Perkins jest cięższy. -- (Julitka): Bo wydaje mi się, że cena prawie 11 tysięcy złotych za maszynę, która poza pisaniem i okropnym hałasem nie robi prawie nic, bo nawet drukować z polskimi znakami nie potrafi, jest trochę przesadzona. Perkins jest ciężki, ale niezawodny, prosty w obsłudze i relatywnie cichy, podczas gdy Mountbatten jest głośny, potrzebuje zasilania (bateryjnego, ale jednak), ciężki i drogi. -- (misiek): Perkins to pancerna machina, której jestem wielkim fanem, ale czemu mam wrażenie, że nikt, lub prawie nikt nie lubi Moundbattena?
Głowica po latach lubi się wycierać. Wiem, że nie jestem jedyny, który miał ten problem, ale nic nie jest wieczne. -- (Zuzler): I niezawodny dopóki coś mu się w środku mechanicznie nie spsuje.
Ale to po latach. A nie tak, że zostawisz go przez przypadek włączonego i spali mu się kondensator tak, że tylko do serwisu i bulić kasę za naprawę. A takiego perkinsa, to może majsterkowicz sam odkręcić, naoliwić, podkręcić, przedmuchać i śmiga. Oczywiście jeżeli fizycznie się coś nie zużyje. Ale i zużywa się bardzo wolno. A przykład z MB z własnego doświadczenia oczywiście. :p
Ale spalił ci się kiedyś? -- (Julitka): Ale to po latach. A nie tak, że zostawisz go przez przypadek włączonego i spali mu się kondensator tak, że tylko do serwisu i bulić kasę za naprawę. A takiego perkinsa, to może majsterkowicz sam odkręcić, naoliwić, podkręcić, przedmuchać i śmiga. Oczywiście jeżeli fizycznie się coś nie zużyje. Ale i zużywa się bardzo wolno. A przykład z MB z własnego doświadczenia oczywiście. :p
No przecież piszę. :) Nie wiem, co, ale mi się przegrzało, bo go zostawiłam włączonego. I padł na amen, trzeba było naprawiać w serwisie. Tzn. może nawet było to coś prostego, ale wiesz, jak to jest dla przeciętnego Kowalskiego.
Ale głowicy w Perkinsie też ci nie wymieni Pan Bogdan, znaczy możei wymieni, tylko gdzie ją dostać? -- (Julitka): No przecież piszę. :) Nie wiem, co, ale mi się przegrzało, bo go zostawiłam włączonego. I padł na amen, trzeba było naprawiać w serwisie. Tzn. może nawet było to coś prostego, ale wiesz, jak to jest dla przeciętnego Kowalskiego.
No tak, o tym mówiłam przecież, że jak już się część fizycznie zużyje, to jest większy problem, ale ileż trza czekać i pisać, by w Perkinsie zużyła się głowica?
Z tego co wiem ten model co ja miałem był produkowany od 1991. Zakupiliśmy go z drugiej ręki w 1998, a głowica padła gdzieś w 2004/ 2005. -- (Julitka): No tak, o tym mówiłam przecież, że jak już się część fizycznie zużyje, to jest większy problem, ale ileż trza czekać i pisać, by w Perkinsie zużyła się głowica?
Łatwo ze mną nie miał i oszczędzany nie był, a co z nim robił poprzedni właściciel to nie mam pojęcia. Tak, czy siak kawał pancernego sprzętu. Ja złego słowa na Perkinsa nigdy nie powiem. -- (Julitka): To chyba jesteś pierwszym przypadkiem, któremu tak szybko padła. :)
Ja też mam ten model perkinsa co miał Misiek z tymi wycięciami w tej wnęce pod klawiszami i gładkim lakierem. U mnie działa dobrze, aczkolwiek jest czasami problem z klawiszem cofania, no, al to jakoś nie utrudnia mi korzystania. Poza tym guma na wałku jest mocno wytarta i kartka się prawie w ogóle nie trzyma lata jak szmata :D Więc podczas pisania trzeba uważać, by się nic nie przesunęło, bo np możemy wejźć tekstem na poprzednią linię. Nie wiem ile lat ma ten egzemplaż, był już kiedy się urodziłem na pewno czyli w 2003 roku. Był 2 razy serwisowany w domowym zaciszu smarowany itd. Za pierwszym razem to w ogóle machina odżyła, bo przed pierwszym serwisem to była jakaś masakra, głowica latała, i były inne problemy. Co ciekawe od obudowy ułamał się jeden element taki przy dźwigience do podnoszenia tego mini wałka do gury jest normalnie metal złamany XD. Podsumowujac sporo ta maszyna przerzyła, ale... Jakoś jeszcze działa!
Bo co ciekawe były jakby 2 modele tego braillera i nie wiem od czego to zależało. Jeden był taki jak opisywałem, a drugi, który można normalnie kupić to ten taki z bardziej chropowatym lakierem i bez wycięć pod klawiszami z taką fajną wnęką, którą można było czasami wykorzystywać jako prowizoryczny schowek na jakieś małe rzeczy XD. Wydaje mi się, że to wyglądało tak, że do pewnego roku był produkowany perkins z wycięciami i gładkim lakierem a potem zaczęli produkować ten już co obecnie można kupić, bo tego z wycięciami nowego już nie da się kupić chyba. Ale podobały mi się punkty wybijane z tym perkinsem z wycięciami, były bardziej wyczuwalne, takie spiczaste, te nowsze perkinsy jakby nie mają takich samych wybijanych punktów, są bardziej zaokrąglone i są wyczuwalne, ale nie ma tej spiczastości. Ale wiadomo są gusta i guściki znam osoby, które nie lubią spiczastych punktów, bo ich np bolą palce od tego.
Jeszcze był z resztą najlepszy i najtrwalszy model z dużymi pokrętłami do papieru troszkę większy taki bardziej chropowaty bez wycięć. Jeśli dobrze pamiętam, to na dźwigni nie było żadnych wstawek, tylko normalne wkręty