Oto wątek dla niezadowolonych. Skarżcie się, marudźcie, stękajcie i jęczcie. Dopuszczalne jest także pomstowanie, wymyślanie i złorzeczenie, ale z umiarem, z umiarem proszę. :)
Kotełe mi wywaliła zeczy z szafy i się tam zagnieździła, teras wszystko mam w sierści xd, a pretęsjonalne mouu przy wyjmowaniujej z tamtont w celu włorzenia rzeczy, bezcenne :D
We wtorek wypisałam recepty, mamy czwartek i tylko trochę zostało z tego co zostało. Jeszcze stłukła mi się butelka z metadonem, a mamy dopiero czwartek. :(
Nowy roczek zaczął mi się słabo, od koszmarnej podróży do domu, normalnie czułam się jak w czasach słusznie minionych, tak pociąg załadowany był ludźmi. Asysta zawiodła, bo nie chciało im się do mnie zadzwonić, podobno nie mogli mnie odnaleść, więc odpuścili. Potem było przepychanie się pomiędzy ludźmi, walizami i tym podobnymi rzeczami, mało tego wprost z podróży musiałam iść do pracy.
1. Okropnie nie chce mi się jechać na gitarę, chciałabym, żeby mój poprzedni nauczyciel już wrócił, ale przynajmniej już nie długo z powrotem mnie przejmie. 2. Przeziębiłam się. 3. Nie mam na nic siły, nie chce mi się z nikim gadać, jedyną przyjemność sprawia mi czytanie. 4. Jak można za kimś tak okrótnie tęsknić? Nie mogę sobie miejsca znaleźć, mam w głowie pełno myśli i wspomnień, aż dziwię się, że jestem w stanie skupić się na czytaniu i na rozmowach z moimi domownikami. Chciałabym, żeby był już luty i żeby plany się nie posypały.
Co jest najbardziej pewne? Że prędzej czy później najbliżsi i tak wbiją najgorszą szpilę tam, gdzie najbardziej boli i doprowadzą mnie do takiego stanu, że mam ochotę przeklinać na cały głos. Największe szczęście zamienią w piekło. Już sama się zastanawiam, czy wszystko ze mną w porządku. Ja przez nich skończę kiedyś w psychiatryku albo na tamtym świecie. Psychika kiedyś mi wysiądzie i będzie koniec. Jak długo można wytrzymać? Wieczne czepialstwo i to nie tylko mnie się tyczy. Jak w ogóle można żyć i spokojnie spać ze świadomością, że ma się taki okropny charakter i z nieświadomością, że takie zachowanie zaprowadzi mnie kiedyś albo na drugi koniec Polski w najlepszym wypadku, a w najgorszym na cmentarz i wieczne spoczywanie? Może anielski orszak przyjmie moją okropną, nie zasługującą na szczęście i spokuj, targaną emocjami, niedoskonałą duszę?
Drugi koniec Polski w takim układzie, niestety, brzmi jak rozwiązanie, skoro jest aż tak niedobrze. Któryś już raz piszesz, że jest Ci źle tak jak jest.