Jak ktoś nie wie, to gra się drużynowo albo w pojedynkę. Jedna osoba mówi X Y Z, a druga mówi stop i każda osoba albo dróżyna wymyśla państwo, miasto, zwieżę, imię, warzywo, owoc albo jeszcze coś innego na daną literę.
Słoneczko, gra ponoć bardzo popularna wśród niegdysiejszych gimnazjalistów. Drugą taką grą była pokerowa twarz. Jeszcze bardziej obrzydliwa i jeszcze bardziej nie do opisania.
Mogę wyjaśnić, tylko nie wiem, czy moderacja mnie potem nie wywali. Dziewczyny kładą się na podłodze w kręgu - głowami do środka, nogami na zewnątrz, tworząc jakby rysunek słońca. Chłopcy następnie pokładają się każdy z każdą, tak po kolei, czy raczej dookoła. Ot, i cała tajemnica.
No i patrz, za co tu wywalać? Acz, jakkolwiek gra niewątpliwie jest, ekhem, bardzo integracyjna, to jednak nie do końca jakby pasuje do wymienianych powyżej krówek czy innych głuchych telefonów. :P
Owszem. A czy krasnoludek już był wymieniany? Krasnoludek to gra, w której z liter jednego, długiego słowa, układa się jak najwięcej krótszych słów. Wygrywa oczywiście ten, kto ułoży ich więcej.
Chowanego, ciuciubabka, berek albo "mamo, mamo ile kroków do ciebie". Ile my z dziwczynami w Internacie w to przegrałyśmy godzin. Aaaa, no i jeszcze ciepło-zimno.
A szczególnie mnie, droga koleżanko, ujęło te "kilka innych". Może doprecyzujesz? :D -- (lwica): NO to teraz coś odemnie. Państwa miasta, butelka, prawda czy wyzwanie, mafia, pomidor i kilka inych.
Oj, Zuzanno, czepiasz się. Po angielsku grało się jeszcze w "Simon ses". Simon ses turn a round, na przykład i trzeba się było kręcić w kółko. Ale biada temu, kto przestał się kręcić na "stop". Trzeba było skończyć daną czynność dopiero wtedy, kiedy "simon ses stop". :D
A z takich bardziej dziecięcych to uciekaj myszko do dziury, gdzie, przyznam, gdy byłam mała, nie bardzo pojmowałam zasad, a teraz się ich w sumie bardziej domyslam, niż je znam, gąski gąski do domu, budujemy mosty dla pana starosty i zabawa w nitkę. :D Choć właściwie nitkę bez jakiejś siary można by zrobić i nie mając pięciu lat. :)
ALeż Agato, nie "SImon says", przypadkiem? Po angielsku to jeszcz, ale i po polsku, w "spider is coming" albo "pająk idzie", gdzie chodziło się dowolnie, dopóki ktoś nie krzyknął właśnie, że pająk idzie. Wtedy natychmiast trzeba było znieruchomieć. I niech się który ruszył, to albo odpadał, albo zostawał pająkiem.
Połowa towarzystwa wychodzi, a druga zapoznaje się z zasadami gry. Chodzi o to że wymienia się co potrzebuje strażak, tzn każdy po kolei wymienia. I kto zgadnie zasady gry to wygrywa. Zasady gry: Strażak potrzebuje tego co akurat znajduje się w pokoju, w którym odbywa się zabawa. Nie wiem czy jasno to opisałem. Gra z cyklu tych nudniejszych w sumie.