziałem w końcu po jakimś Długim czasie, że to ja zrobiłem W sumie no nie było Aż tak źle Bo W sumie było 5 maszyn Z czego 2 lub 3 No niestety musiałem No sobie w koszcie zrobić A dwie mój kolega Przy czym jedna z tych maszyn No niestety Ale już No mówiąc wprost Nie było Można jej zrobić Bo Coś w środku Się tak uszkodziło Że no Czasem Czasem Trzeba byłoby chyba cały ten wózek Co tam jest Wymienić No dobra No to tyle ode mnie I Cóż Czekam na wasze nagrania w tym wątku I pozdrawiam


Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.

iwkan

#2 ·

Transcription

Witajcie. Skoro powstał ten temat, to się do niego przyłączę. Kiedyś w mojej grupie, jeszcze jak byłam mała, może w pierwszej czy drugiej klasie, był konkurs, który jedna z koleżanek przegrała. Po czym niewiele myśląc, wchodzi pod łóżko i mówi – tu jest miejsce przegranego. A druga sytuacja to była na lekcji geografii, kiedy się nauczyciel pytał, co ludzie robią, żeby umocnić wydmy. Sadzą trawy, to wszyscy wiedzą, ale koleżanka tego nie wiedziała i w pewnym momencie powstała cisza. Ktoś jej w końcu podpowiada – no sadzą, ale dalej cisza. Więc nauczyciel pyta zniecierpliwiony – no co ludzie sadzą, wielkie susy przed wydmami? To tyle ode mnie, powrót, powrót. Przycisk, czy zakończ nagrywanie.


Слава Україні! Sława Ukraini!

strowbery

#3 ·

Transcription

Powiem Ci, że zabawna historia, no ja to miałam taką, że no byłam w wstępnej klasie, miałam badana na takiego dużego i chciałam go do końca napompować, ciekawe byłam po prostu co się stanie. No i tak go dmucham, dmucham, dmucham, aż w końcu był taki jak dosłownie piłka nożna, rozlega się huk, a ja się śmieję, a pani do mnie, pani, pani przychodzi wkurzona, pyta co się dzieje. No ja na to, że nic, a pani mówi, że daj mi minusa, a ja fryk.


<3 :* <3

wojtas

#4 ·

1 likes
Transcription

Dzień dobry. Było kiedyś sobie tak w Lachonach, że mój kolega pewnie taki powiedział mi, że jak skończymy gimnastykę, to po zajęciach on mnie zaprowadzi i pójdziemy do sadu po jabłka. To była pora jesienna. No i idziemy i się rozpadało. Jeszcze ten kolega... Znaczy my tam w sumie doszliśmy do tych jabłek, ale on powiedział, że ich tam nie ma. A najgorsze było to, że on się tam zgubił gdzieś. I wiadomo, poza ośrodkiem... Znaczy w sumie nie wiem, czy to było poza ośrodkiem, ale wiem, że tam ciemno, deszcz pada, jeszcze tam nie było chłodnika, tylko jakieś błoto. Na szczęście jeden wychowawca nas zauważył i przyjechał po nas meleksem.


kmicic92

#5 ·

Transcription

No to mi się przypomniała też taka jedna rzecz. To było jeszcze jak do rapki chodziłem. Mi się z kolegą do tej pory z tego śmiejemy, jak gdzieś się spotykamy, czy jak przez telefon czasami z nim rozmawiam. W każdym razie o coś się tam z jednym kolegą pokłóciliśmy rano, to było przed śniadaniem. I potem wychowawca wchodzi i co się dzieje. No i tam, tam nie pamiętam już co. W każdym razie później taki wykładzik mieliśmy, coś tam nam ten wychowawca, nie wiem czy miał gorszy dzień, czy coś. Coś tam. W każdym razie on coś takiego powiedział, że pojedziecie, bo to było przed wyjazdem jakimś, że pojedziecie w złościach do domu. I później coś takiego. Tacy z was koledzy, zakichani koledzy. Jeszcze tak po cichu to dodał. Tak wiecie, to by tak to raz. Tacy z was koledzy, zakichani koledzy. I jeszcze kolega się zaczął śmiać, to coś tam. Niektórzy tu się jeszcze uśmiechają, coś tam. No i jeszcze coś takiego było. Z balonem to jeszcze coś takiego było. Ja tak dmuchałem, dmuchałem, dmuchałem, nagle mi tak strzeliło w twarz po prostu. No. Z balonami to dużo. Dużo tego było w ogóle, sporo tego było. No. Niektórzy takie akcje odwalali też. Podobno to już gdzieś pisałem, podobno ktoś już, ktoś powiedział do nauczyciela siema ziom, podobno też. No, jak coś sobie jeszcze przypomnę, to dogram.


ankafurman

#6 ·

Transcription

No ja lubiłam się w szkole lać po mordach kogoś, a najbardziej za złodziejstwo. To ja tego nie lubiłam, ale lubiłam kogoś lać po mordach za złodziejstwo. No i ktoś mnie dokuczał, wyzywał mnie od szlepych. Jak tego nie lubiłam, to dostałam po gębie. No naprawdę, można tu wiele, wiele do życzenia dawać. Jak ktoś się nie umiał zachować, to po mordzie dostawał ode mnie i koniec.


lukasz1993258

#7 ·

Transcription

No też kiedyś tam w jakimś stopniu byłem wyzywany od tego, ale jakoś się tym za bardzo nie przejmowałem. Zawsze na to jakoś miałem, że tak powiem, wyrąbane, ale po co od razu po, że tak powiem, twarze leć, kurczę.


Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.

matid25

#8 ·

Transcription

Szkolne wybryki, trochę ich było, na przykład żeśmy kiedyś na religii zrobili taki numer, że miałem taki telefon Bosch, gdzie miał taki dzwonek podobny do piszczenia myszy i wsadziliśmy ten telefon z tyłu do szafy, no i koleżanka dzwoniła na ten telefon, telefon tam w tej szafie piszczał, no i my po prostu wkręcaliśmy siostrę od religii, że tam jest mysz. No koleżanka sobie tak telefon wyciszyła, bo to jeszcze wtedy były te telefony niegadające, że po prostu potem chyba nie mogła jakoś odciszyć tego telefonu, bo chciała wyciszyć, żeby nie było słychać klawiszy. Albo na przykład tak jak ta syrena w laskach była, że coś tam się dzieje, że pożar, no i ja kiedyś stwierdziłem, że koleżankę wystraszę po prostu, bo ona się tego bała. Przyniosłem magnetofon. No i po prostu odpaliłem taki dźwięk, to w ogóle nie był dźwięk z syreny, tylko to był z keyboarda zrobiony dźwięk, na zasadzie po prostu tym modulatorem, się po prostu tak wolno zjeżdżało w górę i w dół i to wyglądał jak syrena, no ale ona usłyszała, że coś wyje, było to blisko i po prostu wyszła na korytarz, nie wiedziała co się dzieje i co ma zrobić. A ostatnia taka rzecz, na przykład. Była też taka sytuacja, że koleżankę chciałem z takiej górki dłużej zrzucić, tak piszczała, że pół szkoły to słyszała po prostu, bo bała się, że ja ją z tej górki zrzucę. Miałem taki pomysł, żeby ją zrzucić, ale po prostu ona się zaparła, złapała się tam czegoś i po prostu siłą rzeczy się z tej góry jej zrzucić nie dało.


Zapraszam do mojej biblioteki dźwiękowej :)

adelcia

#9 ·

Transcription

Wiecie co, ja zacznę od tego, że ja do klasy pierwszej poszłam bardzo późno. Miałam lat 8, bo w 6 to się jeszcze psychicznie nie nadawałam do szkoły, w 7 to już była zapełniona klasa, a w 8 to się jakoś dostałam. Natomiast to wyglądało tak, że ja miałam strasznie dużo energii w tej pierwszej klasie, mimo że już byłam właściwie wiekowo według naszych warunków z klasy trzeciej, no to jednak miałam tam energii sporo. I my mieliśmy w klasie coś takiego, co się nazywało piaskowy stół. To był w sobie taki stół po prostu, na którym mieliśmy jakieś tam autkę, jakieś tam zabaweczki do przerwy. A była taka deska, pod którą... pod którą właśnie był taki... była taka przegródka i w niej był piasek. Ja nie wiem, po co to tam było, ale było. Mnie się kiedyś udało pewnego szczęśliwego dnia cały ten stół przewrócić i cały ten piasek sobie poszedł po klasie. Mieliśmy po prostu plażę w klasie. To była pierwsza taka rzecz. Druga rzecz, ja w pierwszej klasie zepsułam ileś maszyn brajlowskich, i to naprawdę ileś. Znaczy zepsułam, to było w sensie takim, że na przykład urwałam to coś, co się ciągnie, jak się robi nowa linia i ciągnie się ten walec tak z lewa w prawo. To to coś, po czym się to ciągnie, to po prostu urwałam. Albo cokolwiek innego z tym zrobiłam. Parę ich się musiało naprawić. No i potem ktoś wpadł na pomysł gdzieś tak, no już prawie przed końcem roku, że no energii mam sporo, trzeba ją jakoś wykorzystać i po prostu zapisali mnie do jednego czy tam dwóch kółek sportowych. Mimo, że normalnie one były od klasy trzeciej, no ale ja już miałam właściwie wiek trzecioklaszystki, więc mnie tam zapisano. No i potem się jakoś uspokoiłam. Natomiast druga klasa. Była taka sytuacja, że ktoś ukradł mojemu koledze z ławki z klasy kasetę z jakąś bajką czy coś takiego, z jakiejś wypożyczalni, z biblioteki. I do dzisiaj nie wiem dlaczego, ale wszyscy tak naprawdę stawiali na mnie, że to na pewno byłam ja, bo to na pewno byłam ja. I to się tak kumulowało, kumulowało, aż po prostu pewnego dnia nie wytrzymałam i powiedziałam, że to ukradłam ja. I nawet mu tę kasetę zapłaciłam. Znaczy nie ja, tylko rodzice oczywiście. Ale w sensie takim, że jak mi dali kieszonkowe do szkoły to, do internatu to, bo to zapłaciłam. I to się najprawdopodobniej bardzo nieładnie na mnie odbiło, ponieważ w klasie czwartej miałam coś takiego, że mieliśmy taką skrzynię, w której... ...zawsze o godzinie piętnastej... ...trzydzieści, z której dzieciaki mogli sobie wziąć tam ze swoich paczek jakiś słodycz, albo jakiś owoc, albo jakiś batonik, albo coś takiego, zanim poszli się robić zadania do następnego dnia. No i ja miałam coś takiego, że ja tego akurat nie miałam tam sporo i musiałam nieraz to sobie przeliczać, żeby mi to jakoś tak wyszło, zanim dostanę następną paczkę z domu. No i... ...pewnego ładnego wieczoru stała się taka rzecz, że po prostu znalazłam klucze od tej skrzyni, znaczy bardziej wiedziałam, gdzie one się powieszają, otworzyłam sobie tę skrzynię i od koleżanki z klasy, gdzie to wiedziałam, że ona tam ma tego sporo, sporo, sporo, zaczęłam po prostu dzień po dniu jedną, dwie rzeczy z tej paczki wybierać. ...i... ...żeby nie byli... ...było, to jeszcze się chciałam podzielić z całą sypialnią, bo mieliśmy jeszcze w pierwszych klasach czterech taką tą dużą sypialnię, gdzie nas było 25 chyba. I po prostu wszystkimi się dzieliłam, mówiąc, że a, to mam ja takie fajne coś, po prostu weźcie sobie. I dopiero po kilku dniach się koleżanka w ogóle zorientowała, że no, że jakoś dużo jej tamtego braki w ogóle i nawet nie pamiętam, jak doszło do tego, że... ...że czy przyznałam się albo, albo jak to było, to już nie pamiętam, że po prostu to wszystko kradłam jej ja. Jeszcze dzieliłam się z tym z innymi. A to był ostatni taki mój wybryk na podstawówce, chyba dosyć spora nauczka i wtedy taka ostatnia, no i to mi po prostu już wystarczało. A jeszcze przedszkolę wspomnę, a tam była taka sytuacja, że ja byłam taka bardzo... ...taka sama dla siebie, już od dziecka właściwie. A mnie jakoś tam grupa nie obchodziła. Jeżeli już gadałam, to gadałam z nauczycielkami, bo to były dla mnie jakieś sensowne rozmowy, a nie tam z dzieciakami w moim wieku. Natomiast ja się lubiłam bawić sama i to dosłownie w taki sposób, że na przykład... ...my mieliśmy łóżeczka zamykane na przykład w przedszkolu i dzieciaki, wiele z nich tam miało sobie powieszane takie różne... ...rużne zabaweczki, no i ja tak jakoś, nie pamiętam czy nie miałam tam nic, albo miałam tego dużo mniej niż inne dzieciaki, no i po prostu pewnego dnia tak poszłam sobie między zabawki i wzięłam sobie coś do swojego łóżka, oczywiście które z dzieciaków to potem szukało i tej zabawki nie było, więc ta zabawka się szukała i znalazła się w moim łóżeczku, ładnie poprzykrywana, że niby śpi. ...a jeszcze miałam coś takiego. ...a jeszcze miałam coś takiego. ...a jeszcze miałam coś takiego. ...a jeszcze miałam coś takiego. To już ostatnia rzecz, o której powiem, że właśnie, ja się lubiłam bawić sama i to dosłownie, bo ja sobie różne zabawki zabierałam do takiego swojego konta, powiedzmy to tak, gdzie to właściwie prawie nikt nie przychodził, rzadko tam się ktoś pojawiał i ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami... ...ja tam zawsze coś miałam i tą jedną czy dwoma zabawami...


kmicic92

#10 ·

Transcription

No w przedszkole, w przedszkolu to w ogóle było, ciąganie się za włosy, też mieliście tak, ciągaliście się za włosy, albo co tam jeszcze, wydzieranie sobie, z zabawkami, to wydzieranie ich sobie nawzajem, jeden drugiemu z ręki, jeszcze niektórzy byli tacy, że jak złapał, to nie puścił, szarpiesz nie wiadomo jak mocno i ten nie puszcza, wiesz, to było takie, i teraz się z tego śmieję, ale wtedy to było takie dla mnie, to nie było takie przyjemne.


matid25

#11 ·

Transcription

A to w przedszkolu za włosy, za uszy, na przykład specjalnie się tam kogoś biło, drapało, gryzło, tak po prostu, żeby coś się działo. Albo na przykład tam był taki materac wielki i nad tym materacem były zabinki blaskie. I po prostu ktoś sobie na tym materacu leżał, ktoś po prostu właził na te zabinki, na samą górę i po prostu zeskakiwał z zaskoczenia tą drugą osobę. No to to w ogóle było. Nieraz tak sobie leżę, leżę i ktoś tak na mnie skakał, to potem ja chciałem się odwdzięczyć i myślałem, że to ta sama osoba leży, co na mnie skończyła. A to ktoś inny zupełnie leżał. No i było ciekawie. Albo na przykład bawiłem się. W samochody, że jest jakiś tam ruch na skrzyżowaniu i rowerami, tak jakby rowerami jeździłem, czyli pchałem po prostu rowery, jeden za drugim, jeden za drugim. No i kolegę w nos trafiłem takim rowerem, bo on chyba, nie wiem, czy na szponakach łaził czy coś. Cały materac zakrwawiony, cała bawiaria zakrwawiona. No i poszedł do pani właśnie, że ja się bawię tak rowerami. Albo na przykład się w miastkach te psy drażniło. One tam gdzieś szczekają, a się podlatywało pod bramę i albo się tam ruszało tą bramą, albo się szczekało na nie albo coś. I te psy też się tak fajnie wkurzały i próbowały się wspinać po siarce. Kiedyś mnie wychował psa właśnie, złapał, pyta co ty robisz, a ja mówię, no bawię się tak z nimi. No chłopcu pytam, bawisz się? Podkop, zrobi. Będziesz dopiero miał zbawienie. No chłopcu pytam, bawisz się? Podkop, zrobi. Będziesz dopiero miał zbawienie.


Zapraszam do mojej biblioteki dźwiękowej :)

kmicic92

#12 ·

Transcription

A no, albo taki basen w Laskach w przedszkolu to taki basen z piłkami był też i też niektórzy to do niego wskakiwali, tak, a jeszcze najgorzej to jak ci na brzuch skoczył, to było jeszcze, różne rzeczy się takie odbalało.


matid25

#13 ·

Transcription

To z basenem z piłkami na Tyniewskiej była akcja. Jeden z kolegów poszedł na dół z panią Nocną. Powiedział, że go boli głowa. Oto pani Nocna poszła mu coś dać. W tym czasie paru innych ludzi powychodziło z pokojów. Wytachało basen na korytarz ze świetlicy. No i przychylili go, tak że piłki posypały się po schodach, po korytarzu. Bo te piłki były wszędzie. Co do jeszcze takich wybryków na przykład na Tyniewskiej. Niektórzy rzucali petardami na korytarzu. No i na przykład rzucili z 206 chłopaki. Tak trafili, że jakby po 210 wybuchło. No i potem wszystko szło na 210. Albo na przykład w Laskach. Kolega przybił z petardy. No i chciał strzelić. No tylko, że po prostu nie trafił w okno, tylko trafił gdzieś tam w łóżko czy gdzieś. Ta petarda wybuchła, no i było czuć dymem. Wchodzi konserwator, pyta, co to tak śmierdzi, co tam gdzieś wybuchło. A nie wiem, no to ktoś może nadwożył, my tylko tu wietrzymy pokój. Więc się mu upiekło.


Zapraszam do mojej biblioteki dźwiękowej :)

kmicic92

#14 ·

Transcription

Kurde, to nieźle z tą petardą. Z basenem to jeszcze była inna... To już w Rabce było, na sali gimnastycznej. To gdzieś, nie wiem czy to na temat, ale gdzieś ktoś zostawił w tych piłkach jabłko i tam znalazłem jabłko zgniłe, kurde. Już ono było. Nie wiem kto tam jabłko zostawił w tych piłkach.


matid25

#15 ·

Transcription

Co do Tynieckiej, to w ogóle tam się ciekawe jazdy działy, na przykład była akcja też z petardą, że koledzy poszli sobie strzelać z petard, no akurat strzelali z pokoju, gdzie okno wychodziło na bramkę i akurat oni rzucili petardy i weszła kierowniczka i wybuchło tuż przed nią. No więc była akcja, no potem oczywiście zakaz chodzenia na mecz, była też akcja z automatem na batony, stał taki wózek inwalidzki, no i dwóch kolegów zaczęło po prostu szaleć tym wózkiem, jednym drugiego pchało. No i nie wyhamowali i jeden po prostu z całym impetem rąbnął w automat z batonami, także nawet taki plastik się rozwalił, no ale akurat udało się to zatuszować. No i bardziej mnie rozwalił. Wtedy ten kolega, który walnął, tak idzie na góry i tak, dzięki Paweł, dzięki, przez ciebie nie pójdę na mecz i wyjeb, to po prostu rozwaliło. Śmiałem się z tego chyba z tydzień. Nie przejmował się, że będzie musiał automat, tam za automat zapłacić, nie przejmował się jakichś tam innych konsekwencji wpisów do, nie wiem, dziennika na gany, tylko się przejmował tym, że nie pójdzie na mecz. Na przykład jeszcze... Na Tyniewskiej były takie okna w łazy, tak zwane, że je się zamykało do góry. No jakaś była taka akcja, że ktoś tam postawił kwiatek, kto z niewidomych nie wiedział, okno zamknął, kwiatek sobie poleciał na dół. Albo była akcja z zupą, jeden był tam chory na górze. No i tam jeden z niewidomych postanowił być dobrym kolegą, zrobić dobry uczynek. Zabraliśmy mu tą zupę na górę, w wadze, no w wadze mu zaniósł, ale wracał, no i się chyba zamyślił, czy coś takiego, no i to było na drugim piętrze, i tam była taka barierka, że można było przez tą barierkę coś tam, nie wiem, wyrzucić, czy coś takiego, bo to był już koniec jakby schodów. No i coś tam ktoś mówił mu, ty w prawo skręć, a ten się przestraszył i tą całą wadze wziął, zrzucił z drugiego piętra na dół, zupa się lała schodami. Wadze się potłukła, po prostu masakra.


Zapraszam do mojej biblioteki dźwiękowej :)

kmicic92

#16 ·

Transcription

No to kiedyś też jeden kolega mnie tak rozśmieszył, że nie pamiętam o co już tam chodziło, ale on mówi do wychowawcy nagle, do jednego wychowawcy, nie wiem, jakiś dzień gorszy, nie wiem, w każdym razie, niech pan mnie nie wkurza, dobrze? Albo kiedyś szliśmy gdzieś i pani coś tam z dyżurki się coś tam zaczęła krzyczeć, a jeden kolega coś, a kolega, już tam nie będę mówił który, ale coś tam, drzeć się tylko potraficie, tak z daleka, idzie i tak drzeć się, wy PRL-owcy, coś tam, i w ogóle, tak mnie to rozśmieszyło, a pani słucham? I to różne takie rzeczy, ale takiego czegoś to nie było, jak żeś wcześniej mówił, no. To przebija wszystko po prostu.


matid25

#17 ·

Transcription

To co do wychowawcy, na przykład była taka akcja, że był taki wychowawca, że mieliśmy na popołudnie na Tynieckiej, a on nas budził na 7.30. I ci co mieli na 7.30, wstawali 6.30, mieli za 15.00 siódma śniadanie, no i do szkoły. A ci co mieli na 12.40, to wstawali godzina 7.30 i za 15.08 na śniadanie, a potem od lawianki. No i on tak na siłę wchodził, zapalał nam światło i w ogóle, i w ogóle. No i w końcu kolega kiedyś tak wrzesnął, dziewity chłop, a wychowawca co, urodził się, przepraszam i poszedł. No wszystkich nas to po prostu rozwaliło.


Zapraszam do mojej biblioteki dźwiękowej :)

matid25

#18 ·

Transcription

Co do wspomnień stricte z dzieciństwa, miałem gdzieś cztery lata, no i wtedy jeszcze chodziłem do tam innego przedszkola niż w Laskach i dojeżdżałem do tego przedszkola. No i nie lubiłem chodzić wcześniej spać. No 20.30 mama, babcia próbowały mnie położyć, ale ja nie. No to w końcu zaczęli mnie straszyć czarną łapą, że czarna łapa stoi pod drzwiami od pokoju i jak będę chodził, to ona mnie złapie. Przez parę dni im się udawało, bałem się i rzeczywiście kładłem się spać. Ale w końcu któregoś dnia stwierdziłem, że mam tą czarną łapę, musi być jakiś sposób. No i wlazłem na regał, mama nie widziałam, było ciemno i zdjąłem drzwiczki z oszkolonej szafki. No i mam opytam, gdzie jest ta czarna łapa? No tam, pod drzwiami. Nagle słychać huk rozbitej szyby, babcia wbiegła, zapala światło, ja stoję na szaf, na regale i nie wiem, co się dzieje. Drzwiczki od szafki wyciągnięte i zbite. No to pyta się babcia, co się stało. No chciałem łapę zniszczyć, chyba już sobie poszła, więc będę się bawił. Na przykład jeszcze takie fajne wspomnienie, śmieszne, dlatego, że miauczały koty w piwnicy dzikie. No i mama mówi, że idziemy zobaczyć, co jest coś tam w skrzynce. Ja myślę, że te koty to są w tej skrzynce. Jakoś tak zdobiłem, mówi, że będę ratował kotki, tak zdobiłem, że cała skrzynka się jakoś, nie wiem, otworzyła, czy coś i wszystkie po prostu listy wypadły. Mama pyta, co ty zdobiłeś, ja mówię, no kotki chciałem ratować, bo biedne miauczały, a mama mówi, że to w piwnicy, a nie w tej skrzynce. Tylko tak się echo odbijało, że myślę, że w skrzynce te koty miauczą.


Zapraszam do mojej biblioteki dźwiękowej :)

lukasz1993258

#19 ·

Transcription

No to ładne wspomnienie, ale mam takie pytanie, ja zastanawiam się co to jest ta cała czarna kupa, bo ja szczerze powiedziałem, że nie wiem na czym to miało polegać, bo gdzieś o tym słyszałem, ale ja naprawdę nie wiem gdzie i na czym to miało polegać, w jaki sposób się tym straszyło, bo mnie na przykład tym nikt nie straszył, więc nie wiem. Co to jest?


Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.

matid25

#20 ·

Transcription

Czarna łapa to jest taka po prostu wielka łapa, jakby coś, nie wiem, typu wielka łapa psa, czy jakiegoś tam niedźwiedzia, która po prostu jest cała czarna i ona zabiera mnie gdzieś i porywa od mamy i tam, gdzie mnie porywa, to jesteśmy razem z innymi niegrzecznymi dziećmi. Ja jeszcze mnie straszono, że mnie dziad do woda zabierze, jak będę niegrzeczny, albo na przykład straszona mnie jeszcze takimi chłodniami, agregatami, dlatego, że ja się tam bawiłem niedaleko tych agregatów, no i nie chciałem przechodzić do domu. No i straszyli mnie, że jakbym tak wieczorem się bawił koło tych agregatów, to w końcu one mnie tam wciągną do środka. No to też, szczerze powiedziawszy, się trochę bałem i jak była gdzieś tam godzina... dwudziesta, no to już zabierałem zabawki i szedłem bawić się koło bloku, nie bawiłem się już tam, bo bałem się po prostu, że to naprawdę mnie wciągnie gdzieś tam do siebie i nie wiem, co to mi tam zrobi.


Zapraszam do mojej biblioteki dźwiękowej :)
1 / 5 Next