To i ja się wypowiem, bo się nie wypowiadałem. Jeśli chodzi o herbaty, to najbardziej lubię pić Sagę i Lipton, jeszcze kiedyś mi Minutka smakowała. Te wszystkie herbaty były nieowocowe. Próbowałem też kiedyś pić Liptona w butelkach, ale nie do końca mi smakowały, jeden był chyba cytrynowy, a drugi jakiś inny.
Wiecie, jak mi kto taką herbatę zrobi, to wypiję zawsze :D. Zrobienie jej samemu to często zbyt wysoki próg wejścia spowodowany prostym nie chce mi się, bo to na dół trzeba zejść, a litrową wodę mam pod ręką, to po co złazić, jak np. czytany artykuł interesujący? :D
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
Ostatnio przerzuciłam się na herbaty liściaste - obojętnie - czarna, zielona, czy biała, byle nie była w saszetkach, choć z tego wszystkiego, najbardziej lubię earl grey'a, najlepiej z Czas na Herbatę, ale inne też są ok. I dołączam też do teamu mięta, której szczerze nie znosiłam do momentu, gdy pojawiły się ciążowe dolegliwości. Zresztą śmiałam się później, że jeśli to prawda i faktycznie wody płodowe smakują jak to, co najczęściej spożywa przyszła mama, to moje były miętowe właśnie.
"Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja." - Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
O, to moje smakowałyby obecnie głównie wodą. ;) -- (Kat): Ostatnio przerzuciłam się na herbaty liściaste - obojętnie - czarna, zielona, czy biała, byle nie była w saszetkach, choć z tego wszystkiego, najbardziej lubię earl grey'a, najlepiej z Czas na Herbatę, ale inne też są ok. I dołączam też do teamu mięta, której szczerze nie znosiłam do momentu, gdy pojawiły się ciążowe dolegliwości. Zresztą śmiałam się później, że jeśli to prawda i faktycznie wody płodowe smakują jak to, co najczęściej spożywa przyszła mama, to moje były miętowe właśnie.
Hm. Ja ogólnie tak. Lubię owocowe herbaty najbardziej, przynajmniej w tym momencie. Liściaste to tylko takie prawdziwe a nie z torebki, bo smakuje papierem XD. Earl grey uwielbiam, no ale musi być liściasta. Jeszcze podobno słyszałem że bardzo dobra jest z taką prawdziwą bergamotką w olejku, ale nie rozglądałem się gdzie to kupić. Podobno się wlewa tego w kroplach, ale muszę poczytać o tym w internecie co i jak się przyrządza. Ponad to lubięwszelkie herbaty korzenne, np z cynamonem, takie zimowe to się nazywa, z goździkami itd. Mięte oczywiście też lubię, najlepiej liściastą świeżo zerwaną. Wtedy to jest super. Jak coś mi się potem przypomni to dopiszę.
Zgadzam się z Julitką, na herbate są po prostu momenty. Można nie pić tygodniami, ale kiedy byłem w UK ostatnio, to piłem codziennie nawet po dwie English breakfasty.