Chciałabym opisać obrzydliwe wydarzenie, którego byłam członkiem na We love Trance w Poznaniu.
Dwójka niewidomych pojechała na imprezę. Po wejściu do klubu poszliśmy do szatni. Przesympatyczna kobieta oprowadziła nas po punktach pierwszej potrzeby: bar, palarnia, kibel, jedna, druga scena - wszystko ogarnięte. Na scenie drugiej nie było miejsca do siedzenia. Towarzysz wiedział, żę nie wytrzymam całej nocy na parkiecie z powodu bólu, więc przenieśliśmy się na główną, gdzie po 23 jakoś miał grać headliner.
Pijemy sobie browary, jeden za drugim, a tu podchodzi do nas on - jeden z głównych bohaterów wieczoru.
- Ja was podziwiam. I to "ja was podziwiam" było powtarzane średno co parę minut. Gość był trochę wstawiony. Dowiedziałam się z tego jego słowotoku, że ma żonę i dwójkę dzieci.
"Niewiarygodne!" - Krzyknął, kiedy wyszłam z kibla i dotknęłam od razu ramienia mojego współimprezowicza, by udać się znów to na główną scenę.
- "Jak ty to zrobiłaś, że od razu po wyjściu z toalety dotknęłaś ramienia swojego mężczyzny" i w ogóle "Kiedy ślub bierzecie"? - My już wkurwieni... On - męczył nas całą imprezę, i ciągle "Ja was podziwiam jak wy sobie radzicie. Ja bym nie potrafił". - Takie tam głupotki
Najgorsze chyba było na koniec, bo przyszedł drugi chłopak prawiący to samo - siedzę, chilluję sobie, pomimo chujowego nagłośnienia na scenie jest mi dobrze, bo alko się załadowało. Wyraźnie narusza moją przestrzeń, głaszcze po głowie, dotyka rąk moich i prawi mi komplementy - zdębiałam w tym momencie. Na końcu mnie pocałował i odszedł. No kurwa...
Do tej pory czuję się nieswojo jak to wspominam...
Spotkaliście się z czymś takim? Ja wielokrotnie, i nie mam pojęcia co z tym zrobić prócz daawania oczywistych sygnałów. W tym przypadku one prawie w ogóle nie działają.