I proponuję osobie całkowicie niezdolnej do pracy przeżyć za 1500 zł miesięcznie, życę powodzenia.
Chciałbym poruszyć jeszcze jedną istotną kwestię, osoba która ewentualnie się zrehabilituje, da radę, może uda się jej znaleźć pracę i niestety w przeważającej większości są to wynagrodzenia najniższe krajowe, przepracuje do emerytury i ile dostanie tej emerytury z najniższej krajowej?, a mając najniższą rentę owszem, dopóki ją ma otrzymuje rentę i wynagrodzenie, da się przeżyć, ale po przejściu na emeryturę co takiej osobie pozostanie? Mierna emerytura lub mierna renta czyli powrót do nędzy i ponownie walka o przetrwanie, tyle, że w tym wieku już nie znajdzie pracy, aby dorobić.
A jak wyobrażasz sobie wolontariat u osoby, która najnormalniej w świecie boi się wyjść z domu, samodzielnie? Ma sam problemy emocjonalne, a ma pomagać innym? Co do kwot rentowych podanych to jeśli to są bez 500 plus to i tak nic to nie zmienia, bo 500 plus to wyrównanie do 1600 zł, aktualnie do 17000 zł więc taka osoba z 1500 otrzyma 200 zł z 500 plus czyli nic się nie zmieni. 500 plus to nie jest kwota dla każdego w pełnej wysokości, jest to wyrównanie, błędnie nazywane 500 plus.
Ok, nie wiedziałem, stąd pytałem. W takim razie w ogóle nie ma różnicy między rentami, bez sensu.
Wolontariat nie musi być, a nawet zwykle nie jest na miejscu. Przecież wolontariusz nie musi jeździć po świecie i uczyć języka polskiego Norwegów. Może pomóc z dokumentacją, podliczać tabelki, pisać pisma, prowadzić rozmowy. Akurat większość zapotrzebowania na wolontariat jak patrzę po ofertach, to przynajmniej teraz praca zdalna. A tu mało kto będzie się krzywił, że niewidomy, bo zawsze to para rąk do pracy, a NGO zawsze wolontariuszy potrzeba.
Co ja daleko szukam, nawet moderowanie forum Eltena albo uczestnictwo w betatestach to może być wolontariat.
Niczego na ten temat nie znalazłam, ale jeśli się łączy, to skoro kwota renty wynosi 1501,06 zł, to i tak świadczenie uzupełniające musi być okrojone.-- (pajper): @krzycha A czy to się łączy z 500 plus? Inna sprawa, że nie ukrywajmy, 2000 zł to też nie jest dużo... Choć troszkę więcej, niż 1600 zł.
@lowca Dlatego pisałem, że trzeba zapewnić pomoc, w tym finansową. Ale taka pomoc, jak już pisałem kilkaset wpisów temu, powinna być uzależniona od faktycznej chęci osoby niepełnosprawnej do rehabilitacji, chociażby jak proponował midzi poprzez wolontariat w jakiejś NGO.
Mamy tu dwie, zupełnie inne sytuacje. Jedną jest osoba niewidoma, która jest niewidoma od urodzenia lub dłuższego czasu (dzieciństwa), a która przekonuje, że pracy nie znajdzie, że nie umie. Drugą jest osoba widząca, która już jako dorosła traci wzrok.
To są dwie skrajne różne ewentualności. Nie umiem się wczuć w rolę osoby, która przestaje widzieć, ale spróbuję poprzez wyobrażenie sobie, że ja teraz tracę słuch. Nie umiem sobie wyobrazić, jak mogę sobie poradzić w takiej sytuacji... Po prostu brak pomysłu. A strata wzroku, który odpowiada za jakoś 90 procent przyjmowanych informacji, dla osoby widzącej, bez żadnej wiedzy i doświadczenia związanych z niepełnosprawnością, jest jeszcze gorsza.
Tylko te dwa zagadnienia to zupełnie inne, rozdzielne tematy, gdzie trzeba szukać pomocy, rozwiązania i sprawiedliwości. Ja uważam, że osoba, która straciła wzrok jako dorosły pracownik, powinna mieć przynajmniej przez kilka lat dużo większą pomoc od państwa, w którą wchodzi świadczenie finansowe pozwalające żyć i zakupić sprzęt, pomoc psychologa, rehabilitanta i tak dalej.
Ale zupełnie inaczej sytuacja wygląda, gdy tak samo o niemożliwości pracy opowiada osoba niewidząca od wielu lat lub urodzenia, bez innych sprzężeń i schorzeń.
Renta w wysokości 1600 zł (doliczam 500 plus) nie wystarczy na nic i prawdę mówiąc jest świadczeniem więcej psującym, bo pułapka rentowa odstrasza niewidomych pracowników od sięgania po więcej... I jaki to ma sens, skoro i tak za to nie da się wyżyć? Ale za wysoka renta to nadmiernę obciążenie Państwa i produkowanie ludzi, którzy nie pracują, bo nie muszą. Uważam, że renta powinna wynieść ok. 2500-3000 zł, co zapewnia możliwości życia, na niskim poziomie, ale jednak... Ale co najważniejsze, powinno się zrezygnować z pułapki rentowej. Wtedy niewidomy mający nawet 2500 zł z renty może dorobić na pół etatu za, niech będzie, najniższą krajową 1500 zł i zarabiać tak 4000 zł miesięcznie, no, to już wygląda całkiem sensownie.
Nie jestem ekonomistą, mogę mówić bzdury, ale uważam, że to jest sprawiedliwe.
Natomiast osoby, które tracą wzrok (czy popadają w inną niepełnosprawność) powinny przez jakiś czas, nie wiem, 3-5 lat, otrzymywać świadczenie na rehabilitację, zakup sprzętu i tak dalej, może 3000 zł? To plus renta daje średnią krajową.
Dzięki za przykłady, bo w końcu można zaczepić to wszystko o jakiekolwiek realne sytuacje. Skoro ci ludzie dopiero po kilku latach są w stanie wyjść z domu znaczy to, że do tej pory mieli albo bardzo złe wsparcie albo w ogóle żadnego. Dodatkowa kasa bez niczego więcej spowoduje, że nadal będą siedzieć w domach i tyle. Jasne, że wsparcie i to duże po utracie wzroku jest absolutnie potrzebne. Niestety takowego prawie nie ma, o ile mi wiadomo. Zgadzam się nawet na jakieś dodatkowe bezpośrednie wsparcie finansowe czy np. dodatkowo ileś godzin asystenta do pomocy w załatwianiu różności, ale czasowo. Teraz ponoć ma wejść trzyletni okres po studiach, podczas którego PFRON czy tam inne coś ma płacić za wynajem mieszkania niewidomym. Założenie jest takie, że te trzy lata człowiek szuka pracy i gdy już ją znajdzie to jest w stanie jakoś się utrzymać. Jak najbardziej jestem za takim czasowym wsparciem finansowym, bo to faktycznie może pomóc i zmotywować do szukania chociażby zatrudnienia, jednak zdecydowanie nie jestem zwolennikiem zwiększania rent bez ruszania dodatkowych form wsparcia, a odnoszę wrażenie, że kilkoro z was chciałoby przede wszystkim kasy, a wsparcie na rynku pracy niech tam se będzie jeśli musi, ale z baardzo niskim priorytetem, bo najważniejsza ma być kasa do ręki.
Wysoka, no powiedzmy, że wysoka, na poziomie umożliwiającym przeżycie na poziomie ludzkim, a nie wegetującym, ale dająca możliwość wyboru, muszę pracować czy chcę pracować, to nie do końca jest tak, że zwiększy się ilość osób niepracujących, to są rónież miejsca pracy dla innych, zamiast niewidomego pzostaje przyjęty zdrowy, widzący itp.
Chciałbym jeszcze wrócić do problemów z zatrudnianiem osób niewidomych, to nie jest tak, że brak wiedzy, świadomości o możliwościach, dofinansowaniu itp. Samo przyjęcie osoby niepełnosprawnej to nie jest to co najgorsze dla pracodawcy choć większość obaiwa się wykazania efektu zachęty we wniosku, ale jeśli już przebrnie przez całą pogmatwaną procedurę otrzymania dofinansowania wydawać by się mogło, że to koniec, ale to trwa co miesiąc, comiesięczne sprawozdania, wyliczenia które pracodawca musi przesyłać do PFRONu, aby otrzymać dofinansowanie, niewielkie uchybienia i nie ma dofinansowania i to naprawdę niewielkie, u nas w firmie z arkusza excel który to przesyłają z PFRONu podsumowanie jest zaokrąglane, wynika to z samego arkusza, a inny wynik wychodzi licząc ręcznie, różnice bywają nawet 2 grosze i wypłata dofinansowania jest wstrzymana do momentu wyjaśniena i trzeba dymać do PFRONu bo nie można tego zrobić zdalnie. Cała comiesięczna papierologia odstrasza ewentualnych pracodawców, dodatkowym argumentem przeciw jest dodakowey urlop rehabilitacyjny, całe 10 dni i to branego ciurkiem, nie można go podzielić, to się również pracodawcom nie podoba, pracownik na pół etatu biorąc urlop rehabliitacyny jest poza pracą cały miesiąc.
Piszesz Pajper o moderowaniu for, stron internetowych, obliczenach, przede wszystkim trzeba być w miarę obeznanym w samej obsłudze komputera, nie wspominając o obsłudze programów dedykowanych, poruszaniu się po tabelkach itp, jeśli ktoś nie ma technicznego umysu raczejnie ogarnie, a i takiej pracy nie jest wcale tak wiele jakby się mogło wydawać.
Tomecki, a jak myślisz, ile osoba tracąca wzrok potrzebuje czasu na to, aby się ogarnąć? Myślisz, że wystarczy miesiąc? Sama rehablitacja tego kogoś to sporo czasu, dodatkowo taka osoba musi niejednokrotnie się przekwalifikować do zawodu który będzie mogła wykonywać bezwzrokowo, a nie dość, że korzystała ze wzroku to teraz musi po niewidomemu czli obsługakomputera bezwzrokowo, korzystanie z gadacza, telefon bezwzrokowo, osobom korzystającym na codzień w ten sosób wydaje się to takie proste, to tak jak pływanie, banalna sprawa, ale od strony uczącego się wygląda to zupełnie inaczej, można by mnożyć wiele takich przykładów banalnie prostych, ale tylko dla tych, którzy już są poza barierą lękową i sprawnościową.
Skoro problemem jest procedura otrzymania dofinansowania to czemu chcesz aby zamiast jakś to uprościć, bezpośrednio dać pieniądze niewidomym? a wnioskuję, że chcesz z tego, że co chwila piszesz o tym, a problem procedury jakoby traktujesz jako coś niezmiennego, co sobie jest i już.
Pajper, a czy ktoś tu pisał o wyższej rencie niż 2500 czy 3000 zł? To jest kwota, która właśnie spowodowała by komfort życia osoby niepełnosprawnej, wysokość taka pozwala na przeżycie. O to właśnie chodzi, aby osoba niepełnosprawna otrzymałą tyle, aby mogła przeżyć.
Dobrze, tylko jeśli mowa o osobach niewidomych od urodzenia, to nie wszystkie sprzężenia i schorzenia muszą być widoczne. Czasem bywa tak, że rodzice takich dzieci ukrywają je przed szkołą, osobami z zewnątrz, a nawet przed samymi dziećmi. -- (pajper): Mamy tu dwie, zupełnie inne sytuacje. Jedną jest osoba niewidoma, która jest niewidoma od urodzenia lub dłuższego czasu (dzieciństwa), a która przekonuje, że pracy nie znajdzie, że nie umie. Drugą jest osoba widząca, która już jako dorosła traci wzrok.
To są dwie skrajne różne ewentualności. Nie umiem się wczuć w rolę osoby, która przestaje widzieć, ale spróbuję poprzez wyobrażenie sobie, że ja teraz tracę słuch. Nie umiem sobie wyobrazić, jak mogę sobie poradzić w takiej sytuacji... Po prostu brak pomysłu. A strata wzroku, który odpowiada za jakoś 90 procent przyjmowanych informacji, dla osoby widzącej, bez żadnej wiedzy i doświadczenia związanych z niepełnosprawnością, jest jeszcze gorsza.
Tylko te dwa zagadnienia to zupełnie inne, rozdzielne tematy, gdzie trzeba szukać pomocy, rozwiązania i sprawiedliwości. Ja uważam, że osoba, która straciła wzrok jako dorosły pracownik, powinna mieć przynajmniej przez kilka lat dużo większą pomoc od państwa, w którą wchodzi świadczenie finansowe pozwalające żyć i zakupić sprzęt, pomoc psychologa, rehabilitanta i tak dalej.
Ale zupełnie inaczej sytuacja wygląda, gdy tak samo o niemożliwości pracy opowiada osoba niewidząca od wielu lat lub urodzenia, bez innych sprzężeń i schorzeń.
Nie, o procedurach piszę bo wciąż jest tu poruszany problem brau świadomości wśród pracodawców, a to zupełnie odrębna kwestia o której tu rozmawiamy. Jestem za podniesieniem renty, bo to, że pracodawcom uprości się procedury nie spowoduje, że osoby z problemami pozbędą się ich jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki
I powiem więcej. Nie można sobie odkreślić grubą krechą jednych ludzi od drugich i podzielić ich na dwie kategorie. To jest upraszczanie, a nic nie jest tak proste, jak się z pozoru mogłoby wydawać. Nie ma kogoś takiego, jak niewidomy bez żadnych, dodatkowych ograniczeń, który świadomie i dobrowolnie wybiera sobie lenistwo jako sposób na życie. Nic się nie dzieje bez przyczyny, tylko trzeba sięgnąć trochę głębiej i tę przyczynę znaleźć. -- (pajper): Mamy tu dwie, zupełnie inne sytuacje. Jedną jest osoba niewidoma, która jest niewidoma od urodzenia lub dłuższego czasu (dzieciństwa), a która przekonuje, że pracy nie znajdzie, że nie umie. Drugą jest osoba widząca, która już jako dorosła traci wzrok.
To są dwie skrajne różne ewentualności. Nie umiem się wczuć w rolę osoby, która przestaje widzieć, ale spróbuję poprzez wyobrażenie sobie, że ja teraz tracę słuch. Nie umiem sobie wyobrazić, jak mogę sobie poradzić w takiej sytuacji... Po prostu brak pomysłu. A strata wzroku, który odpowiada za jakoś 90 procent przyjmowanych informacji, dla osoby widzącej, bez żadnej wiedzy i doświadczenia związanych z niepełnosprawnością, jest jeszcze gorsza.
Tylko te dwa zagadnienia to zupełnie inne, rozdzielne tematy, gdzie trzeba szukać pomocy, rozwiązania i sprawiedliwości. Ja uważam, że osoba, która straciła wzrok jako dorosły pracownik, powinna mieć przynajmniej przez kilka lat dużo większą pomoc od państwa, w którą wchodzi świadczenie finansowe pozwalające żyć i zakupić sprzęt, pomoc psychologa, rehabilitanta i tak dalej.
Ale zupełnie inaczej sytuacja wygląda, gdy tak samo o niemożliwości pracy opowiada osoba niewidząca od wielu lat lub urodzenia, bez innych sprzężeń i schorzeń.
Równie dobrze można powiedzieć, że trzeba sięgnąć głębiej i zamiast skupiać się tylko na przyczynie, zastanowić się, co zrobić, żeby te przyczyny zniwelować albo zmniejszyć ich znaczenie.
Zgadzam się w stu procentach, że przyczyny z reguły tkwią głęboko i warto dotrzeć właśnie do tych ukrytych problemów i je rozwiązywać, zamiast zamiatać pod dywan wyższymi rentami. Uproszczenie procedury to jeden z kroków, bo zgadzam się, że problem jest szerszy, jednak im więcej państwo przeznaczy pieniędzy na renty tym mniej na rozwiązanie pozostałych problemów, a sami piszecie, że jest ich dużo.
I nawet trzeba, bo to kolejny krok. -- (Monia01): Równie dobrze można powiedzieć, że trzeba sięgnąć głębiej i zamiast skupiać się tylko na przyczynie, zastanowić się, co zrobić, żeby te przyczyny zniwelować albo zmniejszyć ich znaczenie.
W takim razie czemu każde nasze twierdzenie, że coś trzeba zmienić w systemie lub udzielić pomocy, jest odrzucane lub ignorowane? Niestety zgadzam się z Monią, z zewnątrz tak to wygląda.