Życie codzienne niewidomych

Rodzicem być.

Started by tomecki 236 posts last post 4 years ago Page 6 of 12

#101

Kochani, nie tutaj ten temat, proszę...
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#102

Nie zauważyłam by ten dzieciak miał jakieś zaburzenia. Na ulicy reaguje na wszystko jak każde dziecko i jest kontaktowny. Jest rozkapryszony i tyle.

#103

No to tak jak mówiłem- pretensje do starych.
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.

#104

jeśli chcecie pogadać na temat odbierania dzieci rodzicom niewidomym, zapraszam do mnie. Najgorsze gdy takie świństwo robi ci własna rodzina.

#105

@zuzler proponuje coś wręcz przeiwnego, skoro na t pozwalamy, to pozwólmy i na resztę
w związku z przesiadką na Maca, prawie mnie tutaj nie ma. Inne sposoby kontaktu w wizytówce.

#106

Na co pozwalamy?

#107

A słyszeliście może o niewidomej parze, która zaadoptowała dziecko? Znajomi zgłosili się do adopcji i pomyślnie przeszli wszelkie testy, ale dziecka im nie przyznano wyłącznie z uwagi na brak wzroku. Oboje pracują, zajmują się domem i poruszają się samodzielnie, więc wnioskuję, że wynika to z uprzedzeń pracowników społecznych i jestem ciekawa, czy komuś udało się przełamać ten stereotyp.

#108

Noo, też jestem ciekawa. Jeśli komuś się to udało, to ozłociłabym tych, którzy do tego dopuścili.

#109

Hmmm, nie zrozumcie mnie negatywnie. Często adopcja, szczególnie, gdy dziecko nie jest już niemowlakiem jest dla niego dużą zmianą. Wejście do nowego domu wiąże się z szeregiem nowości. Niejednokrotnie takie dziecko może mieć zaległości w szkole i należy z nim nadrabiać materiał. yślę, że dokładanie mu kolejnej nowej sytuacji takiej jak niepełnosprawność obu rodziców adopcyjnych jest zwiększaniem jego stresu.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.

#110 1 like

Z takiego punktu to i adopcja to stres, więc szkoda w ogule wprowadzać możliwość adopcji dziecka, niech siedzi w domu dziecka.
Zapraszam osoby posiadające piesy, lub chcące je posiadać, do dołączenia do grupy o psach przewodnikach.

#111 2 likes

Zgadzam się z Balteamem. Prawda jest taka, że w wielu przypadkach niemożność adoptowania dzieci przez osoby niepełnosprawne nie wynika z braku możliwości wychowywania tego dziecka przez rodziców niepełnosprawnych, tylko ze względu na zakorzenione przekonania ludzi.
***
🇺🇦 🇵🇱

#112

Wydaje mi się, chociaż nie siedzę w temacie, że dobrym pomysłem byłąby adopcja dzieci z niepełnosprawnościami, przy najmniej wzroku przez niewidomą parę. Rzecz w tym, że często problemem dzieci niewidomych są ich rodzice, dokładniej ich niewiara w możliwości niewidomych. Oczywiście rodzice bez wzroku generują inne problemy, jednak czy one są gorsze? Chyba ciężko ocenić.

#113

hmm, to ruwnież nie jest idealne rozwiązanie. Taki rodzic nie zauważy np. blindyzmów.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.

#114

Zależy jakich.Są takie, których raczej trudno nie zauważyć. Przy najmniej, gdy się jakkolwiek obserwuje dziecko.

#115

Duże znaczenie ma fakt, czy oboje są całkowicie niewidomi, słabowidzący, jedno niewidome, drugie słabowidzące itd.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.

#116

Jasne, ale to też kwestia indywidualna.

#117 1 like

Blindyzmy zauważy się bez problemu,
jak i też inne tego typu problemy,
choroba sieroca np.
Tylko kwestia znajomości zagadnienia.

Trudno niewidomemu nie zauważyć,
że dziecko:
w specyficzny sposób się buja,
kręci się w koło,
trzyma palce w oczach,
czy specjalnie uderza głową o przedmioty.

Piszę z doświadczenia,
choć rodzicem nie jestem.

Ale młodsza niewidoma osoba,
ja niewidoma i widziałam takie rzeczy,
nawet w wieku 12lat,
zauważałam u osoby połowe młodszej.

Więc,
da się.

Pytanie techniczne -
jak poniewidomemu radzicie sobie z dawkowaniem płynnych leków?
Tak,
żeby maluchowi podać,
a jednocześnie żeby wziął zaleconą dawkę,
nie wypluwając wszystkiego w koło?
Byłam świadkiem,
gdzie zaradna i ogarnięta,
widząca szwagierka,
by 2letnej chrześnicy podać lek,
o pomoc musiała prosić babcię młodej,
bo Basia się tak wyrywała i kręciła główką.
Sygnatura:

Cis najzieleńszy jest zimą;
ma zwyczaj śpiewać kiedy płonie.


Heilung -
"Norupo".

#118 1 like

Płynne lekarstwa rzeczywiście mogą stanowić niemały problem, pomijając fakt, że czasem trzeba zdrowo się nakombinować, żeby podać dziecku lek. Większość syropów posiada strzykawki, więc jeśli tłok odpowiednio się oznaczy to można konkretną dawkę nabrać, trzeba tylko uważać, żeby nie naciągnąć samego powietrza.
Inna kwestia to przekonanie malucha do wypicia i tu już trzeba się wykazać inwencją twórczą, a jak zajdzie konieczność to dobrze jest skorzystać z pomocy osoby widzącej, o ile jest taka możliwość.
"Nie wolno się bać.
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja."
- Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("

#119

e tak wrócę: @Gadaczka, czyli jesteś przeciwna temu, żeby niewidomi wychowywali dzieci w ogóle?

#120

Nie. Wyraziłam wątpliwość co do adoptowania i dawaniu dziecku wielu nowych obciążeń.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.