bo jeśli mamy normalnych i kochających rodziców, tylko po prostu wychowują nas w taki a nie inny sposób,
bo inaczej nie potrafią. Pamientajmy, że rodziców, a zwłaszcza matkę mamy tylko jedną, która nas urodziła,
wychowywała jak umiała najlepiej, bezgranicznie kochała, pielęgnowała i gdyby nie nasza Matka w ogóle
by nas na tym świecie nie było, więc uważam, że mimowszystko należy się jej bezgraniczny szacunek, dlatego
nie piszcie proszę o jakimś buntowaniu. Tym bardziej, że to forum czytają dzieci, często dorastające.
Jeszcze sobie pomyślą, że to wy macie racje i wezmą sobie wasze rady do serca, lub zrozumieją to w inny
Oczywicie, e rozumiem i wiem, e rodzicw szanowa trzeba. Piszc to nie namawiaam kogokolwiek do jakich
zych rzeczy i nienamawiam. A po prostu pisz, jak byo w moim przypadku. I wtedy, gdy to si stao, to byam
ju osob doros majc no powiedzmy okoo26 lat.
zych rzeczy i nienamawiam. A po prostu pisz, jak byo w moim przypadku. I wtedy, gdy to si stao, to byam
ju osob doros majc no powiedzmy okoo26 lat.
2 likes
Każdy przypadek jest inny i jeśli ktoś tego nie rozumie, to nawet nie czytając tego ktoś go kiedyś do
czegoś złego namówi. Ja trafiłam na rodzinę wręcz idealną do wychowania osoby niepełnosprawnej, ja nie
miałam taryfy ulgowej i nie musiałam się buntować. Ale znam ludzi, którzy późno zdali sobie sprawę, jaką
krzywdę im wyrządzono, a tego się już trudno potem oduczyć. Uczyłam się w ośrodku, w którym raczej samodzielności
uczyli dobrze. Ale co z tego, jak potem dzieciak wracał do domu i rodzina go znowu oduczała? DO mnie
już z kolei nie przemawiają argumenty o niewiedzy. Albo może inaczej, przemawiają przez pewien czas.
Ale jest tyle możliwości dowiedzenia się tego, sprawdzenia, poczytania, zapytania, że nie przesadzajmy.
Ja w rodzinie byłam pierwsza, nikt moim rodzicom pod nos nie podsónął rozwiązania. Sami szukali, sami
czytali, jeździli, żeby się pytać. I też nie dali sobie wmówić pewnych rzeczy. Wkurzali się na nich w
pewnym ośrodku wczesnej interwencji, że dlaczego ja idę do przedszkola normalnego, przecież to jest zabieranie
możliwości i tak dalej. A przez to, że moi rodzice myśleli samodzielnie, poszłam do przedszkola integracyjnego,
uczyłam się z tymi dzieciakami np. liter, albo miałam z nimi gimnastykę, nikt na mnie przesadnie długo
nie czekał i chociaż wtedy mnie to okropnie męczyło, teraz widzę, że zawsze mnie ciągnęli w górę, a nie
w dół. A niestety widziałam sporo dzieciaków niewidomych i niepełnosprawnych ruchowo, których połowa
problemów nie pochodziła z choroby, tylko z tego, co im wmówili albo nie wyćwiczyli w domu. Jak nigdy
w życiu nie musiałeś nosić nic ciężkiego, to się nie dziw, że potem nie masz na to ani trochę siły. Tak
to można określić.
czegoś złego namówi. Ja trafiłam na rodzinę wręcz idealną do wychowania osoby niepełnosprawnej, ja nie
miałam taryfy ulgowej i nie musiałam się buntować. Ale znam ludzi, którzy późno zdali sobie sprawę, jaką
krzywdę im wyrządzono, a tego się już trudno potem oduczyć. Uczyłam się w ośrodku, w którym raczej samodzielności
uczyli dobrze. Ale co z tego, jak potem dzieciak wracał do domu i rodzina go znowu oduczała? DO mnie
już z kolei nie przemawiają argumenty o niewiedzy. Albo może inaczej, przemawiają przez pewien czas.
Ale jest tyle możliwości dowiedzenia się tego, sprawdzenia, poczytania, zapytania, że nie przesadzajmy.
Ja w rodzinie byłam pierwsza, nikt moim rodzicom pod nos nie podsónął rozwiązania. Sami szukali, sami
czytali, jeździli, żeby się pytać. I też nie dali sobie wmówić pewnych rzeczy. Wkurzali się na nich w
pewnym ośrodku wczesnej interwencji, że dlaczego ja idę do przedszkola normalnego, przecież to jest zabieranie
możliwości i tak dalej. A przez to, że moi rodzice myśleli samodzielnie, poszłam do przedszkola integracyjnego,
uczyłam się z tymi dzieciakami np. liter, albo miałam z nimi gimnastykę, nikt na mnie przesadnie długo
nie czekał i chociaż wtedy mnie to okropnie męczyło, teraz widzę, że zawsze mnie ciągnęli w górę, a nie
w dół. A niestety widziałam sporo dzieciaków niewidomych i niepełnosprawnych ruchowo, których połowa
problemów nie pochodziła z choroby, tylko z tego, co im wmówili albo nie wyćwiczyli w domu. Jak nigdy
w życiu nie musiałeś nosić nic ciężkiego, to się nie dziw, że potem nie masz na to ani trochę siły. Tak
to można określić.
dokładnie tak. jakoś niektórzy rodzice nie potrzebują dóżo wiedzy żeby dziecko traktować normalnie jak
osobę pełnosprawną.
osobę pełnosprawną.
Ale powiedzmy sobie szczerze, Jamajka, Twoimwychowaniem zajmował się też ośrodek, więc rodzicom było
łatwiej.
łatwiej.
ale moim zdaniem to pierwsze kroki jeżeli chodzi o samodzielność dziecka to rodzice są za to odpowiedzialni.
Tak, zgadzam się, ale jednak nauka samodzielności trwa bardzo długo i rodzice, którzy oddali swoje dziecko
do ośrodka pewne problemy z nauką samodzielności mają z głowy, ponieważ zajmą się tam nim wychowawcy.
do ośrodka pewne problemy z nauką samodzielności mają z głowy, ponieważ zajmą się tam nim wychowawcy.
1 likes
Każdy rodzic jest inny i każdy inaczej oswaja się z tym, że ma niepełnosprawne dziecko. Poradzi sobie, okay, super, ale są ludzie, którzy po prostu tego nie dźwignęli. I nie mówię, że nie poradzili sobie tylko dlatego, że nie mieli wsparcia i pomocy, bo jak ktoś chce, to sobie sam to wsparcie i pomoc zorganizuje, jakoś się z kimś dogada, skontaktuje, dowie się, doczyta, wyciągnie wnioski. No ale, kurcze, ludzie są różni, kwadratowi i podłużni. Kwadratowi? Tak tam było? :D W każdym razie są tacy, co się zatrzymają na współczuciu, na wyręczaniu i nie ruszą. Dużo też od samego niepełnosprawnego zależy. Od predyspozycji, poziomu inteligencji... Bo taki niepełnosprawny może nic sobie nie robić z tego, ze jest jak taka roślinka trochę, co to ją podlać trzeba, bo przecież sama sobie wody nie znajdzie, może zdawać sobie sprawę, że to nie tak być powinno, ale nic z tym nie robić, bo przecież mamusia zawsze wyręczała, to mamusia niczego nie nauczyła.., to mamusi wina jest, że ten niepełnosprawny taki niezaradny. A może doskonale o tym wiedzieć i próbować robić coś, żeby to zmienić.
Tylko najgorsze jest to, że rodzice oddają dzieci do ośrodka, gdzie się im wpaja zasady, według których
muszą żyć, stara się uczyć samodzielności. A w domu jest to zaprzepaszczone. Oczywiście nie zawsze tak
jest ale zdarza się często. A potem, jak rodzina umiera to takie dziecko nagle nie ma nikogo i jest oddawane
do domu pomocy, gdzie mieszka ze starszymi ludźmi. A już najgorsze jest to, gdy rodzina wstydzi się osoby
niewidomej. Osoba którą znam, nawet nie była na weselu brata, pracowała w domu, żeby tylko ludzie nie
wiedzieli, że w rodzinie jest osoba niewidona. A teraz co? Mama tej osoby zmarła, a ona została z ojcem,
z którym kontakty ograniczają się do wołania na posilek. A potem każde siedzi w swoim pokoju.
muszą żyć, stara się uczyć samodzielności. A w domu jest to zaprzepaszczone. Oczywiście nie zawsze tak
jest ale zdarza się często. A potem, jak rodzina umiera to takie dziecko nagle nie ma nikogo i jest oddawane
do domu pomocy, gdzie mieszka ze starszymi ludźmi. A już najgorsze jest to, gdy rodzina wstydzi się osoby
niewidomej. Osoba którą znam, nawet nie była na weselu brata, pracowała w domu, żeby tylko ludzie nie
wiedzieli, że w rodzinie jest osoba niewidona. A teraz co? Mama tej osoby zmarła, a ona została z ojcem,
z którym kontakty ograniczają się do wołania na posilek. A potem każde siedzi w swoim pokoju.
Wiecie- są ludzie, którzy własne psy traktują jak małe dzieci, więc co tu mówić o wychowaniu dziecka
niepełnosprawnego? Kwestja charakteru, niektórym możesz tłumaczyć, że źle robią to czy tamto a oni i