|No właśnie te obciążenia wydają mi się odrobinę wątpliwe. Rzecz w tym, że wielu rodziców bladego pojęcia nie wie, co się robi z niewidomym. Ile taki "kaleka" może, czy w ogóle cokolwiek itd. O ile wiem, takich potworków jest coraz mniej, ale jednak nadal tego typu postawy się zdarzają. To jest dopiero obciążenie!
O to to, a te obciążenia ze strony rodziców to - moim zdaniem - wątpliwa kwestia, ale niestety ludzie pracujący w ośrodkach adopcyjnych o tym nie wiedzą.
"Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja." - Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
Gadaczka może, po części, mieć rację. Weźcie pod uwagę sytuację takiego dziecka. Nie mówimy tu o niemowlęciu, tylko o dziecku nieco starszym. Z jego życiem i przeszłością wiąże się sporo problemów. Zagmatwana jest jego psychologia, zagmatwane pojmowanie rzeczywistości, ale jednak ma pewne wrażenie rodziny i domu. Wyobraźmy sobie, że nagle w perspektywie taki dom się pojawia, a potem okazuje się, że jedno z rodziców lub nawet oboje jest, jak to się mówi, dysfunkcyjne. Sami bylibyście lekko rozczarowani, gdyby okazało się, że rodzina, u której będziecie mieszkać np. na wymianie zagranicznej przez 2 tygodnie, ma podobny problem. Tutaj niepełnosprawni kobieta lub mężczyzna mają być Waszymi rodzicami, a Wy nie macie pojęcia nawet o niepełnosprawności. Nie mówię, że taka rodzina musi źle funkcjonować. Mówię, że taka sytuacja jest, jakby nie patrzeć, wyjątkowa i trzeba do niej podchodzić delikatnie.
--Cytat (Zuzler): No dobra, a czy to nie jest tak, że zanim to dziecko trafi do rodziny, to jakoś się z nią wcześniej oswaja, spotyka?
--Koniec cytatu Na studiach miałam omówiony w teorii proces adopcyjny i tak, jeśli potencjalni rodzice zostaną zakwalifikowani i będą wiedzieli, które dziecko chcą adoptować to jest taki okres, w którym spotykają się z dzieckiem, najpierw w placówce, a później mogą zabrać je np. na weekend do siebie.
"Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja." - Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
tak to prawda, sam z własneo doświadczenia mogę potweirdzić, że tak jest, ja, zanim trafiłem na stałę do rodziny zastępczej długo się z nią oswajałem i spotykałem, dopiero po długim długim czasie pozwolono mi zostać na weekend u tej rodziny.
Ktoś pytał, jak to jest z braniem do buzi rzeczy niebezpiecznych przez małe dziecko. Mam niewidomego partnera, sama też nie widzę, nasza córka ma teraz 4,5 lat. Nigdy nie miała żadnego wypadku, nigdy niczego nie połknęła, choć raz miała monetę w buzi. Dla nas jedynym sposobem na uniknięcie niebezpiecznej sytuacji było pozostawanie z dzieckiem w stałym, bliskim kontakcie. I już widzę wasze komentarze, że jak to, że się nie da 24 godziny na dobę pilnować/dotykać dziecka, sprawdzać, co ma w rączce i grzebać mu w buzi, ale bez przesady, trochę rozsądku. 1. Małe dziecko, większość doby przesypia. 2. Najczęściej przebywa w kontrolowanym otoczeniu, np. w łóżeczku, kojcu, na ulubionym kocyku, gdzie mu raczej małych baterii i pieniędzy nie wysypujemy. 3. Jest dużo momentów, np. podczas wyjść do parku, u znajomych, gdzie ktoś widzący ma to dziecko na oku. W rezultacie, takich chwil, gdzie trzeba dziecka mocno pilnować wcale nie jest dużo. Moim osobistym zdaniem, to osoba niewidoma częściej bardziej pilnuje swojego dziecka, znając swoje ograniczenia, niż widząca, która zakłada, że przecież zobaczy, jak coś będzie nietak. Kupa moich znajomych miała o wiele więcej problemów z dopilnowaniem dziecka, niż my. Jak wspomniałam do tej pory nie przydarzyło nam się nic niebezpiecznego. Moje dziecko poparzyło sobie rękę, ale stało się to w żłobku i nawet nikt nie umiał mi wytłumaczyć, jak się to stało. Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to że dotknęła grzejnika, bo przecież nie bawiła się w kuźni czy przy kuchence gazowej, no ale tego się już nigdy nie dowiem. Na szczęście, choć bolesne, nie było to jakieś dramatyczne poparzenie. Co do przebierania, zmieniania pieluch... Pamiętam, jak moja znajoma, z 2 lata starszą córką, kiedy byłam w ciąży powiedziała: "No ja wszystko mogę sobie wyobrazić, ale jak ty będziesz ją przebierać? Takie niemowlaki potrafią upaprać się kupą po same pachy". Mojemu dziecku przytrafiło się może 3 razy, że coś wyciekło poza pieluchę, jak miało biegunkę. Wystarczy odpowiednio często sprawdzać pampersy. A że się przy przebieraniu gdzieś umaże rączkę kupką? No i co z tego? Wzrok niewiele ma tu do rzeczy i wody w kranach pod dostatkiem. Jak ktoś nie jest gotowy na takie atrakcje, to może rzeczywiście niech pozostanie przy opcji pies, ale przewodnik, bo po zwykłym też kupy trzeba zbierać, a kotom zmieniać kuwety. Inni pytali, co zrobię, jak mi dziecko zacznie uciekać... Nigdy nie zaczęło. Od początku tłumaczyliśmy, że musi za rączkę, tam, gdzie czułam się w miarę pewnie, pozwalałam jej iść kilka metrów przede mną samej, ale tylko za obupulną zgodą. Myślę, że w ten sposób nie czuła się do mnie przykuta na stałe, a tam, gdzie tego wymagał rozsądek i bezpieczeństwo bez problemu idzie ze mną za rękę. Osobiście uważam, że to, że jestem niewidomą matką i bardzo często byłyśmy w fizycznym kontakcie, dla bezpieczeństwa mojej córki, a także w trakcie spacerów, co w dużej mierze zapewnia nosidełko czy husta, moje dziecko wyrosło na odważnego, ciekawego świata i ufnego przedszkolaka. Krąży opinia, że jak się dziecko za dużo nosi na rękach i przytula, to wyrasta z niego maminsynek i mameja, która nie może się oderwać od mamy. Badania jednak pokazują coś wręcz odwrotnego. Dziecko, mające częsty kontakt fizyczny z rodzicami chętniej oddala się od nich w poszukiwaniu nowych wrażeń, jest odważniejsze i chętniej próbuje nowych rzeczy. To się potwierdza w przypadku mojej córki,a przy tym mamy ze sobą bardzo dobry kontakt. Obie nadal często i intensywnie się przytulamy mimo, że już nie potrzebuję jej w takim stopniu pilnować jak wtedy, kiedy była pełzającym maluchem. Gdybyście mieli jeszcze jakieś pytania, to chętnie odpowiem. Kiedyś, słysząc, jak ktoś mówi, że się nie nadaje na rodzica, bo sobie nie poradzi, w te pendy zaczynałam go/ją przekonywać, że na pewno tylko tak myśli, bo nie próbował, bo się boi, i że wszystko jest możliwe. Od pewnego czasu zmieniłam opinię i uważam, że jeśli ktoś sam czuje, że się nie nadaje, to może rzeczywiście się nie sprawdzi. Ja od samego początku wiedziałam, że nie będę gorsza od innych, dobrych rodziców, choć mnie osobiście pomógł fakt, że jako dziecko zajmowałam się całymi dniami młodszym rodzeństwem i to od przysłowiowej kołyski. Wierzę w to, że jeśli ktoś czuje, że chciałby mieć dziecko, to potrafi o to zawalczyć, np. poprzez przełamywanie swoich lęków, co można zrobić choćby dowiadując się, jak radzą sobie inni, obserwując, czytając czy np. korzystając z pomocy partnera. Jeśli ktoś po prostu nie chce, albo szczerze ocenia, że się nie nadaje, to i dla niego i dla dziecka lepiej, że się nie decyduje.
Szanuję zdanie innych, co nie oznacza, że nie mogę mieć własnego.
nie zgodzę się z tobą. Czasem nasze wrażenie nienadawania się wynika z braku pewności siebie i doświadczenia, a nie z faktycznego stanu rzeczy. Z resztą rzeczy się zgadzam i jestem w stanie sobie wyobrazić. To jak z wypadkami. Osoba widząca przebiegnie na czerwonym, bo uzna, że zdąży. Niewidomy nawet tego nie spróbuje, bo nawet nie wie, czy zdąży.
Niewidomy sprubuje, bo nie wie, że jest czerwone;P Jedni nie są pewni, a inni mniej samodzielni i sobie mogą nie poradzić, jak ktoś dziecka mieć nie chce, wie, że może niemieć wsparcia, to nie ma co ryzykować.
Zapraszam osoby posiadające piesy, lub chcące je posiadać, do dołączenia do grupy o psach przewodnikach.
Teraz zadam pytanie bezpośrednio Tobie, bo bardzo mnie ciekawi: Powiedz mi, karmiłaś piersią czy naturalnie? Na jakie trudności natrafiłaś podczas karmienia? --Cytat (MonikaZarczuk): Ktoś pytał, jak to jest z braniem do buzi rzeczy niebezpiecznych przez małe dziecko. Mam niewidomego partnera, sama też nie widzę, nasza córka ma teraz 4,5 lat. Nigdy nie miała żadnego wypadku, nigdy niczego nie połknęła, choć raz miała monetę w buzi. Dla nas jedynym sposobem na uniknięcie niebezpiecznej sytuacji było pozostawanie z dzieckiem w stałym, bliskim kontakcie. I już widzę wasze komentarze, że jak to, że się nie da 24 godziny na dobę pilnować/dotykać dziecka, sprawdzać, co ma w rączce i grzebać mu w buzi, ale bez przesady, trochę rozsądku. 1. Małe dziecko, większość doby przesypia. 2. Najczęściej przebywa w kontrolowanym otoczeniu, np. w łóżeczku, kojcu, na ulubionym kocyku, gdzie mu raczej małych baterii i pieniędzy nie wysypujemy. 3. Jest dużo momentów, np. podczas wyjść do parku, u znajomych, gdzie ktoś widzący ma to dziecko na oku. W rezultacie, takich chwil, gdzie trzeba dziecka mocno pilnować wcale nie jest dużo. Moim osobistym zdaniem, to osoba niewidoma częściej bardziej pilnuje swojego dziecka, znając swoje ograniczenia, niż widząca, która zakłada, że przecież zobaczy, jak coś będzie nietak. Kupa moich znajomych miała o wiele więcej problemów z dopilnowaniem dziecka, niż my. Jak wspomniałam do tej pory nie przydarzyło nam się nic niebezpiecznego. Moje dziecko poparzyło sobie rękę, ale stało się to w żłobku i nawet nikt nie umiał mi wytłumaczyć, jak się to stało. Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to że dotknęła grzejnika, bo przecież nie bawiła się w kuźni czy przy kuchence gazowej, no ale tego się już nigdy nie dowiem. Na szczęście, choć bolesne, nie było to jakieś dramatyczne poparzenie. Co do przebierania, zmieniania pieluch... Pamiętam, jak moja znajoma, z 2 lata starszą córką, kiedy byłam w ciąży powiedziała: "No ja wszystko mogę sobie wyobrazić, ale jak ty będziesz ją przebierać? Takie niemowlaki potrafią upaprać się kupą po same pachy". Mojemu dziecku przytrafiło się może 3 razy, że coś wyciekło poza pieluchę, jak miało biegunkę. Wystarczy odpowiednio często sprawdzać pampersy. A że się przy przebieraniu gdzieś umaże rączkę kupką? No i co z tego? Wzrok niewiele ma tu do rzeczy i wody w kranach pod dostatkiem. Jak ktoś nie jest gotowy na takie atrakcje, to może rzeczywiście niech pozostanie przy opcji pies, ale przewodnik, bo po zwykłym też kupy trzeba zbierać, a kotom zmieniać kuwety. Inni pytali, co zrobię, jak mi dziecko zacznie uciekać... Nigdy nie zaczęło. Od początku tłumaczyliśmy, że musi za rączkę, tam, gdzie czułam się w miarę pewnie, pozwalałam jej iść kilka metrów przede mną samej, ale tylko za obupulną zgodą. Myślę, że w ten sposób nie czuła się do mnie przykuta na stałe, a tam, gdzie tego wymagał rozsądek i bezpieczeństwo bez problemu idzie ze mną za rękę. Osobiście uważam, że to, że jestem niewidomą matką i bardzo często byłyśmy w fizycznym kontakcie, dla bezpieczeństwa mojej córki, a także w trakcie spacerów, co w dużej mierze zapewnia nosidełko czy husta, moje dziecko wyrosło na odważnego, ciekawego świata i ufnego przedszkolaka. Krąży opinia, że jak się dziecko za dużo nosi na rękach i przytula, to wyrasta z niego maminsynek i mameja, która nie może się oderwać od mamy. Badania jednak pokazują coś wręcz odwrotnego. Dziecko, mające częsty kontakt fizyczny z rodzicami chętniej oddala się od nich w poszukiwaniu nowych wrażeń, jest odważniejsze i chętniej próbuje nowych rzeczy. To się potwierdza w przypadku mojej córki,a przy tym mamy ze sobą bardzo dobry kontakt. Obie nadal często i intensywnie się przytulamy mimo, że już nie potrzebuję jej w takim stopniu pilnować jak wtedy, kiedy była pełzającym maluchem. Gdybyście mieli jeszcze jakieś pytania, to chętnie odpowiem. Kiedyś, słysząc, jak ktoś mówi, że się nie nadaje na rodzica, bo sobie nie poradzi, w te pendy zaczynałam go/ją przekonywać, że na pewno tylko tak myśli, bo nie próbował, bo się boi, i że wszystko jest możliwe. Od pewnego czasu zmieniłam opinię i uważam, że jeśli ktoś sam czuje, że się nie nadaje, to może rzeczywiście się nie sprawdzi. Ja od samego początku wiedziałam, że nie będę gorsza od innych, dobrych rodziców, choć mnie osobiście pomógł fakt, że jako dziecko zajmowałam się całymi dniami młodszym rodzeństwem i to od przysłowiowej kołyski. Wierzę w to, że jeśli ktoś czuje, że chciałby mieć dziecko, to potrafi o to zawalczyć, np. poprzez przełamywanie swoich lęków, co można zrobić choćby dowiadując się, jak radzą sobie inni, obserwując, czytając czy np. korzystając z pomocy partnera. Jeśli ktoś po prostu nie chce, albo szczerze ocenia, że się nie nadaje, to i dla niego i dla dziecka lepiej, że się nie decyduje.
Wetnę się, karmienie piersią i naturalne to jedno i to samo. wrotnością będzie karmienie mlekiem modyfikowanym.
"Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja." - Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
Zgadzam się z tobą w 100%. Mądrze mówisz. --Cytat (MonikaZarczuk): Ktoś pytał, jak to jest z braniem do buzi rzeczy niebezpiecznych przez małe dziecko. Mam niewidomego partnera, sama też nie widzę, nasza córka ma teraz 4,5 lat. Nigdy nie miała żadnego wypadku, nigdy niczego nie połknęła, choć raz miała monetę w buzi. Dla nas jedynym sposobem na uniknięcie niebezpiecznej sytuacji było pozostawanie z dzieckiem w stałym, bliskim kontakcie. I już widzę wasze komentarze, że jak to, że się nie da 24 godziny na dobę pilnować/dotykać dziecka, sprawdzać, co ma w rączce i grzebać mu w buzi, ale bez przesady, trochę rozsądku. 1. Małe dziecko, większość doby przesypia. 2. Najczęściej przebywa w kontrolowanym otoczeniu, np. w łóżeczku, kojcu, na ulubionym kocyku, gdzie mu raczej małych baterii i pieniędzy nie wysypujemy. 3. Jest dużo momentów, np. podczas wyjść do parku, u znajomych, gdzie ktoś widzący ma to dziecko na oku. W rezultacie, takich chwil, gdzie trzeba dziecka mocno pilnować wcale nie jest dużo. Moim osobistym zdaniem, to osoba niewidoma częściej bardziej pilnuje swojego dziecka, znając swoje ograniczenia, niż widząca, która zakłada, że przecież zobaczy, jak coś będzie nietak. Kupa moich znajomych miała o wiele więcej problemów z dopilnowaniem dziecka, niż my. Jak wspomniałam do tej pory nie przydarzyło nam się nic niebezpiecznego. Moje dziecko poparzyło sobie rękę, ale stało się to w żłobku i nawet nikt nie umiał mi wytłumaczyć, jak się to stało. Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to że dotknęła grzejnika, bo przecież nie bawiła się w kuźni czy przy kuchence gazowej, no ale tego się już nigdy nie dowiem. Na szczęście, choć bolesne, nie było to jakieś dramatyczne poparzenie. Co do przebierania, zmieniania pieluch... Pamiętam, jak moja znajoma, z 2 lata starszą córką, kiedy byłam w ciąży powiedziała: "No ja wszystko mogę sobie wyobrazić, ale jak ty będziesz ją przebierać? Takie niemowlaki potrafią upaprać się kupą po same pachy". Mojemu dziecku przytrafiło się może 3 razy, że coś wyciekło poza pieluchę, jak miało biegunkę. Wystarczy odpowiednio często sprawdzać pampersy. A że się przy przebieraniu gdzieś umaże rączkę kupką? No i co z tego? Wzrok niewiele ma tu do rzeczy i wody w kranach pod dostatkiem. Jak ktoś nie jest gotowy na takie atrakcje, to może rzeczywiście niech pozostanie przy opcji pies, ale przewodnik, bo po zwykłym też kupy trzeba zbierać, a kotom zmieniać kuwety. Inni pytali, co zrobię, jak mi dziecko zacznie uciekać... Nigdy nie zaczęło. Od początku tłumaczyliśmy, że musi za rączkę, tam, gdzie czułam się w miarę pewnie, pozwalałam jej iść kilka metrów przede mną samej, ale tylko za obupulną zgodą. Myślę, że w ten sposób nie czuła się do mnie przykuta na stałe, a tam, gdzie tego wymagał rozsądek i bezpieczeństwo bez problemu idzie ze mną za rękę. Osobiście uważam, że to, że jestem niewidomą matką i bardzo często byłyśmy w fizycznym kontakcie, dla bezpieczeństwa mojej córki, a także w trakcie spacerów, co w dużej mierze zapewnia nosidełko czy husta, moje dziecko wyrosło na odważnego, ciekawego świata i ufnego przedszkolaka. Krąży opinia, że jak się dziecko za dużo nosi na rękach i przytula, to wyrasta z niego maminsynek i mameja, która nie może się oderwać od mamy. Badania jednak pokazują coś wręcz odwrotnego. Dziecko, mające częsty kontakt fizyczny z rodzicami chętniej oddala się od nich w poszukiwaniu nowych wrażeń, jest odważniejsze i chętniej próbuje nowych rzeczy. To się potwierdza w przypadku mojej córki,a przy tym mamy ze sobą bardzo dobry kontakt. Obie nadal często i intensywnie się przytulamy mimo, że już nie potrzebuję jej w takim stopniu pilnować jak wtedy, kiedy była pełzającym maluchem. Gdybyście mieli jeszcze jakieś pytania, to chętnie odpowiem. Kiedyś, słysząc, jak ktoś mówi, że się nie nadaje na rodzica, bo sobie nie poradzi, w te pendy zaczynałam go/ją przekonywać, że na pewno tylko tak myśli, bo nie próbował, bo się boi, i że wszystko jest możliwe. Od pewnego czasu zmieniłam opinię i uważam, że jeśli ktoś sam czuje, że się nie nadaje, to może rzeczywiście się nie sprawdzi. Ja od samego początku wiedziałam, że nie będę gorsza od innych, dobrych rodziców, choć mnie osobiście pomógł fakt, że jako dziecko zajmowałam się całymi dniami młodszym rodzeństwem i to od przysłowiowej kołyski. Wierzę w to, że jeśli ktoś czuje, że chciałby mieć dziecko, to potrafi o to zawalczyć, np. poprzez przełamywanie swoich lęków, co można zrobić choćby dowiadując się, jak radzą sobie inni, obserwując, czytając czy np. korzystając z pomocy partnera. Jeśli ktoś po prostu nie chce, albo szczerze ocenia, że się nie nadaje, to i dla niego i dla dziecka lepiej, że się nie decyduje.
--Koniec cytatu
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
A jak właściwie przekazujecie pociechom pojęcia kolorów i generalnie rzeczy bastrakcyjnych? Jak doszliście do tego, że niebo jest niebieskie, a trawa - zielona? Kolorujecie z dziećmi kolorowanki?
Przyznam szczerze, że w tej kwestii poległam. Nie koloruję z córcią, u nas jest od tego tatuś. Ogarnianie kolorów eż zostawiłam mężowi.
"Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja." - Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
Tomecki, czy w momencie decydowania się na dziecko wiedzieliście, że będzie ono bciążone brakiem wzroku?
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
This site uses cookies to enhance your experience.