Kocia menda znowu pokazała prawdziwą naturę. :D Od kilku lat brak mu jednego kła. Ktoś mu wybił. I od tego czasu jak mięsko nie pokrojone, kawałek sera za durzy to wielkie lamenty. A wczoraj? A wczoraj późnym wieczorem przyniósł sporawą mysz, zawlókł ją tam, gdzie zazwyczaj ma jedzenie, i zeżarł w całości. Został tylko woreczek żółciowy, czy co tam zostawiają najczęściej. Od tego czasu śpi.
____________Panu się zdaje, że życie polega na tym, żeby dorosnąć. Co? Być dorosłym; zdać egzamin; zadośćuczynić normom. A co to jest norma? Czy pan, jako psychiatra może mi odpowiedzieć? Co to jest norma? Nie może pan, bo to jest g**no.
No to masz wesoło. Też mam aktualnie dwa pieski, ale z kotem to napewno Tofik czyli ten mały kundelek by się nie dogadał. Z resztą nie wiem czy ja bym się dogadał, więc nie eksperymentuję. Generalnie wolę psy i niech tak zostanie.
Ehh, moja lista domowych lokatorów jest bardzo długa, mieszkanie na wsi zobowiązuje ;) Pieseł, bary - był u nas najdłużej, przed nim był ktos jeszcze ale jego nie pamiętam. Bary był mieszanką owczarka Niemieckiego z czymś, nie mam pojęcia, barwy żółto-czarnej. Wielki, przyjazny, lubował się w zjadaniu padliny niestety i z dwóch metrów było czuć jak wracał z pól. Najwierniejszy kompan, spędzałam z nim bardzo dużo czasu. Nowotwór w pewnym momencie był taki, że było go widać na zewnątrz, ropiejący guz na grzbiecie, który go wykończył. Bercik - pekińczyk, raczej domowy. Kochany, kremowy z białą łatką nad okiem. Skończył też marnie, bo jak był już starszy zasnął pod samochodem dziadka. NIe obudził się nawet jak dziadek odpalił silnik i koło przejechało mu po głowie. Jeszcze żył jak był wieziony do weta, mam nadzieję, żę mu dobrze w psim niebie. A mógł pożyć jeszcze trochę... Emmet - jest do dzisiaj, czarno czekoladowy pies, żywiołowy, ma coś z dresa, bo uwielbia uderzać głową podczas zabawy. Raz po takich ekscesach skończyłam z rozciętą wargą i naturalnym botoksem przez tydzień ;) Koty: Miśka - to był kot mamy. Szary pers, o wyjątkowo kocim sposobie bycia. Typ samotnika, koneser ryby i wody bezpośrednio z kranu. W czasie rui dwa razy uciekła, ale nigdy nie przyszła z przychówkiem, taka wybredna była ;) po dziesięciu latach życia wykończyła ją białaczka z przerzutami do przełyku. Freaky - uwielbiał gryźć, wychodzić, przeżył spotkanie z samochodem ale chyba nie do końca, bo wdało się zapalenie i znowu trzeba było się z nim porzegnać. Sympatyczny czarno-biały dachowiec. Luka - drobny, czarny kot. Zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. Pewnie wskoczył do samochodu gości, którzy przyjechali z jakimiś meblami. Też przeżył uderzenie z samochodem, ale bez żadnych obrażeń wewnętrznych. Bezimienny kot - był u nas bardzo długo. Gdzie się go położyło, tam został. Raczej nieruchomy nie był, bo po okresie kocich godów wrócił z jakąś infekcją, reszta wiadomo jaka jest... Trafiła nam się parka: następna Luka i Filamon, nie Filemon. Z przejęzyczenia tak już zostało ;) jedno bardzo podobne do drugiego, i skończyli oboje tak samo niestety, na drodze. Miecia - aktualna kotka, z wyglądem prawie jak z reklamy Whiskasa. Czarno-szara, prążkowana. Młoda, gniewna, już po pierwszej rui. Tak cierpiała i leżała bez ruchu, że nawet nie była zainteresowana wyjściem na pole. Po prostu wolała przeczekać w samotności. Jest z nami od lipca 2018. Jej główne zajęcia to zabawa, jedzenie i spanie. Jeśli nie lubi wychodzić to jest szansa, że zostanie z nami na dłużej. Trafiła nam się druga parka: Bizzie i następna Luka. Luka bardzo podobna do Miśki i z wyglądu i charakteru. Wykończył ją kolejny nowotwór, a Bizzie po kastracji, jak to kastrat, ma problemy z nerkami i przybieraniem na wadze. Na karmie weterynaryjnej, w pewnym momencie nawet na antydepresantach, z cewnikiem. Kochany, chociaż odległy. Bizzie is busy, right now, please try again later... Więcej kotów nie pamiętam, wszystkich straconych żałuję, i obiecuję poprawę. :( Ostatnio w lokalnym schronisku był Brytyjski grafitowy kocur, ślepy i głuchy, w sam raz dla mnie ;) myślałam o waletowaniu go w akademiku, tak lepiej niż w schronisku, ale wział go kto inny...
Właśnie to jest swego rodzaju lekarstwo, sprawić sobie psa w miarę szybko. Po śmierci Bezy, Paxi pojawiła się u nas w ciągu... może trochę ponad miesiąca. Bo chodzenie na spacer z psem, bez psa było straszne.
Heh- też dawno temu miałem pieska Aresa rudo-czarnego mieszankę owczarka niemieckiego. Od rasowego był wyższy, szczuplejszy i miał troszkę inne uszy. Niestety- w wieku ośmiu lat dopadło go jakieś chorubsko i ni z tego- ni z owego stał się agresywny i niepoczytalny dla wszystkich po koleji włącznie z psem, z którym się wychowywał.
Super psy- dbaj o niego i okarz mu dużo serca, cierpliwości i zrozumienia, a odwdzięczy ci się całą swoją psią miłością. Owczarki niemieckie to w brew pozorom bardzo wrażliwe psy, które potrzebują mnustwa uwagi. --Cytat (mucha): ja teraz zakupiłem wilczura długo sierścistego
Hej. u mnie od chyba dwatysiące piątego są króliki miniaturowe. Na początku było po jednym a teraz mamy 3. Dwie dziewczyny i 1 chłopak. Malwina, Karmen i Mokate. Kiedyś mieliśmy jeszcze żółwie wodne aż 5 ale musieliśmy wydać bo samice wyrosły za nadto i nie było już miejsca żeby je rozdzielić a do dyspozycji były tylko 2 pokoje. Miałem mieć też konia ale na moje szczęście nie wypaliło. Bardzo chciałbym mieć psa. Kiedyś myślałem nawet o przewodniku ale nie wiem czy mam jakąś nadwrażliwość słuchu czy coś takiego bo nie mogę znieść szczekania jest po prostu dla mnie zagłośne. Próbowałem jakoś to pokonać ale nie potrafię. A w sumie to takie pytanko miał albo ma ktoś z Was taką przypadłość czy tylko ja jestem taki dziwny?
Konia- czemu na szczęście? Ja tam chciał bym mieć konia, ale niestety nie mam warónków. Labradory mają generalnie grube głosy i jak czasem zaszczeka to całą okolicą trzęsie. XD... Owczarki niemieckie znowu mają bardziej piskliwe. Ja niemam problemu ze szczekaniem psów.