Transcription
Jeżeli chodzi o mnie, ja tak naprawdę już od czasów, kiedy pamiętam jakieś wyjazdy właśnie na kolonie, czy na obozy, czy na jakieś wycieczki szkolne, zielone szkoły, tego typu wyprawy.
Jakoś zawsze bardziej wolałam góry. Morza nie za bardzo. Pierwszy raz, kiedy byłam nad morzem, to było w przedszkole w roku 97 czy 96.
Pamiętam, jak to były wakacje, przejście z przedszkola do klasy przedszkolnej.
I w te wakacje właśnie była mama, mnie posłała na taki morski obóz do Sobieszawa z przedszkolem.
I to mi się podobało. I jeszcze w ogóle były przygody z tym związane.
Dlatego, że dzieci pojechały wcześniej, a tacie i mamie się powaliły terminy.
I była jakaś taka dziwna sytuacja, że ja po prostu...
Przejechałam o dzień za pół.
I siostra Bogusława, pamiętam, że wzięła mnie i jechałyśmy jakimś wieczornym pociągiem w ogóle w nocy do Gdańska.
Ojejkuś. Masakra.
Straszne to było i myślałam, że nie pojadę w ogóle.
Przyjeżdżam do przedszkola i tu się dowiaduję, że dzieci wyjechały wczoraj.
Ja w taką panikę w ogóle wpadłam.
Kolonie były same w sobie bardzo fajne.
Było ognisko, pamiętam.
Płynięcie statkiem na Westerplatte.
Do dzisiaj mam takie dwie muszelki, które są na takim rzemyczku.
Jedyna, jedyna pamiątka właśnie z przedszkola, taka z tego wyjazdu.
To są takie dwie wiszące muszelki na rzemyczku, które gdzieś tam sobie w szafce leżą jeszcze.
I dobrze wspominam tą kolonię.
Pamiętam jakieś konkursy ze słodyczami były.
Wygrałam takie lentylki w pudełeczku i biegłam pojeżdżę, żeby zaśpiewać jakąś piosenkę, żeby wygrać.
Dobrze wspominam tą kolonię dwutygodniową.
Pamiętam, że była pani Iza Komorowska, pani Dorota Niedbała.
To coś się tak...
No pamiętam jak niechcący...
Niechcący...
Znaczy, no niechcący.
Zwracały mi wychowawczynie uwagę, ale ja oczywiście, tak jak mówiłam wcześniej w jednym z wątków, byłam wiercipięta i robiłam swoje.
Kolega był chory i po flegaminę poszły do apteki wychowawczynie.
Ja tą flegaminę trzymałam i mi spadła pod jadalnią na podłogę i się rozbiła na asfalt, bo wypadło mi pudełko i się zbiło.
Także było nieciekawie.
Potem oczywiście ochrzan dostałam.
Pamiętam, że się nie słuchałam i gdy mi mówiono, żebym tego nie robiła, to to robiłam.
Ale ja taka zawsze byłam. Dla mnie nie było słowa nie.
A pierwszy górski wyjazd to był wyjazd chyba gdzieś albo na Zieloną Szkołę do Rabki albo na jakiś obóz.
No było kilka takich.
I zawsze się przekonywałam o tym, że bardziej mi odpowiadają, pasują góry niż morze.
Lubię sobie pochodzić, potem usiąść w jakimś schronisku, napić się ciepłej herbatki, zjeść coś dobrego.
Poczuć to, że się wspinam, to, że wchodzę na szczyt, że ktoś może mi opowiedzieć o widokach, że mogę coś tam po drodze usłyszeć.
Mhm.
Czy w Limanowej.
Mhm.
Czy w tej wsi na obozie na turba, czy na przykład zbierać sobie malinki po drodze, zajadać się jakimiś jagodami, poziomkami.
To jest to, co mi sprawia przyjemność.
Może mnie nudzi, nuży mnie szybko.
Ja nie potrafię leżeć na plaży i gdzieś tam się grzać na słońcu, opalać się, bo potem mnie całe plecy spędzą, skóra mi schodzi, boli to.
Nie, nie sprawiało mi to nigdy przyjemności i nie jestem w stanie się z tego cieszyć.
Wiadomo, że nie wiem, gdyby był jakiś taki wyjazd możliwy, żeby sobie odpocząć, to pewnie bym skorzystała na jakiś taki tygodniowy.
Ale o wiele bardziej wolałabym jednak górskie wędrówki.
Tak jak mówiłam, brałam udział w różnych projektach, z Razem na Szczyty, z Pogranicza bez Barier.
No, różne górskie, jakieś takie obozy związane z górskimi wycieczkami, jakimiś leśnymi ścieżkami dydaktycznymi.
Także takie rzeczy mi odpowiadają.