Nie zrozum mnie źle, ale twój wpis jest troszkę niespójny. Ale po kolei.
Jeśli chodzi o Przeklęte Dziecko. Nie będę mówił o fabule czy koncepcie, bo to obiektywna sprawa każdego czytelnika. Chodzi jednak o psychologię cyklu i o samą zgodność fabularną. A z tą są problemy, nie, to złe określenie. Tej po prostu nie ma.
Jest tam kilka pomysłów, ale sądzę, że poziom fabularny, już nie ten głębszy, jest na poziomie zdolności myślenia i kreacji dziesięciolatka.
Co do Zakonu Feniksa. O to właśnie w tej części chodzi. Harry ma różne swoje problemy, genialnie jest, moim zdaniem, pokazane to, jak się załamuje jego psychika. Tak naprawdę rzadko kiedy w innych częściach tak to widać.
A Dumbledore miał swoje powody. Można się z nimi zgadzać lub nie, to już inna kwestia. Ale nie było to działanie bez powodu.
PZDR Dp
#StandWithUkraine
Shoot for the Moon. Even if you miss, you'll land among the stars.
Nie oto chodzi. Ja rozumiem że tam była pokazana psychika bohaterów itd tylko że ja bardzo właśnie lubiłem harego nawet bardziej od rona czy hermiony a tu taki cios. Sam rozumiesz. Przepraszam za tak krótki wpis i pozdrawiam.
Ja bym powiedział, że taki moment załamania posłużył Harremu, jako wykreowanej postaci, bo dodał mu autentyczności. Ostatecznie było by dziwne, gdyby nie miał różnych przemyśleń po tym wszystkim, co przeżył, zwłaszcza, że jego najgroźniejszy wróg dopiero co powrócił, Harry musiał patrzeć na śmierć Cedrika, a po tym wszystkim Dumbledore, w którym upatrywał ostoi, zaczął go unikać. Ogólnie mi się bardzo podoba zakon pod kątem psychologii. Motyw próby opętania Harrego przez Voldemorta też był bardzo fajny, a zwłaszcza podobało mi się pokazanie, dlaczego Riddleowi nie udało się ostatecznie przejąć kontroli nad Harrym. Zresztą o psychologii miłości w H P dużo pisałem na swoim blogu, więc tutaj nie będę się powtarzał. :)
Przyjaciel tworzy w nas nową przestrzeń, która prawdopodobnie nie zaistniałaby nigdy, gdybyśmy go nie spotkali. Tylko dzięki niemu rodzi się w nas nowy świat. – Anaïs Nin
Witam. Wiesz ja czytałem również ciemność rósza do boju i tam psychologia willa głuwnego bohatera mi się bardziej podobała niż w harrym. ale to wasze zdanie. Pozdrawiam
Ja rozumiem, o co ci chodzi, jak byłam młodsza i czytałam, to też mnie wnerwiało, że bohater, którego lubię tak się zachowuje. Nie mniej jednak rozumiem, że to było potrzebne i teraz wiem, że irytowało by mnie, gdyby wszystko przyjmował spokojnie. Ludzie tak nie robią i byłoby to jeszcze bardziej nienaturalne, niż jest, a i tak nie było tak źle, jak by się można spodziewać.
rzeczy niemożliwe od ręki, cuda w przeciągu trzech dni.
Mam pytanie do wszystkich tu obecnych miłośników HP. Powiedzcie mi, dobrzy ludzie, czy wg. was nasze wspomnienia byłyby widoczne w myślodsiewni? W sensie, mam na myśli obraz? Bo dźwięki tak, rozumiem, zapachy, odczucia, ale obrazy? Jestem gotowa zapytać Rowling, jak znajdę sposób, na prawdę, bo już parę osób pytałam, każdy mówi inaczej. Wypowiedzcie się.
rzeczy niemożliwe od ręki, cuda w przeciągu trzech dni.
Dobre pytanie, ale wydaje mi się, że może nasze wspomnienia byłyby jednak widzialne. Pewnie nie zawierałyby tak wielu szczegółów, na przykład nie dałoby się określić ich koloru, ale do pewnego stopnia byłyby widzialne. Ostatecznie większość z nas wizualizuje sobie wiele rzeczy w oparciu o dotyk. Nie postrzegamy barw, ale wiemy, jaki coś ma kształt, jeżeli tylko tego dotknęliśmy. Z kolei jeśli coś jest namacalne, to raczej będzie też przynajmniej do jakiegoś stopnia widzialne. Tak w każdym razie ja to odbieram. No chyba, że założylibyśmy, że w naszych wspomnieniach byłoby całkowicie ciemno. Oczywiście w przypadku osób, które widziały, a dopiero potem straciły wzrok, byłoby jeszcze łatwiej, bo część ich wspomnień byłaby jeszcze z czasów, gdy widziały. No i w zasadzie mogłyby sobie dopowiedzieć niektóre szczegóły, nawet do wspomnień z czasu po utracie wzroku. Mogłyby sobie wyobrazić na przykład kolory, gdyby tylko ktoś im powiedział, jakie w tym danym momencie one były, bo samo pojęcie koloru niebieskiego, czerwonego, czy jakiegokolwiek innego, nie byłoby dla nich całkowicie abstrakcyjne. Co do pytania Rowling, myślę, że mogłaby mieć problem z jednoznaczną odpowiedzią, bo nie zdziwiłbym się, gdyby ewentualności niewidzenia, nie brała wogóle pod uwagę.
Przyjaciel tworzy w nas nową przestrzeń, która prawdopodobnie nie zaistniałaby nigdy, gdybyśmy go nie spotkali. Tylko dzięki niemu rodzi się w nas nowy świat. – Anaïs Nin
Ja też myślę, żę byłyby widzialne, w jakimś stopniu, nie dokładnie, ael w ajkimś stopniu owszem.
"Trzeba być wielkim przyjacielem, żeby przyjść i przesiedzieć z kimś całe popołudnie tylko po to, żeby nie czuł się samotny. Odłożyć swoje ważne sprawy i całe popołudnie poświęcić na trzymanie kogoś za rękę."
O, bardzo ciekawe jest to, co móicie. Nie wpadłam na to, ale racja, przecież każdy to jakoś wizualizuje. Podejrzewam jednak, że nie wszystko... znaczy, zależy, co by było wspominane. Jeśli wiemy, jak wygląda np. nasz pokój, to on byłby widzialny. ALe jeśli wspominamy pobyt, np. w jakimś ogromnym pomieszczeniu, w którym nigdy nie byliśmy, to wydaje mi się, że widać by było tylko to, co jest przy nas, a reszta, i to akurat dotyczy każdych wspomnień, nie musi być w takim razie zgodna z prawdą. Trochę tak, jak z utratą wzroku. Moja przyjaciółka, która straciła wzrok w wieku lat siedmiu mówiła, że potem widziała brata zawsze w nibieskiej bluzie, bo tak go zapamiętała. Czyli np. byliśmy w pokoju i wiedzieliśmy, że ma niebieskie ściany, potem przyszliśmy za rok, on był przemalowany, ale nam tego nikt nie powiedział, to jak dla mnie we wspomnieniach nadal byłby niebieski. Co do ROwling, jasne, że nie brała pod uwagę! To jest właśnie w tym najlepsze, zapytałabym, co myśli. Musiałaby się zastanowić, to jasne, no bo wątpię, żeby w ogóle jej to przyszło do głowy. No ale jednak ona ma tu najwięcej do powiedzenia. :d Ale bardzo dziękuję za odpowiedź i zachęcam, jak ktoś jeszcze się nie wypowiedział, żeby to zrobił.
rzeczy niemożliwe od ręki, cuda w przeciągu trzech dni.
A ja myślę, że gdyby ktoś wlazł do moich wspomnień, to by nie widział, bo ja też nie widzę i nie jestem w stanie, po prostu nie umiem wyobrazić sobie widzenia jako takiego, a skoro mój mózg tego nie umie, bo nigdy nie widział, to niczego takiego sobie raczej nie wytworzy. Jednak mimo to potrafię wyobrazić sobie ludzką twarz, kształt budynku czy coś takiego. Gdy Harry oglądał wspomnienia Snape'a, też wiedział, co Snape czuje i myślę, że z moimi wspomnieniami byłoby podobnie - osoba widząca by nie widziała, no bo ja nie widzę i nie wiem, jak takiewidzenie wygląda, ale wiedziałaby wszystko to, co ja wiem. Może nie potrafiłaby wyjaśnić, skąd to wie, ale by wiedziała. Osobie niewidomej byłoby chyba w moich wspomnieniach nieco łatwiej, bo czułaby się jak ryba w wodzie :D
Witajcie! Przeoczyłem dyskusję tutaj, przepraszam za to. Jak już mówiłem Mai po tym, jak zadała mi to pytanie prywatnie, sądzę podobnie do Moniki. Może inaczej jest z osobami, które straciły wzrok w trakcie życie i pamiętają, jak to jest widzieć. Ale osoba niewidoma od urodzenia nie potrafi sobie wyobrazić, jak to jest widzieć świat. PZDR DP
#StandWithUkraine
Shoot for the Moon. Even if you miss, you'll land among the stars.
Są też przypadki pośrednie, takie jak ja. Widziałam, ale tak krótko, że świadomie nie pamiętam. Podejrzewam jednak, że moje wyobrażenie świata już jest łatwiejsze dla mnie niż kogoś, kto nie widział nigdy. Ale tak, fajne wyjaśnienie, Monia. To z tym, że ktoś nie wie, skąd to wie. CHyba tak by było.
rzeczy niemożliwe od ręki, cuda w przeciągu trzech dni.
Słuchajcie, w myślodsiewni mogłoby być tak jak w snach. Jak ktoś coś widzi, albo pamięta z czasów, gdy widział to wspomnienia byłyby widoczne, a jak ktoś jest niewidomy no to nie.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
Z tymi snami to chyba nie do końca, no bo my wiemy, jak postrzegamy swiat. Chodzi tu o osoby widzące. Jak one czułyby się w naszych wspomnieniach. Jak one odbierałyby brak obrazów.
Ja też tak to rozumiem, bo przecież ma to przedstawiać nasze, a nie ich myśli.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
W tym wpisie będzie kilka wątków. Mam nadzieję, że uda mi się zachować jakiś porządek. Przede wszystkim, to nie przepadam za Harrym jako postacią. Nie pamiętam w tej chwili, czy przestałam go lubić w czwartej, czy w piątej części, w każdym razie dużo stracił w moich oczach i nie chodzi o załamanie po śmierci Syriusza, ale o to, że zaczął pokazywać swoją wyższość. Niby nie wprost, ale jednak i to mi wystarczyło. Potrzebowałam czasu, żeby przekonać się do Hermiony, ale w końcu jej zarozumialstwo przestało być aż tak widoczne, tym bardziej, że często wyciągała Rona i Harry'ego z opresji. Bardzo szanuję Lilly za to, że oddała życie za syna, uwielbiam Syriusza, chociaż czasem był lekkomyślny, Lupina też. Ale, niech mi niektórzy wybaczą, nie przemówiła do mnie końcówka siódmej części ze wsponieniami Snapea. KOchał Lilly, w porządku, serce nie sługa, ale dlaczego za to wszystko płacił Harry? Nie był przecież odpowiedzialny za to, jakiego wyboru dokonała jego matka, prawda? Mam na myśli to, że wybrała Jamesa. A, no i na koniec: nigdy nie przepadałam za Ginny. Zwłaszcza ta jej pewność, że będzie z Harrym jakoś mnie zraziła. Oczywiście nie musicie się ze mną zgadzać.
Jeśli chodzi o nienawiść Snapea do Harrego, to wydaje mi się, że sprawa jest bardziej złożona. To, że Harry przypominał Snapeowi, jakiego wyboru dokonała jego matka, to jedno, ale z drugiej strony, przypominał mu też samego Jamesa i to, jak tamten go poniżał, ostatecznie nawet narażając życie Severusa. To oczywiście nie usprawiedliwia Snapea w stu procentach, ale myślę, że przy jego ocenie trzeba brać te aspekty pod uwagę. Poza tym, o czym kiedyś rozmawialiśmy z Dawidem, Harry też nie dał szansy Snapeowi. Każdy jego ruch poczytywał jako atak na siebie. Nawet, kiedy Snape go pochwalił za postępy na lekcjach oklumencji, Harry poprostu mu odwarknął. Hamskie odzywki też mu się zdarzały, nie mówiąc już o tym, że jawnie oskarżył Snapea o bycie lojalnym wobec Voldemorta, a przynajmniej to zasugerował, pytając, dlaczego Snape określa Voldemorta tak, jak śmierciorzercy.
Przyjaciel tworzy w nas nową przestrzeń, która prawdopodobnie nie zaistniałaby nigdy, gdybyśmy go nie spotkali. Tylko dzięki niemu rodzi się w nas nowy świat. – Anaïs Nin
This site uses cookies to enhance your experience.