Ja myśląc nad tą sprawą dłużej stwierdzam, że ja chyba niebyłbym w stanie wyrazić takiej opinii. Moim zdaniem to wszystko zależy od osoby, i jakby się jakaś odpowiednia trafiłą, nie ważne, ze środowiska czy nie, nawet bym się nie zastanawiał czy widzi czy nie tylko szedł w to.
w związku z przesiadką na Maca, prawie mnie tutaj nie ma. Inne sposoby kontaktu w wizytówce.
no i mikołaj, w punkt. Nie ma co się zastanawiać, rozkminiać, ja uważam, że jak się człowiek zakocha t i brak wzroku czy inna niepełnosprawność będzie nam odrobine mniej przeszkadzać.
Żebyś się, Papierku, nie zdziwił. Zasady, lęki, blokady, opory mogą baardzo zużo zrobić i nawet niezłe zakochanie może ich nie przemódz. Problem w tym, że czasem to może doprowadzić do niemałych problemów, bo miłość ciągnie w jedną, zasady w drugą, a wypadkowa może być dość nieprzyjemna dla obu stron. Wydaje mi się, że my tj. niewidomi albo może szerzej, niepełnosprawni potrzebujemy znacznie większego wsparcia m.in. psychologicznego niż je w praktyce mamy. Każdy radzi sobie jak umie i najczęściej popełni masę błedów, zanim do czegoś sensownego dojdzie niestety niejednokrotnie krzywdząc siebie i innych, w dodatku najczęściej jest to nie do uniknięcia właśnie przez ten brak wsparcia. Oczywiście są osoby, które radzą sobie z tym dobrze, a nawet bardzo dobrze ale jest to, obawiam się, niewielki procent.
Tomecki, iście dobrze prawisz. Wsparcia, moim zdaniem, potrzebujemy nie tylko psychologicznego, ale i... nie wiem, jak to ująć... edukacyjnego? Po prostu na pewnym etapie powinna być jakaś dodatkowa forma edukacji specyficzna dla nas, w której pewne rzeczy się nam uświadomi a tego nie ma, nawet a może zwłaszcza w ośrodkach. Mówię tu np. o fakcie że niewidomy jednocześnie nie jest ani głupią niedorajdą, która nic nie zrobi ale też nie jest herosem, który może absolutnie wszystko jeśli tylko chce. Są przeszkody nie do przeskoczenia, to trzeba przyjąć i nauczyć się z tym żyć, co nie znaczy, że innych rzeczy, których nas nota bene nikt nie nauczy, też nie można. To są właśnie kwestie kontaktów ze społeczeństwem i środowiskiem widzących, które u większości niewidomych, ze mną na czelę, nie są tak rozwinięte jakbyśmy tego chcieli, a często nie ma ich wcale.
w związku z przesiadką na Maca, prawie mnie tutaj nie ma. Inne sposoby kontaktu w wizytówce.
A ja powiem szczerze i uczciwie. Będąc w związku z drugą osobą niewidomą, bałabym się podjąć wychowania dziecka. Tak, może i to jest dyskryminacja środowiska przez członka środowiska, ale nie zamierzam też udawać. Bałabym się, przez wzgląd na dobro tego dziecka. Rodzicom widzącym przytrafiają się wypadki, przez chwilę nieuwagi. Ja bym hyba z nerwów umarła, a nie można też przecież malucha nadmiernie ograniczać.
____________Panu się zdaje, że życie polega na tym, żeby dorosnąć. Co? Być dorosłym; zdać egzamin; zadośćuczynić normom. A co to jest norma? Czy pan, jako psychiatra może mi odpowiedzieć? Co to jest norma? Nie może pan, bo to jest g**no.
Elanor- całkowicie się z tobą zgadzam. I m.in- nie podiął bym się dlatego stałego związku z niewidomą. Gdybym nie chciał mieć dzieci to może, ale myślę, że po jakimś czasie byłoby po prostu nudno.
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
Podobnie sprawa się przedstawia z opieką na starość nad swoimi rodzicami przez dwoje niewidomych. Przez duży koszt, często rodzina zajmuje się osobą starszą i nie wyobrażam sobie, żeby niewidomi mogli skutecznie pilnować osobę z poważną demencją.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
Zgodzę się. Jednak zdarza się, że koszt fahowej pomocy jest bardzo duży i rodzina musi sporo robić przy chorym.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
Moim zdaniem jeżeli jest taka sytuacja, w sensie rodzice i niewidomy, bez rodzeństwa i innej rodziny, to te osoby powinny za wczasu pomyśleć o przyszłości i dążyć do jakiegoś inwestowania czy wyższej emerytury. Oni *muszą* wyjść wtedy ze strefy komfortu i jednak działać. Fakt, że wtedy z wychowaniem dziecka będzie problem, bo niewidomy to jednak więcej obowiązków. Jak niewidomy będzie niezbyt zaradny to on ledwo ledwo sam uciągnie, co dopiero wyłożyć na hospicjum, bo o opiece samodzielnej nie ma moim zdaniem absolutnie mowy.
w związku z przesiadką na Maca, prawie mnie tutaj nie ma. Inne sposoby kontaktu w wizytówce.
Społeczeństwo się starzeje. Często widzący są zmęczeni opieką nad rodzicami, a co dopiero niewidomi.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
To są tak duże koszty, że zazwyczaj nie można o to szybciej zadbać, a nie oszukujmy się, że często niewidomi nie zarabiają kokosów.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
Myślę, że wszyscy, może prawie wszyscy jak tu jesteśmy nie znamy swoich możliwości. Pamiętam, że miałem spore obawy zanim pojawiła się Martynka i nie jedną noc leżałem kombinując co zrobię jeśli... Potem jednak okazało się, że praktycznie żaden z wymyślonych kataklizmó jakoś się nie przytrafił i całe kombinowanie można wyrzucić na śmietnik, a przy okazji masa lęków okazała się zwyczajnie zbędna i jedyne, co osiągnąłem to zasypianie w ciągu dnia po tych przekombinowanych nocach. Aha, jeszcze sporo nikomu niepotrzebnego strachu więc i nerwów. Nie twierdzę, że problemów nie ma żadncy ale jakoś dajemy radę mimo na prawdę niewielkiej pomocy z zewnątrz. Zdarza się z resztą, że osoby widzące mają tę pomoc lepszą od nas ale dzięki temu nauczyliśmy się wielu rzeczy, które mogłyby nam spędzać sen z powiek w wypadku gdyby ktoś za nas to wszystko robił. Przy okazji przyszło trochę pewności siebie i generalnie uważam, że jak do tej pory wychodzi to nam wszystkim, z dzieckiem włącznie, na dobre. Z resztą pamiętam ileś sytuacji, w których wiele rzeczy, które potem robiłem bez problemu wydawały mi się jakieś mega trudne lub w ogóle niemożliwe. Teraz jeszcze słówko o tej "dyskryminacji". Pchnięty natchnieniem przeklejam fragment z wikipedii: forma nieuzasadnionej marginalizacji (wykluczenia społecznego), objawiająca się poprzez traktowanie danej osoby mniej przychylnie, niż innej w porównywalnej sytuacji ze względu na jakąś cechę, np. okres rozwojowy, niepełnosprawność, orientację seksualną, płeć, wyznawaną religię, światopogląd, narodowość lub rasę. Najważniejszym tutaj słowem jest "nieuzasadniona". Z tego, co czytałem każdy podaje tutaj powód obaw przed byciem w związku z osobą niewidomą, tak więc o dyskryminacji raczej nie może być mowy. Jeśli natomiast chodzi o strach to hm... nie wiem, co powiedzieć.
This site uses cookies to enhance your experience.