ale miał wiele zalet. Możliwe, że chodzi Ci o to, że był zbyt idealny, zbyt opanowany, ale sądzę, że
Riordan po prostu nie rozwinął dostatecznie wątku tego bohatera. Ja nie przepadam za Leonem z tej samej
serii. Wprawdzie podziwiam go za to, że miał mechanikę i elektronikę w małym palcu, ale jego użalanie
się nad sobą doprowadzało mnie do szewskiej pasji.
Nie lubię Rorana z "Eragona", chociaż trudno mi uzasadnić za co. Chyba za dużo było rozdziałów
z jego punktu widzenia w "Dziedzictwie", poza tym wydawało mi się, że w głębi serca zazdrościł Eragonowi
sławy i uznania. Podobnie z elfką Aryą, chociaż z innych powodów: strasznie, a wręcz niemiłosiernie wkurzała
mnie jej wyniosłość.
Yennefer z książek Sapkowskiego nie cierpię. NIe, żeby Geralt był święty, ale ona kompletnie go nie doceniała
i ogólnie zachowywała się jak księżniczka, której wszystko się należy.