Ale skąd ja mam wiedzieć, jakie to szczepionki? Poszłabym do weta i zapytała, ale takiej odpowiedzi nie ma w ankiecie. Albo nie wiesz i cię skreślamy, albo wiesz i dostajesz kota.
@tygrysica: no to szukam w googlu, pytam weta i z czystym sumieniem zaznaczam odpowiedź tak, wiem. Generalnie to nie jest żadne dziwne pytanie i tym właśnie różni się chyba jednak adopcja kota z fundacji od tego z hodowli. Z hodowli dostaniesz coś w rodzaju instrukcji obsługi tego kota. Jak i czym karmić, kiedy zaszczepić, co robić, czego unikać. W fundacji nie mają na to czasu, więc chcą dać koty tym, którzy albo już wiedzą co z czym się je, albo takim, którzy się odpowiednio doedukują. Ja np. Do grudnia nie wiedziałem nic poza tym, że kot jest fajny, puchaty, mruczy i że chciałbym, żeby był w moim domu. Kiedy zapadła decyzja, trzeba się było doedukować. Książki, np. Kocie mojo, grupy poświęcone ragdollom i grupa behawiorystyczna, a nadal w sumie to wiem, że niewiele wiem.
Właśnie o to mi chodzi. Trudniej jest adoptować, bo fundacja może się uprzeć, słyszałam o takich przypadkach, że skoro pani/pan nie wie, to niech się pani/pan dowie, pogadamy za rok, jak już pani/pan będzie wiedział. Owa "instrukcja kota' jest niezwykle przydatna, fajnie napisana, przynajmniej w przypadku hodowczyni, od której kupuję kicię, w dodatku jeszcze dostanę tzw. wyprawkę, wiec przez pięć dni, mniej więcej, nie muszę się martwić o karmę i żwirek, a takze witaminy.
@tygrysica, ale generalnie to też nie jest tak, że hodowca sprzeda każdemu. Niektórzy hodowcy mają bardzo dużą selekcję osób, którym powierzą opiekę nad swoim kotem. My np. zrezygnowaliśmy z jednej hodowli, która wymagała osiatkowania balkonu i kratek w oknach jeszcze przed zakupem kota, pani życzyła sobie zdjęć. A umowa, była obwarowana takimi klauzulami, że w zasadzie my nawet nie moglibyśmy się przeprowadzić bez powiadamiania hodowczyni. Generalnie umowy z hodowlami warto czytać i zdawać sobie sprawę, że tam mogą pojawiać się różne zapisy, np. w naszej obecnej hodowca ma prawo pierwokupu w przypadku, gdybyśmy z jakiegoś powodu nie mogli zajmować się Freddiem.
To prawda. Moja hodowczyni też zażądała siatki na balkonie, co nie wydaje mi się dziwnym zważywszy na to, że nie wiedzę, więc nie zauważę, kiedy kicia wyszła na balkon ani kiedy i gdzie spadła.
Brak wzroku nie ma tu nic do rzeczy. Siatki Na balkonie montuje każdy, odpowiedzialny opiekun kota, który chce na ten balkon go wypuszczać. Podobnie kratki w uchylnych oknach, to z kolei po to, żeby przypadkowo zwierzak się nie powiesił w szczelinie uchyłu. Mi w opisie tej sytuacji chodziło raczej o postawę hodowczyni, która miałem wrażenie, uznała nas za osoby, które z założenia chcą dla kota źle, a ja sobie na takie traktowanie nie zamierzam pozwolić. Generalnie, jestem zdania, że jeśli z hodowcą coś nie gra, tzn. nie klei się rozmowa, jest niemiły, lub chce rozmawiać tylko o pieniądzach, to trzeba szukać innego. My trafiliśmy świetnie, ale to było któreś z kolei podejście.
Moje pierwsze i bardzo udane. Zgadzam się, że siatkę na balkonie powinien posiadać każdy, kto ma kota, ale w naszej, niewidomych sytuacji, jest to jeszcze bardziej potrzebne. Jest to moje zdanie, nie musisz się z nim zgadzać.
@tygrysica tu się nie ma z czym zgadzać, lub nie zgadzać, bo z faktami nie ma sensu dyskutować. Tylko wolałem doprecyzować, żeby potem ktoś nie pomyślał, że siatka to jakiś wymysł dla niewidomych opiekunów kotów, no bo nie. :)
Ja od początku do końca wspinałem się po balkonie lepiej niż kot żeby imsiatkę za mątować koszt zależy od balkonu u mnie to jakieś 100 złoty. -- (Tygrysica): Jasne. A tak z ciekawości, ile dałeś za siatkę z montarzem?
Kurczę, to muszę poszukać dobrze w Necie, bo jedna firma, do której zadzwoniłam, powiedziano mi w niej, że koszt klejonej siatki to tysiak, a montowanej bezklejowo, zaczepami do barierki to dwa i pół tysia.
Bzdury, kupujesz zestaw na allegro w skład, którego wchodzi siatka, zaczepy do niej i klej i na ślepo do czego nie namawiam można to z robić. -- (Tygrysica): Kurczę, to muszę poszukać dobrze w Necie, bo jedna firma, do której zadzwoniłam, powiedziano mi w niej, że koszt klejonej siatki to tysiak, a montowanej bezklejowo, zaczepami do barierki to dwa i pół tysia.
Eeee nie wierzę. to jest proste jak budowawiadomo czego. Chyba,że naciągacze. -- (midzi): @grzegorzm, a może ta firma, do której dzwoniła @tygrysica tyle sobie za robociznę policzyła? :)