____________Panu się zdaje, że życie polega na tym, żeby dorosnąć. Co? Być dorosłym; zdać egzamin; zadośćuczynić normom. A co to jest norma? Czy pan, jako psychiatra może mi odpowiedzieć? Co to jest norma? Nie może pan, bo to jest g**no.
--Cytat (żywek): Ja tam nie mam nic przeciwko dziewczynie niewidomej :P
--Koniec cytatu Ja nie mam nic przeciwko... jakiejkolwiek :)
A tak odnosząc się ogólnie do tematu, ja uważam, że to bardzo zależy od człowieka. Moim zdaniem w parach widzący niewidomy i niewidomy niewidomy są pewne konkretne wady i zalety i nie ma dobrego rozwiązania. Ja na przykład z perspektywy porozumienia się chyba jednak, mimo wszystko, wolałbym osobę niewidomą, ale z perspektywy czysto praktycznej zdecydowanie nie. Co by nie mówić, wiele rzeczy można zrobić ale pewnych rzeczy nie przeskoczymy mimo wszystko. Znam ja małżeństwo osób słabowidzących, wiek zaawansowany dorosły, 40+ na pewno. Mieszkają, nie wiem z jakiego powodu, nie rozumiem ale nie wnikam, na wsi. Wieś to jest bardzo dobre określenie tego miejsca. Tam, z tego co wiem, nie dojeżdża za bardzo nic i jedyna praktyczna forma dojazdu to samochód. Ich wzrok jest na tyle upośledzony, że o prawie jazdy nie ma co mówić. Mają bardzo duży problem, gdy chcą gdzieś jechać, muszą prosić wszystkich w około a nie zawsze jest kogo prosić. Wiadomo, w mieście jest łatwiej ale nadal komunikacja miejska nie wszędzie dojedzie i nie jest to takie łatwe. Posiadanie zaufanego kogoś kto w razie jakichś na prawdę trudnych sytuacji zawsze pomoże to też jest plus.
Wśród niewidomych zato jest, moim zdaniem, mimo wszystko, łatwiejsza i lepsza komunikacja. WIele rzeczy rozumie się intuicyjnie i nie trzeba tłumaczyć. Nawet widzący, którzy mieszkają z niewidomym przez lata popełniają pewne błędy i ciężko jest ich tego, niestety, oduczyć. Niewidomy więcej spraw zrozumie na intuicję i myślę, że w niektórych sytuacjach pomódz nie pomoże, ale będzie w stanie mentalnie lepiej zrozumieć problem i zapewnić wsparcie. Oczywiście wszystko zależy od człowieka, znam ja takich widzących, którzy mimo braku wcześniejszej styczności z niewidomymi wykazywali się tak niesamowitym wyczuciem sytuacji, zrozumieniem i intuicją że traktowało się ich jak osoby ze środowiska. Myślę, że ideałem, niestety trudnym do osiągnięcia, może być taka osoba, ale z drugiej strony to może nie być do końca to. Myślę, że powinien się tu wypowiedzieć ktoś z dłuższym (conajmniej kilkuletnim i poważnym) doświadczeniem w obu typach i porównać. Tak jak uważam, że dyskusja ośrodki vs masówki nie doświadczając za równo ośrodka jak i masówki jest bezcelowa, tak podobnnie w tej kwestii myślę, że najwięcej do powiedzenia mieli by sami zainteresowani.
w związku z przesiadką na Maca, prawie mnie tutaj nie ma. Inne sposoby kontaktu w wizytówce.
Mnie nurtuje jednak jeszcze inna kwestia. Czy są, a jeżeli jest to ile, związki niewidomych homoseksualistów, biseksualistów i innych osób preferujących inny model niż ten w społeczeństwie najpopularniejszy. Z tego co wiem, odnalezienie podobnych osób trudne jest nawet wśród widzących, a wśród niewidomych jest to zapewne tragedia. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak będąc w sytuacji geja miałbym znaleźć sobie partnera. Oczywiście wiadomo, można ogłosić publicznie, że jest się tej a tej orientacji i szuka się tego a tego typu partnera, ale z wielu względów, najczęściej rodzinnych, wiele osób nie jest na to gotowych. Widzący mają serwisy randkowe i kluby gejowskie, ale serwisy opierają się najczęściej na zdjęciach, a kluby... moim zdaniem w takich miejscach niewidomemu ogólnie jest ciężko, niezależnie od orientacji seksualnej. Znaleźć kogoś nie widząc, kto stoi obok, czy z kimś jest, nie mając absolutnej pamięci głosów i nie pamiętając od razu, że ten to ten moim zdaniem jest bardzo ciężko szukać partnera w ten sposób. Abstrachując już od kwestii, czy takie związki są ok bo tu każdy ma inne zdanie i nie o tym ten wątek, zastanawiam się jakie są faktycznie przypadki w tej kwestii. Ja znam 2, 1 to jakiś amerykanin który na blogu napisał o swoich kilkuletnich i bezowocnych poszukiwaniach na serwisach randkowych i lokalnie, drugi to także Amerykanin, elita środowiska, wzorzec do naśladowania, wybitny programista pracujący na wolnym rynku. Ten wiem, że ma partnera, wiem, że nie ze środowiska niewidomych ani nie ze środowiska tech i chcieli nawet wziąć ślub (w tym stanie to możliwe). Oczywiście mieszkają blisko siebie, nie wiem, czy razem, w każdym razie to relacja nie internetowa a rzeczywista.
w związku z przesiadką na Maca, prawie mnie tutaj nie ma. Inne sposoby kontaktu w wizytówce.
Mucha- serduszko może ci zapukać do każdej i wzrok nie ma tu nic do rzeczy. Mikołaju widzisz- ja jednak wolę mieszkać na wsi. Nie lubię miejskiego zgiełku. Wolę naturę, ciszę i spokój. Mieszkałem jakiś czas w mieście i na dłuższą metę to nie dla mnie.
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
Mi nie chodzi o to jakie są relacje między partnerami; czy leprze między niewidomymi, czy między widzącymi, tylko jak przekonać rodziców partnerki, że ze mną będzie jej lepiej nisz z osobą widzącą.
Jak przekonać? "Czynów nam trzeba"! Pokaż, że jesteś w stanie zapewnić jej życie w "godnych" warunkach, co niestety wiąże się po prostu z samodzielnością i swego rodzaju zaradnością w życiu. Generalnie rodzice nie chcą, a przynajmniej tak być powinno, partnera majętnego i przebojowego, tylko takiego, który córce zapewni godziwy byt i uczucie.
Ciężko teoretycznie jest, ale znam ludzi, którzy chodzą, mówię o klubach. A co do znalezienia partnera, obawiam się, że akurat w takiej sytuacji jest więcej mieszanyc hpar, bo jeszcze gdyby miał w środowisku szukać, byłoby jeszcze ciężej. Co do chodzenia po klubach jeszcze, to może przecież iść do klubu takiego z ludźmi, którzy nie są homo, znam ludzi, którzy do takich klubów chodzą właśnie dlatego, że nikt ich ni zaczepi. :d --Cytat (mikolajholysz): Mnie nurtuje jednak jeszcze inna kwestia. Czy są, a jeżeli jest to ile, związki niewidomych homoseksualistów, biseksualistów i innych osób preferujących inny model niż ten w społeczeństwie najpopularniejszy. Z tego co wiem, odnalezienie podobnych osób trudne jest nawet wśród widzących, a wśród niewidomych jest to zapewne tragedia. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak będąc w sytuacji geja miałbym znaleźć sobie partnera. Oczywiście wiadomo, można ogłosić publicznie, że jest się tej a tej orientacji i szuka się tego a tego typu partnera, ale z wielu względów, najczęściej rodzinnych, wiele osób nie jest na to gotowych. Widzący mają serwisy randkowe i kluby gejowskie, ale serwisy opierają się najczęściej na zdjęciach, a kluby... moim zdaniem w takich miejscach niewidomemu ogólnie jest ciężko, niezależnie od orientacji seksualnej. Znaleźć kogoś nie widząc, kto stoi obok, czy z kimś jest, nie mając absolutnej pamięci głosów i nie pamiętając od razu, że ten to ten moim zdaniem jest bardzo ciężko szukać partnera w ten sposób. Abstrachując już od kwestii, czy takie związki są ok bo tu każdy ma inne zdanie i nie o tym ten wątek, zastanawiam się jakie są faktycznie przypadki w tej kwestii. Ja znam 2, 1 to jakiś amerykanin który na blogu napisał o swoich kilkuletnich i bezowocnych poszukiwaniach na serwisach randkowych i lokalnie, drugi to także Amerykanin, elita środowiska, wzorzec do naśladowania, wybitny programista pracujący na wolnym rynku. Ten wiem, że ma partnera, wiem, że nie ze środowiska niewidomych ani nie ze środowiska tech i chcieli nawet wziąć ślub (w tym stanie to możliwe). Oczywiście mieszkają blisko siebie, nie wiem, czy razem, w każdym razie to relacja nie internetowa a rzeczywista.
--Koniec cytatu
rzeczy niemożliwe od ręki, cuda w przeciągu trzech dni.
Nigdy ich nie przekonasz, że będzie jej lepiej z Tobą, niż z kimś widzącym, bo zawsze mogą powiedzieć, że "no tak, jest dla niej wspaniałym partnerem, ale gdyby tak jeszcze widział..." Tego nie przeskoczysz. Patrząc praktycznie po prostu nie będzie jej z Tobą lepiej. Ty im możesz najwyżej udowodnić, że ona nie będzie musiała tej dcyzji żałować. A do tego jak wyżej, samodzielność, samodzielność i samodzielność to pierwsza potrzeba. A odpowiedzialność druga.
Chej, Jeśli chodzi o samodzielność to ja jestem samodzielny i ona. Oczywiście są momenty kiedy potrzebujemy pomocy osób widzących, np przeprowadzić gdzieś czy przeczytać, ale tak naprawde to chyba niema wogule osób w stu procentach samodzielnych, bo nawet osoby widzące potrzebóją czasami pomocy. Nikt nie potrafi zrobić wszystkiego, bo gdyby tak było, to niebyłoby zakładuw usługowych.
właśnie dlatego ja chce odczekać jakiś rok po roku dopiero oficjalnie się z nią zaręczyć i dopiero w następnym roku myśleć o cementowaniu związku sakramentem
@Zuzler W punkt. Miałam to napisać, aleś mnie ubiegła. @Nietoperz Nie jestem zwolenniczką robienia tego rodzaju offtopu, ale proszę, stosuj choć podstawową interpunkcję, bo naprawdę źle się to syntezatorem czyta. Pozwoliłam sobie wyedytować kilka Twoich ostatnich postów w tym wątku.
O czym mówisz? O statystykach, czy interpunkcji? Bo jeśli chodzi o statystyki, to łatwo zrozumieć, że tu nie chodzi o dyskryminację, tylko o trudność przekonania ludzi. Trzeba patrzeć realistycznie. Nie pokaże się statystyką, że niewidomi lepsi. I tutaj było po prostu opisane myślenie ludzi, nikt nie powiedział, że my tak myślimy, no nie?
rzeczy niemożliwe od ręki, cuda w przeciągu trzech dni.