Oczywicie, e rozumiem i wiem, e rodzicw szanowa trzeba. Piszc to nie namawiaam kogokolwiek do jakich zych rzeczy i nienamawiam. A po prostu pisz, jak byo w moim przypadku. I wtedy, gdy to si stao, to byam ju osob doros majc no powiedzmy okoo26 lat.
Każdy przypadek jest inny i jeśli ktoś tego nie rozumie, to nawet nie czytając tego ktoś go kiedyś do czegoś złego namówi. Ja trafiłam na rodzinę wręcz idealną do wychowania osoby niepełnosprawnej, ja nie miałam taryfy ulgowej i nie musiałam się buntować. Ale znam ludzi, którzy późno zdali sobie sprawę, jaką krzywdę im wyrządzono, a tego się już trudno potem oduczyć. Uczyłam się w ośrodku, w którym raczej samodzielności uczyli dobrze. Ale co z tego, jak potem dzieciak wracał do domu i rodzina go znowu oduczała? DO mnie już z kolei nie przemawiają argumenty o niewiedzy. Albo może inaczej, przemawiają przez pewien czas. Ale jest tyle możliwości dowiedzenia się tego, sprawdzenia, poczytania, zapytania, że nie przesadzajmy. Ja w rodzinie byłam pierwsza, nikt moim rodzicom pod nos nie podsónął rozwiązania. Sami szukali, sami czytali, jeździli, żeby się pytać. I też nie dali sobie wmówić pewnych rzeczy. Wkurzali się na nich w pewnym ośrodku wczesnej interwencji, że dlaczego ja idę do przedszkola normalnego, przecież to jest zabieranie możliwości i tak dalej. A przez to, że moi rodzice myśleli samodzielnie, poszłam do przedszkola integracyjnego, uczyłam się z tymi dzieciakami np. liter, albo miałam z nimi gimnastykę, nikt na mnie przesadnie długo nie czekał i chociaż wtedy mnie to okropnie męczyło, teraz widzę, że zawsze mnie ciągnęli w górę, a nie w dół. A niestety widziałam sporo dzieciaków niewidomych i niepełnosprawnych ruchowo, których połowa problemów nie pochodziła z choroby, tylko z tego, co im wmówili albo nie wyćwiczyli w domu. Jak nigdy w życiu nie musiałeś nosić nic ciężkiego, to się nie dziw, że potem nie masz na to ani trochę siły. Tak to można określić.
rzeczy niemożliwe od ręki, cuda w przeciągu trzech dni.
Ale powiedzmy sobie szczerze, Jamajka, Twoimwychowaniem zajmował się też ośrodek, więc rodzicom było łatwiej.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
Tak, zgadzam się, ale jednak nauka samodzielności trwa bardzo długo i rodzice, którzy oddali swoje dziecko do ośrodka pewne problemy z nauką samodzielności mają z głowy, ponieważ zajmą się tam nim wychowawcy.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
Każdy rodzic jest inny i każdy inaczej oswaja się z tym, że ma niepełnosprawne dziecko. Poradzi sobie, okay, super, ale są ludzie, którzy po prostu tego nie dźwignęli. I nie mówię, że nie poradzili sobie tylko dlatego, że nie mieli wsparcia i pomocy, bo jak ktoś chce, to sobie sam to wsparcie i pomoc zorganizuje, jakoś się z kimś dogada, skontaktuje, dowie się, doczyta, wyciągnie wnioski. No ale, kurcze, ludzie są różni, kwadratowi i podłużni. Kwadratowi? Tak tam było? :D W każdym razie są tacy, co się zatrzymają na współczuciu, na wyręczaniu i nie ruszą. Dużo też od samego niepełnosprawnego zależy. Od predyspozycji, poziomu inteligencji... Bo taki niepełnosprawny może nic sobie nie robić z tego, ze jest jak taka roślinka trochę, co to ją podlać trzeba, bo przecież sama sobie wody nie znajdzie, może zdawać sobie sprawę, że to nie tak być powinno, ale nic z tym nie robić, bo przecież mamusia zawsze wyręczała, to mamusia niczego nie nauczyła.., to mamusi wina jest, że ten niepełnosprawny taki niezaradny. A może doskonale o tym wiedzieć i próbować robić coś, żeby to zmienić.
Tylko najgorsze jest to, że rodzice oddają dzieci do ośrodka, gdzie się im wpaja zasady, według których muszą żyć, stara się uczyć samodzielności. A w domu jest to zaprzepaszczone. Oczywiście nie zawsze tak jest ale zdarza się często. A potem, jak rodzina umiera to takie dziecko nagle nie ma nikogo i jest oddawane do domu pomocy, gdzie mieszka ze starszymi ludźmi. A już najgorsze jest to, gdy rodzina wstydzi się osoby niewidomej. Osoba którą znam, nawet nie była na weselu brata, pracowała w domu, żeby tylko ludzie nie wiedzieli, że w rodzinie jest osoba niewidona. A teraz co? Mama tej osoby zmarła, a ona została z ojcem, z którym kontakty ograniczają się do wołania na posilek. A potem każde siedzi w swoim pokoju.