Wydaje mi się, że z szukaniem pracy, to jest tak, że im bardziej liczysz na siebie, tym więcej możesz znaleźć. Ot przykład z moich początków, gdy jeszcze nie miałem Zajęcia. Była jedna fundacja, była sobie druga fundacja, potem jeszcze nawinęła się trzecia, i tylko łaziłem po projektach, i nic z tego nie wynikało
„będziemy dla Pana szukać pracy” będziemy”. W końcu wyłożyłem lachę na fundacje, i przez znajomą w akademiku, znalazłem pierwszą pracępo jakichś 3 tygodniach. Prawda, że dużo dawałem od siebie by dojeżdżać co dzień do pracy, ale skoro mi zależało, to nie dawałem się.
Reasumując: najlepiej szukać pracy przez znajomych, a w następnej kolejności własnym uporem, z uśmiechem na twarzy i wszystko staje się łatwiejsze.