witajcie.
Jestem prawie u szczytu żeby ukończyć plota z d 4, w sensie podstawke, a dodatek będzie rashowany bo ta fabuła dodatku według mnie to hmm żenada, ale nie ja nie o tym, a o moich przemyśleniach względem całości.
I będę pisał z perspektywy osoby, która zna diablo 1 albo diablo 2 od strony technicznej, a nawet nieco na czuja grałem w diablo 1.
Po pierwsze czwurka odbiega kompletnie od tego czym diablo było na początku.
Czyli elementu losowości.
Chodzi o to, że za każdym razem kiedy zaczynaliśmy grać w diablo 1 to trafialiśmy na losową mapę, gdzie dostawaliśmy losowe itemy,, albo skile i tak naprawdę niczym w slay the spire tworzyło się build wokół itemów, które znaleźliśmy.
Tym czasem za każdym razem kiedy tworze postać w d 4 i nieważne czy sezonową czy na eternalu zawsze mam predefiniowane sztywno drzewo skili, a co mnie mierzi najbardziej to fakt, że jak mam prawie skończoną fabułe to każda moja postać dostaje instant 10 leveli, choć podobno blizzard w jedenastym sezonie ma to zmienić i oby.
Bo daje to nam 10 leveli na start, po co, nie czaje tego.
Ponadto zauważyłem być może niesłusznie, że kazda klasa postaci ma zestaw umiejętności startowych o identycznym działaniu, to znaczy mamy generator zasobu, czyli to jest jakiś skil basicowy, możemy mieć dwa podstawowe skile.
Mamy skile, które zużywają nam zasoby i też możemy se je po dwa dodać na drzewko nasze, w sensie na pasek.
Potem idziemy dalej i mamy defensywki, potem pasywki, z czego chyba mozemy jedną wybrać, no i mamy skil od movementu i hmm nie wiem czy czegoś nie pominołem.
Ja robiąc sezonową postać i grając nią na poziomie łatwym czy jak on się tam nazywa, wbiłem jakieś 50 poziomów w półtorej godziny, co jest jakimś totalnym żartem i zrobiłem se praktycznie wszystkie skile.
A tym czasem w diablo 1 które jest z grą z 1996 roku mamy rozwój postaci bazujący na statach.
Co za tym idzie mogę mieć wojownika, który idzie se pod mane, bo czemu by nie, no bo wypadła mi książka ze skilem holly shield, który tej many wymaga.
W d 4 zapomnijcie, staty są totalnie useless.
Levelowanie w d 4 jest śmiertelnie nudne, bo spłyca się do zakładania przedmiotów, jak w jakiejś zasranej mobilce, gdzie mam plus 5 do obrażeń, plus 10 do przeciwników na których działa spowolnienie przez około 10 sekund.
Podobno na endgame kiedy się wszystko przestaje skalować gra się robi ciekawsza, bo dostaje się przedmioty, które faktycznie robią ci coś fajnego z buildem ale ja jeszcze nie miałem ochoty wbijać max levela żadną postacią, bo poprostu mam wrażenie że nie mam po co.
Poza tym przez to cholerne skalowanie nie czuje różnicy pomiędzy poziomem pierwszym a 40 albo 30, mam wrażenie, że mimo zmian lokacji bije te same moby, a narobiłem sobie tych postaci już troche i każdą się gra tak samo, i to jest najgorsze..
I bije je tak samo, jeden pies czy gram spirytystą i nakładam truciznę czy przeciwnik kaleczy się o moje ciernie, jest to granie na jedno kopyto, gdzie gram wciąż tym samym bildem, bo nawet nie mam z czym kombinowac.
Każdy skil główny i podstawowy mają uwaga po jednym upgradzie, gdzie inne hack and slashe typu poe podobno mają całe drzewka dla konkretnego skila, co daje mnogość buildów, a tym czasem mamy tyle skili, że wystarczy sobie w necie wpisać jakie to buildy można zrobić dla barba w diablo 4 a jakie np w d2 i można się przerazić.
Kolejna rzecz, która sprawia że mam ochote oblać blizarda pomyjami, to są sezony a w zasadzie nie ma sensu ich robić.
Bo jaśnie oświecony blizzard wprowadza coś na sezon, np moce wampiryczne, które podobmno były spoko.
Nie grałem w to, ale sporo ludzi naprawdę pochwalało ten sezon i jego mechaniki, no i co blizzard wywalił do wychodka te rzeczy.
Koniec sezonu to my wywalamy to, zamiast zostawić to po sezonie np na eternalu.
ciekawe, że jakoś karty i mechaniki w hearthstone zostają w dziczy, jakoś ciągle mogę se budować statki, bo to jest moja ulubiona mechanika w hs, która może nie jest jakoś wyszukana ale jest przyjemna.
No to co blizzard nie moze zostawiać kontentu z poprzednich sezonów.
Od razu by to uprzyjemniło grę, a tak ludzie robią sezony w tydzień i odstawiają grę na półke, bo nie ma po co tego zbierać, skoro i tak to pójdzie się pieprzyć.
To jest tak, jak byście na sezon kupili sobie karty do hearthstone, albo żmudnie je nazbierali, a blizzard na koniec sezonu sprawia, że możecie się tym udławić.
Teraz kolejna rzecz to questy.
Nie wiem czy wiecie ale hack and slash jest gatunkiem gier, który polega na tym, że zabijasz potwory i to jest twój główny cel, zabijanie daje ci tempo rozgrywki, z którego nie możesz w żaden sposób być wyrzucany..
Diablo 4 żekomo też zalicza się do gatunku hack and slash.
Tym czasem, niedość, że fabuła tej gry składa się głównie z przydługawych przerywników, rozwlekłej jak żyg gry aktorskiej, posłuchajcie sobie w dodatku vessel of hatret jak rozflaczałe są tam dialogii.
I to już wyrzuca cię z tempa walki, mało tego, ktoś na youtubie policzył ile godzin zajmuje beblanie a ile sam game play i wyszło, że więcej stanowią przerywniki niż sama ta hack and slashowa rozgrywka.
Pokażcie mi w diablo 1 gdzie tam są przydługawe dialogi, idziesz tam do pani uzdrowicielki, która ci mówi, fajnie że jesteś, w katedrze grasuje rzeźnik, który sieje zło, porywa mieszkańców sanktuarium, idź dobry człowieku i zabij go.
No i tyle dialogu, i co , tak nie może być i tutaj.Same questy fabularne czy poboczne to żenuła.
Każdy quest fabularny wygląda tak: idź pogadaj z empecem 1, on cię odsyła do empeca 2 z którym masz pogadać, teraz wróć do empeca 1 i pogadaj z nim.
Mpc 1 wysyła mnie do podziemia.
No to ide tam, po wejściu mam zwbowu se do cholery jasnej klikjąć czwarty raz w tego samego kolesia , żeby z nim odbyć kolejny dialog.
Potem w tym podziemiu mam coś w stylu, idź po księgę, oczywiście po drodze zabijając kilka mobów, gdzie powinno tam ich być nawalone.
Dobra, wróć i idź do tego samego kolesia i znowu kliknij żeby odbyć dialog, on mnie wysyła, żebym się wrócił i kliknoł w jakąś rzecz, potem zwnowu się wróc i pogadaj.
I taka konstrukcja questów jest w każdym akcie tej fabułki, która nawet w podstawce ma całkiem interesujące akcje, ale przez to jak są skonstruowane questy i ich sposób robienia sprawia, że odechciewa mi się to robić.
A tym czasem w wowie, który nie jest hack and slashem jakoś mogą być fajnie zrobione questy.
Chcecie przykład kolejnego debilnego questa w diablo 4.
Robiłem go niedawno.
Miałem zadanie, gdzie musiałem odkryć, gdzie są zapieczentowane drzwi.
No to ja myślałem, że wejdę chociaż do jakiegoś dunga, gdzie będę musiał zabić bosa który będzie ich strzegł.
Bosik dropnie pieczęć i poznam coś ciekawego na ich temat.
A wiecie co musiałem zrobić, pojawić się w tym miejscu i chyba na nie kliknąć i bum zadanie wykonane.
świetny quest w hack and slashu, myślę że dziecko w przedszkolu wymyśliło by lepszy.
Albo quest fabularny o nazwie pielgrzymka z podstawki, gdzie musimy brać posągi z różnymi figurami z punktu a i zanosić je do punktu b, i to wszystko, a można by przecież dodac jakieś ciekawe rzeczy, choćby na zabijanie demonów, czy nawet dać jakiś fajny motyw fabularny, ale po co.
Już nie będę pisał o reputacji czy innych systemach, bo wpis i tak jest długi, pewnie i tak tego nikt nie przeczyta.
Ale żeby nikt mnie nie zjechał, że mojsior znowu marudzi, to napewno przejdę tą gre i dotknę tego etapu końcowego, bo podobno walka z lilith jest całkiem ok i te uber bossy też są chwalone.
Napewno muszę pochwalić stronę audio , która naprawdę wypada super, gdzie słychać każde uderzenie, każde rozprucie.
Muzyka momentami lubi nie pasować ale dodaje takiego fajnego tła.
dźwięki otoczenia sprawiaj, że mogę sobie wyobrazić każde miejsce gdzie się znajduje.
Naw assist w open worcie działa całkiem dobrze i przyjemnie się exploruje świat, choć obsługa mapy przez czytnik ekranu jest toporna.
Jednak brak zróżnicowania potworów, side questy robione na jedno kopyto sprawiają, że często tą exploracje traktuje jako mus, żeby odkryć punkty szybkiej podróży niż jako coś przyjemnego, gdzie wchodzę w daną lokacje i natrafie na coś nowego fajnego.
Mam takie poczucie grając w wowa classica, tam aż chce się zwiedzać, bo często moja wyprawa może zakończyć się śmiercią.
W d 4 nawet się zginąć nie da, każdy świat ma te same moby.
Ile razy spotkałem tych samych szamanów, albo wargi z lokacji startowej, które gdzie bym nie był, to bije je tak samo.
No żenada.
Jest mi poprostu bardzo smutno, bo diablo 4 to pierwsza gra od blizzarda, która jest dla nas może niezbyt dostępna, ale grywalna.
Szkoda, że gra za 260 zł tak wygląda.
Mawiają że będzie lepiej teraz jak wyjdzie sezon 11, no chciałbym.
A zdecydowałem się na przelanie moich myśli tutaj, bo dwa lata mineły, i tak niewiele się zadziało w kwestii dostępności i samego grania.
Przykre to bardzo, ale to nie znaczy że powiedziałem tej grze nie, ale na tym etapie teraz no nie wygląda to ciekawie i dla mnie jest to nudne.