Hej. Był ktoś z Was może i samemu badał morze? Ja bym bardzo chciała, ale ciut się boję, że wejdę, popływam i nie dość, że będę musiała szukać swoich rzeczy, to jeszcze zastanawiać się, czy mi ktoś nic nie zwędził.
Na plaży byłem, czy woda mokra sprawdzałem, ale pływać sam nie pływałem. Słyszałem o patencie z lokalizatorem, by pikanie rzeczy wskazało. Nie wiem, na ile się to sprawdza, ale brzmi jak plan.
Co do zwędzenia, tu raczej byłbym spokojniejszy, to samo ryzyko dotyczy wielu osób i ludzie na plaży są na takie wyskoki uczuleni i często reagują nawet w cudzym imieniu. Oczywiście nie zabierałbym nic cennego, ale ubrań raczej nie kradną. :D
#StandWithUkraine
Shoot for the Moon. Even if you miss, you'll land among the stars.
Dobry patent z tym lokalizatorem. Byliśmy trzy razy z moją Izką w Darłówku na przestrzeni ostatniej dekady. Bywało różnie z tym odnajdowaniem się,do morza raczej wchodziliśmy indywidualnie, a potem nawoływanie, patent z gwizdkiem tezż był chyba używany. Telefon i pieniądze raczej w nerce w wodoodpornym case przy sobie. Raz niemal nie utonąłem szukając kamienia do przybicia parawanu. Prąd wody wypłukał dużą dziurę, w którą wpadłem po uszy. Na szczęście jakoś wypłynąłem, kamień znalazłem. Parawan przybiłem. Klapka jedynie zgubiłem. W sensie śmieszna i dłuższa historia poszukiwawcza. W końcu się znalazł, a raczej na niego wszedłem po słowach "Neptunie, oddaj klapka". Ugrzązł biedny w piasku i przylepił się do masy bitumicznej, którą konserwowane były pale falochronu, który widocznie kiedyś był wbity w tym akurat miejscu. W sumie z takim szczęściem powinienem grać w totka. Podczas pierwszego wyjazdu zgubiliśmy na plaży klucz do pokoju. Podczas drugiego popołudniowego plażowania zacząłem od niechcenia przegrzebywać piasek w miejscu gdzie mniej więcej byliśmy rankiem. Podszedł jakiś pan i spytał czy czegoś szukam. Powiedziałem mu, że rano chyba tutaj zgubiłem klucz do pokoju. Pan stwierdził, że na barierce ktoś powiesił jakiś znaleziony klucz i akurat to był nasz.
Myślę, że dałoby się ogarnąć, gdyby znaleźć jakiś punkt orientacyjny, dostrzegalny również z wody, np. pomost albo brzeg plaży. W wypadku jeziora jest to dużo łatwiejsze, oczywiście. Generalnie jakimś rozwiązaniem na pewno są lokalizatory, ale jednak takie wydajniejsze, niż te gawienka, które w Altixie czy gdzieś tam sprzedają po 25 złotych z przeznaczeniem do lokalizacji kluczy. Kiedyś szliśmy do morza z krótkofalówkami, no ale ludzie, co to za przyjemność, martwić się wciąż, czy to to się nie zgubi albo nie pomoczy?
Szkoda, że natknęłam się na to teraz. Byłam z niewidomym człowiekiem sama nad morzemon nie pływał ja owszem. PIlnował rzeczy, ale jest na to patent trzeba zlokalizować ratowników.
Wojna to pokój. wolność to niewola. Ignorancja to siła. G. Orwell "Rok 1984"
Uważam, że ratownicy i tak mają niezły zapierdziel na plażach, zwłaszcza w pełni sezonu, więc obarczania ich jeszcze koniecznością pilnowania nas jest trochę nie na miejscu...
Hm, może po prostu da się jakiś lokalizator wrzucić do naszych ubrań, a pilot czy co tam do teo by było, dać na rękę? Np. w formie branzoletki by to mogło być, tylko ten dźwiękowy lokalizator by musiał być głośny :D
Zapraszam osoby posiadające piesy, lub chcące je posiadać, do dołączenia do grupy o psach przewodnikach.
Są takie, które reagują na gwizd lub klaśnięcie. Widziałam tylko takie z bardzo niewielkim zasięgiem i ciche, ale kto wie? Może, gdyby poszukać, znalazłoby się i takie czulsze?