Transcription
O, hałwa, mniam. Uwielbiam kiedyś w Bielsku, chyba zjadłem pięć batonów hałwowych naraz.
O, hałwa, mniam. Uwielbiam kiedyś w Bielsku, chyba zjadłem pięć batonów hałwowych naraz.
Uwielbiam pod każdą postacią Może to być baton Może to być Taka jak widzieliście kiedyś w kartonie A nawet w cieście No po prostu mega Mmm
Przepraszam bardzo, ale ja nie byłbym osobiście w stanie zjeść pięć batonów naraz jeszcze halfowych. Chyba by mnie zemdliło.
Nie no, ja nie powiedziałam, że ja zjem pięć batonów hałwy, natomiast mnie to po jednym mdli, więc cóż, tak to u mnie jest. Ja nie potrafię pięć.
Ale to ja zjadłem 5 batonów chałwowych takich w Bielsku, upiłem sobie 8 i na raz zjadłem 5, a 3 następnego dnia.
Matko Boska, no ja Cię podziwiam. Ty to masz, że tak powiem, spost.
Ja to maksymalnie zjem z trzy principola, takie klasyczne, albo kokosowe, ale jeżeli miałbym naprawdę zjeść pięć czy sześć chałów, to naprawdę nie wiem czy byłbym w stanie, mogłoby mnie porządnie zendić. Chociaż nie wiem, może jakbym w dzieciństwie, to może bym się odważył od kur... Nie mam pojęcia.
No fakt, trochę mnie po tym zmuliło, nie powiem, że nie, ale wtedy jakoś po prostu złapałem fazę na słodkie i po prostu zjadłem. Ja właśnie mam czasami tak, że mam fazę na jakieś słodkie, czy na słone, tak jak w piątek, zjadłem i paczkę prażynek, i paczkę paluszków słonych, po prostu miałem fazę na słone. A dzisiaj znowu po 22, złapałem fazę na słodkie, no ale niestety sklepy już są u mnie zamknięte, więc niestety trzeba się obejść smakiem, ale ja właśnie czasami tak mam. Kiedyś zjadłem całą puderko prasiego mleczka, no ale tak mnie zboliło, że pół dnia jeść nie mogłem.
Co do tego, Mati, o czym Ty teraz mówiłeś, to że ja mam czasami też takie różne fazy. W dzieciństwie pamiętam, że bardzo dużo i bardzo często miałem fazy na różnego rodzaju czekolady. Też chyba był taki okres czasu, kiedy lubiłem bardzo dużo jeść. Bardzo dużo lubiłem jeść wafelków, szczególnie też grześki. Ale to jeszcze było dawniej, to jeszcze dawne czasy były, jak dobrze pamiętam. I tak to wyglądało przez jakiś czas. Po prostu.
No tak, właśnie ja też mam czasem takie fazy, że załóżmy czekolada u mnie może leżeć tydzień, dwa, trzy, a potem nagle jak się na nią rzucę to potrafię zjeść całą w ciągu dnia. I właśnie nieraz tak było, że mama przywiozła nam niemieckie słodycze, wszyscy pozjadali, a ja miałem gdzieś chyba przez ładnych parę miesięcy te niemieckie słodycze i gdzieś tak dopiero zacząłem w październiku to jeść, a mama to przywiozła w lipcu. Tak samo teraz jest z niemieckimi czekoladami, mama przywiozła czekolady niemieckie, no teraz sobie one leżą w barku, ale no nie powiem, że kiedyś mnie nie złapie jakaś faza głód i pójdę po prostu sobie po taką czekoladę, bo teraz jakoś tak nie mam takiej potrzeby właśnie na coś słodkiego. Ale za nie wiem, tydzień, dwa, trzy, cztery tygodnie może po prostu to siła aktywnić i mogę taką całą czekoladę zjeść wtedy na raz.
No, jeżeli chodzi o niemieckie słodycze, to nie powiem, zjadłbym, bo tylko kiedyś próbowałem banana z szokoladą, jak byłem w Niemczech, ale to był 2013 rok, więc jak to mówią, stare dzieje.
Znaczy powiem tak, niemieckie słodycze są można powiedzieć z reguły takie same, tylko że czasami są jakieś inne promocje, jak były załóżmy te Kinder Batoniki takie, to w Polsce jest tego mało, a w Niemczech załóżmy dostałem takie, no duże pudło tego. W sumie można powiedzieć, czy to się czymś różni? No nie do końca, za to niemiecka kola się różni, jest jakaś taka pomarańczowa kola, mama kiedyś też przywiozła pomarańczową kolę z Niemiec i woda gazowana z Niemiec jest inna, ma lepszy smak. A tak to co do słodyczy, to nie za bardzo tak jakoś widzę różnicę między polskimi a niemieckimi. Rzeczami, to co mama przywoziła to smakowało podobnie jak polskie, jakiejś tam dużej różnicy tego nie widziałem.
No to ja powiem w ten sposób, że jeżeli chodzi o mnie i o to co ja próbowałem będąc w Niemczech, to tak jak mówię utkwiły mi te banany czekoladowe. Tam bardzo mi się podobały na przykład śniadania, bo tam naprawdę było w czym wybierać i tego było bardzo dużo. Więc zawsze coś tam można było przekąsić i to nie były byle jakieś śniadania, bo to było coś, jakieś parówki, kiełbasa i to było tak fajnie właśnie zrobione. Że były chyba takie jakby pół listek i można było wybierać sobie co się chciało zjeść w pewnym momencie. Więc to mi też tak jakby utkwiło w pamięci. Niestety nie miałem możliwości spróbowania coli w Niemczech. ... Lecz jeżeli chodzi o wody, to niestety też jej nie próbowałem.
Co do kolei niemieckiej, to mogę mamę namówić, żeby przywiozła kolę niemiecką, to Ci podrzucę, żebyś spróbował. Tylko mam nadzieję, że mama nie zapomni, bo mama ma nie... Zwłaszcza jak jest pakowanie, czy coś do zapominania po prostu czegoś, więc będę musiał jakoś to zrobić, żeby nie zapomniała kupić. A jak zapomina, to trudno, ale jej naświetlę sprawę, żeby coś tam kupiła, jakąś kolę niemiecką, to Ci tam podrzucę do spróbowania. No co do Niemiec, no to szwedzki stół był. Ja w Niemczech w sumie nigdy nie byłem, być może kiedyś tam będę, jak już mama się osiedli na stałe, to wpadnę. No ja byłem tylko na Słowacji, gdzie na Słowacji bardzo dobre były czekolady studenckie i dobre były lody tanie po bodajże chyba 12 koron jedna kulka, czyli złoty 20, czy 6, 66 koron? Nie pamiętam, ale wiem, że jakoś tanio było, jeżeli chodzi o to. No dobrze, dobrze, dobrze, dobrze, dobrze.
Faktycznie, to był szwedzki stół. No tak, zapomniałem po prostu nazwy. Ale to dobre było, ale koli niemiecki bym stówował. Naprawdę.
Tak, teraz tak naprawdę w większości hoteli jest szwedzki stół. Można brać sobie co się chce, ile się chce. To teraz w większości hoteli jest coś takiego. No spoko, jeżeli mama nie zapomni, no to kolę niemiecką zorganizuję.
Powiem tak, jeżeli chodzi o hałwę, nie lubię jej, nie trawię wręcz, jest dla mnie za słodka, strasznie niedobra, mdła i w ogóle. Jeżeli chodzi o Leona, też nie lubię. Jeżeli chodzi o niemieckie słodycze, nie robią na mnie żadnego wrażenia. I żelki Haribo smakują tak samo jak nasze polskie. No, w zasadzie tyle. Potem względem.
Ja kiedyś, nawet jak byłem mniejszy, potrafiłem zjeść cały pojemnik nutelli. A że nutella była sprzedawana w takiej jakby szklance, na której było takie pieczko, to wystarczyło to zdjąć i zjeść.
Powiem tak, nutelli nie lubię, tak samo jak chałupy, ale jak byłam dzieckiem też się zajadałam, wprost ze słoiczka jadłam. Teraz nie tknęłabym jej nawet na kanapce.
A, jeszcze do Łukasza. Co do hałwy, właśnie to ona taka jest, że po jednej masz już dosyć, nie? Taki pełny już jest.