Jeszcze co do postaw jako takich trzeba pamiętać o dość ważnej kwestii. Większość z nas uważa, że każden jeden niewidomy jest swego rodzaju reprezentantem całej społeczności, cztam środowiska niewidomych i w związku z tym winien tę społeczność / środowisko godnie reprezentować. No i tu zaczynają się schody, bo to "godne reprezentowanie" dla wielu z nas jest trochę czym innym.
A to też prawda. Mnie nikt na siłę do tramwaju jeszcze nie wpychał, ale u lekarzy różnych, czy w innych miejscach, mówili do mnie jak do dziecka nie raz. Co do postaw niewidomych i reagowania na nie.
Znam ja napewno dwie takie osoby. Nie wymieniam imion, ani innych cech umożliwiających ich rozpoznanie, więc bez obaw.
Osoba nr1. Znamy się od niedawna. Na samym początku znajomości, powiedzenie przeze mnie np. Niewidzę, bo małe litery. A ty? Widzę, że wzrok też Ci się psuje, wymień okulary! itp. Kończyło się u tej osoby mega obruszeniem i stwierdzeniem że jest niewidoma/niewidomy! Mnie takie żarty się trzymają i za którymś razem ten człowiek sam zaczął się z tego śmiać. Spędzamy ze sobą sporo czasu i bałam się, że mój humor szybko zniszczy świeże, fajnie zapowiadające się relacje. Na szczęście tak się nie stało, a teraz śmiejemy się z takich żartów razem! Postanowiliśmy też, że będziemy pracować nad pewnym zagadnieniem dot. Pewnego przedmiotu, o którym ta sympatyczna osoba nie chciała nawet słyszeć! Wzięło się to po prostu ze złych doświadczeń. Tak, mogła bym zrobić terapię szokową, dać zadanie do wykonania i przyjźć za powiedzmy 15 minut. Ale myślę, że nietędy droga. Siedzieliśmy/siedziałyśmy więc i na spokojnie, po kilkanaście razy powtarzałam tej osobie pewne sekwencje, potrzebne do wykonywania konkretnych poleceń. Oczywiście, że z początku ten osobnik reagował niechęcią. Ale z czasem, powolutku, bez nacisków z mojej strony i aktualnie jesteśmy na takim etapie, że ten człowiek widzi ewidentne korzyści z tego, czego go uczę i sam próbuję. I wychodzi mu to nie źle! A ja cały czas, w razie problemów jestem i wspieram. Z resztą wspieramy się wzajemnie, ale to nie na ten wątek.
Osoba nr2, to przykład tego, o czym pisał Waldek. Na każdą próbę pomocy, czy zaczepienia reaguje agresją. Uważa, że jest superextra samodzielna, choć daleko jej do tego. Kiedyś ta osoba widziała, a odkąd przestała, ma pretensje do całego świata. I z takimi lódźmi nie wiem, jak pracować.
Osoby, o których pisze są młodziutkie. Inaczej napewno jest z ludźmi starszymi. Jedno, o czym trzeba pamiętać w tej pracy to serce i takie podejście, by niewidomy czół się przy tobie bezpiecznie i by wiedział, że może Ci zaufać.
Sama doświadczałam różnych postaw nauczycieli względem mnie i wiem, co sprawdza się najlepiej. Oczywiście wiadomo, że każdy jest inny i do każdego podejście jest indywidualne. Pokazać przykłady samodzielnych jak najbardziej, ale nigdy nie porównywać! Jest to krzywdzące.
Ale się rozpisałam! Gadaczko, jeśli zaglądasz tu jeszcze, w razie pytań/wątpliwości, możesz pisać też do mnie na prv, chętnie opowiem o swoich doświadczeniach. Pozdrawiam! A
Sygnatura:
Cis najzieleńszy jest zimą; ma zwyczaj śpiewać kiedy płonie.
Na wszystkie te bolączki jest tylko jedno lekarstwo- dystans. --Cytat (sanklip): A to też prawda. Mnie nikt na siłę do tramwaju jeszcze nie wpychał, ale u lekarzy różnych, czy w innych miejscach, mówili do mnie jak do dziecka nie raz. Co do postaw niewidomych i reagowania na nie.
Znam ja napewno dwie takie osoby. Nie wymieniam imion, ani innych cech umożliwiających ich rozpoznanie, więc bez obaw.
Osoba nr1. Znamy się od niedawna. Na samym początku znajomości, powiedzenie przeze mnie np. Niewidzę, bo małe litery. A ty? Widzę, że wzrok też Ci się psuje, wymień okulary! itp. Kończyło się u tej osoby mega obruszeniem i stwierdzeniem że jest niewidoma/niewidomy! Mnie takie żarty się trzymają i za którymś razem ten człowiek sam zaczął się z tego śmiać. Spędzamy ze sobą sporo czasu i bałam się, że mój humor szybko zniszczy świeże, fajnie zapowiadające się relacje. Na szczęście tak się nie stało, a teraz śmiejemy się z takich żartów razem! Postanowiliśmy też, że będziemy pracować nad pewnym zagadnieniem dot. Pewnego przedmiotu, o którym ta sympatyczna osoba nie chciała nawet słyszeć! Wzięło się to po prostu ze złych doświadczeń. Tak, mogła bym zrobić terapię szokową, dać zadanie do wykonania i przyjźć za powiedzmy 15 minut. Ale myślę, że nietędy droga. Siedzieliśmy/siedziałyśmy więc i na spokojnie, po kilkanaście razy powtarzałam tej osobie pewne sekwencje, potrzebne do wykonywania konkretnych poleceń. Oczywiście, że z początku ten osobnik reagował niechęcią. Ale z czasem, powolutku, bez nacisków z mojej strony i aktualnie jesteśmy na takim etapie, że ten człowiek widzi ewidentne korzyści z tego, czego go uczę i sam próbuję. I wychodzi mu to nie źle! A ja cały czas, w razie problemów jestem i wspieram. Z resztą wspieramy się wzajemnie, ale to nie na ten wątek.
Osoba nr2, to przykład tego, o czym pisał Waldek. Na każdą próbę pomocy, czy zaczepienia reaguje agresją. Uważa, że jest superextra samodzielna, choć daleko jej do tego. Kiedyś ta osoba widziała, a odkąd przestała, ma pretensje do całego świata. I z takimi lódźmi nie wiem, jak pracować.
Osoby, o których pisze są młodziutkie. Inaczej napewno jest z ludźmi starszymi. Jedno, o czym trzeba pamiętać w tej pracy to serce i takie podejście, by niewidomy czół się przy tobie bezpiecznie i by wiedział, że może Ci zaufać.
Sama doświadczałam różnych postaw nauczycieli względem mnie i wiem, co sprawdza się najlepiej. Oczywiście wiadomo, że każdy jest inny i do każdego podejście jest indywidualne. Pokazać przykłady samodzielnych jak najbardziej, ale nigdy nie porównywać! Jest to krzywdzące.
Ale się rozpisałam! Gadaczko, jeśli zaglądasz tu jeszcze, w razie pytań/wątpliwości, możesz pisać też do mnie na prv, chętnie opowiem o swoich doświadczeniach. Pozdrawiam! A
--Koniec cytatu
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
Witam. Osobiście znam człowieka, który nie wiem, jak tam teraz funkcjonuje, ale miało to miejsce w latach 1989-2004. Przyszedł gość do ośrodka jako dziewięcioletni chłopaczek który wyrzekał na swój los jaki to on biedny niewidomy i nieszczęśliwy. W wieku lat dwunastu rodzice zabrali go do szkoły prywatnej. Gdy wrócił do ośrodka do liceum, co chwilę dawało się słyszeć "kto mnie wyprowadzi?" "Kto mnie zaprowadzi?" i inne tego typu. Zdarzyło nam się, że robiliśmy razem studium policealne i widywaliśmy się co dwa tygodnie. Przyjeżdżał z ojcem, który mnie się pyta, jak sobie radzę z dojechaniem z wiochy 40 km od Poznania, do Krakowa. Jak mu to wytłumaczyłem łopatologicznie, tak usłyszałem - Widzisz Michał? I oto jaka była odpowiedź Michała - "tatusiu nieeeeeeeeeeeee! Kiedyś odważyłem się na rozmowę z Michałem. Na pytanie kto się nim zaopiekuje kiedy rodziców nie będzie odpowiedział, że brat.Próbowałem temu już wówczas ponad dwudziestoletniemu gościowiuświadomić, że brat nie będzie na jego każde pierdnięcie, za przeproszeniem, bo będzie miał swoje małpy i swój cyrk życiowy. Tak więc droga Gadaczko, jeśli będziesz chciała ze mną porozmawiać na temat swoich doświadczeń, bardzo cię proszę odezwij się na prywatną wiadomość.
Ja raczej też. ALe bardzo wiele zależy od tego, jak nas traktują rodzice. Jeśli oni mają zdanie, że jesteśmy biedni niewidomi, to na dzieciaki to przechodzi. Moja mama ma podejście pod tytułem jest dobrze, ale zawsze może być lepiej i ja w obecnej chwili mam tak samo. Zawsze można pracować, aby coś wykonać lepiej. Pozdrawiam! (Uśmiech)
Nawet jeśli jesteś aniołem, zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzał szelest twoich skrzydeł. Autor nieznany.
Ja w pracy mam doczynienia z jedną taką panią, którą od podstaw szkolę z kompa. Nie wiedziała nic, łącznie z tym, który klawisz to spacja w laptopie. Teraz, jest w stanie wolno bo wolno pisać oczywiście w windowsowym notepadzie, chodzi po systemie, z bulem serca coś skopiuje i wklei w dany folder, youtuba odpali, ale większa checa jest z oriętacją w terenie. Babka mówiąc oględnie jest 50 letnią panią, straciła na dobre wzrok jakieś 6 lat temu. Jest ona kobietą bardzo przywiązującą wagę do wyglądu, ona musi błyszczeć, być najpiękniejsza i najlepsza. Starałem się jej wpoić to, że nawet kiedy idzie z przewodnisiem, powinna w tej lewej ręce, bo prawą trzyma przewodnika, mieć laskę. Po co? A chociażby po to, żeby: 1. Poruszanie się przebiegało sprawniej. 2. Idąc blisko uskoku terenu/ krawężnika, nie skręci sobie kostki w swoich wysokich szpilach. Ona uwarza, że laska jej uwłacza, że ona się wstydzi, że ludzie będą się z niej nabijać, mąż ją wszędzie wozi, na siłownię, co miesiąc do kosmetyczki na pazurki, do fryzjera i wszędzie indziej. Pomijam już fakt, że mieszka ona stosunkowo nie daleko, bo jakieś 300/ 400 metrów od mojej pracy. My w fundacji możemy jak najbardziej wyjść po beneficjenta. Tyle, że rzeczona pani, ani myślała iść z osobą niewidomą. Zdecydowałem się wezwać taxę, to wyjście z kamienicy zajęło 10/ 15 dobrych bitych minut. Nie trzymała się mnie swobodnie jedną ręką, tylko aż uwieszała się na ramieniu. Staram się z nią rozmawiać, kłaść do głowy, że laska może była wstydem w latach 70/ 80/ 90, ale teraz niewidomy na ulicy jest jak najbardziej normalnym widokiem, i nikt się nie śmieje z osoby z białą laską.
To jest właśnie bardzo intrygujące, bo też znam osobę, która potrafiła wyglądać bez laski bardzo dziwnie i mówiły jejo tym nawet osoby widzące, ale wciąż uważała, że z laską wygląda tragicznie i że w związku z tym nie może jej nosić, bo to wstyd
Piotrek, Jeśli ktoś od młodego stylizował się na plastikową lalę, to tym bardziej na stare lata będzie ciężko cokolwiek wytłumaczyć. Bardzo specyficzna grupa ludzi, do których mało dociera. Nawet widzę jak tacy mojemu bratu odmawiają usług, a w ręcz wulgarnie i po hamsku potrafią się odezwać.
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
A wziąć i paragrafami zagrozić, jak nic nie dociera. Nie chrzanić się. Powiedzieć, że jak dojdzie do wypadku - co jest zresztą dość prawdopodobne - to ponosi winę, jeśli będzie bez laski.
nie wiem ale jak dla mnie wybranie się gdzieś bez laski to jest kompletna bezmyślność, po pierwsze nie jesteśmy tak widoczni a okulary przeciw słoneczne nie są ostrzeżeniem dla ludzi o tym, że jesteśmy niewidomi. Twarz jak każda inna
Nie działa, osoba jest tego świadoma -- (Elanor): A wziąć i paragrafami zagrozić, jak nic nie dociera. Nie chrzanić się. Powiedzieć, że jak dojdzie do wypadku - co jest zresztą dość prawdopodobne - to ponosi winę, jeśli będzie bez laski.