Wasze ulubione bajki z dzieciństwa. :) Mam na myśli zarówno te, które tradycyjnie czytają rodzice, ale także telewizyjne; te wszystkie Gumisie, Muminki i tym podobne.
Z telwizyjnych to u mnie na pierwszym miejscu bezapelacyjnie Shrek 1. Dwójeczka to Epoka lodowcowa 1 i trójka Zebra z klasą. Za dzieciaka to Smerfy, Kubuś puchatek czy Gumisie. Później chwilę bajka, która teraz wydaje mi się strasznie głupia- Power rangers. A z książkowych- chociaż to nie bajka a raczej powieść dla dzieci- O psie, który jeździł koleją.
HM, mimo, że mały byłem już na początku tego wieku, to oglądałem raczej stare. Ulubioną były chyba Przygody Filonka bez ogonka, Kubuś Puchatek i może coś jeszcze. Z telewizyjnych napewno Kot Filemon, Kubuś puchatek w wersji odcinkowej i filmowej, Reksio i Smerfy.
Och. Miłość rośnie wokół nas, kiedy byłam w 5 klasie podstawowej leciała u nas na okrągło, samą bajkę oglądałam kilka razy i w kinie ze szkołą i tak w ogóle. Jeszcze z telewizyjnych nowoczesnych to schreka, szczególnie dwójkę, gdyż kota sobie upodobałam. Z tych starych telewizyjnych, to oczywiście smerfy i wilk i zając w wersji rosyjskiej, ale uwielbiałam, jak zawsze wikl mówił. Zajac! Nu pagadi. Czy jak się to pisze. Z książkowych to uwielbiałam w dzieciństwie plastusiowy pamiętnik, Karolcię i książki montgomery. Teraz jak mi jest źle, to czytam tajemniczy ogród i Małego księcia, którego nigdy nie rozumiałam w dzieciństwie i na stare lata mi się przypomniało o nim. Echhh. Podobno bajki uspokajają umysł, sprawiają, że podnosi się nasz nastruj.
Witam. Moimi telewizyjnymi bajkami są bajki z już raczej nie istniejącego kanału polonia1 i rtl7. Powe rangers też lubiłem swego czasu. A książkowe? Czarnoksiężnik ze szmaragdowego grodu, konik garbusek, w ogule baśnie wszelakie nadal mnie interesują i sam też tworzę. Ale oczywiście o psie ktry jeźdźił koleją to oczywiście był hit.
To iskierko przypomniałaś mi klasyka, o którym całkowicie zapomniałem. Zajac! ty minia slyszysz! Slyszu! Slyszu! Nu zajac pagadi. XD. Do króla lwa i Shreka często wracam. Bajki ponatczasowe i raczej nigdy się nie zestarzeją i nie znudzą. A z książek to polecam jeszcze Baśnie Andersena, ale ten Pan pisał raczej na smutno, a niektóre śmiem twierdzić że mogą przerażać tych młodszych lub wrażliwszych. Najsmutniejsza pozycja- chyba Dziewczynka z zapałkami.
Odcinkowego "Kubusia Puchatka" mało oglądałam. Ale za to lubiłam wersję książkową. W dzieciństwie oglądałam "Misia Uszatka" i "Teletubisie". Z tych oglądanych na wideo albo na DVD to "Król Lew 1" i "Zakochany Kundel" A z tych, które czasami można obejrzeć teraz w telewizji to "Shrek" 1 i 2.
"Smerfy"! Całkiem niedawno je z dzieckiem pewnym oglądałam, i cudownie było do nich powrócić! Nawet jeśli teraz do złudzenia przywodzą mi na myśl komunistyczną wioskę :D "Domisie" -kocham normalnie, dawno nie widziałam, muszę gdzieś wygrzebać. No, to takie telewizyjne z dawnych lat to one :D I jeszcze... Ale to nazwy nie pamiętam, taka bajka, gdzie byli wróżkowie chrzestni i jeszczejedna, gdzie był królik i pies (Brenda), ktoy pochodził z Florydy. :D
To teraz ja coś napiszę. Bajki mojego dzieciństwa to raczej na kasetach magnetofonowych albo na gramofonie bo mieliśmy go w internacie i bajka do której jakiś czas temu wróciłem to był praprasłoń, kubuś puchatek konkretnie chatka puchatka, mustang z dzikiej doliny i mugł bym wiele jeszcze wymieniać, ale to takie jakieś mało znane.
No to teraz moja kolej. Zacznę może od telewizijnych, bo tego to długa lsta będzie. Na saym początku, beapelacyjnie: Bracia Koala. Uwielbiałam tę odcinkową bajkę i nadal uwielbiam. Tabaluga, o tym smoku, co świat przed Arktosem ratował, jeku, Arkosa nie nawidziłam. Smerfy. Smerfy lubiłam, chociaż GArgamel to była moja najmniej ulubiona postać, a Klakier z kolei to był strasznie głupi kot. A propo kotów, to Kot Filemon oczywiście i jego przyjaciel Bonifcy, czy jak on się tam zwał. Z telewizyjnych jeszcze Traktorek, Listonosz Pat, Bob Budowniczy, Dino, to było chyba o takim chłopcu, co mił samochodzik, teraz nie pamiętam, w każdm razie też bardzo to lubiłam. Strażak Sam, za Gumisiami nie przepadałam, chociaż oczywiście znam. Pan Andersen opowiada, fajny był ten zbiór baśni, co leciały wieczorami. Weterynarz Fred, też bajka odcinkowa, ale świetna. :D Z telewizyjnyh jeszcze coś było, ale nie pamiętam. :DAaa, no jakbym mogła zapomnieć. Król Lew, ale widziałam tylko jedynkę i odcinkowy Kubuś Puchatek, bo nie wiem, czy już tu o nim pisałam. :) Z książkowych: Karolcia, Dzieci z Bullerbyn, Oto jest Kasia, Mały Książę, Bajka o pra pra Słoniu, którą poznałam stosunkowo niedawno, Pollyanna, do której wracam właściwie zawsze, gdy mi źle, Ania z Zielonego Wzgórza i... na ten moment to chyba tyle. Pewnie mi się coś przypomni, bo strasznie dużo książek w życiu przeczytałam takich bajkowych. Aa, jeszcze mi się nasunęła na myśl, to był w ogóle zbiór chyba jakichś baśni, ta była taka bajka, że trzeba było... Ktoś miał chyba zerwać jakiś kwiatek, który rosnął tylko w Noc Świętojańską. Chyba niczego nie pomyliłam. No i co tam jeszcze? Aa, Dary czterech wróżek, taka książeczka Ewy Szelburg-Zarębiny, czy Dynastia Miziołków, Fiza Pończoszanka... No i chyba na ten moment to naprawdę tyle. :D
Zakochany kundel- bardzo dawno tego nie widziałem, ale generalnie fajna bajka. Teletubisie- nie! nie! i jeszcze raz nie! Przepraszam fanów, ale głupszej bajki to w życiu nie widziałem.
Ta z królikiem i psem to było Brenda i pan Whiskers, to pamiętam. Co jeszcze? Smerfy ale tego to dosyć mało, filonek bezogonek, Troszkę koszmarnego Karolka i wieeeeeeele innych.--Cytat (Monia01: "Smerfy"! Całkiem niedawno je z dzieckiem pewnym oglądałam, i cudownie było do nich powrócić! Nawet jeśli teraz do złudzenia przywodzą mi na myśl komunistyczną wioskę :D "Domisie" -kocham normalnie, dawno nie widziałam, muszę gdzieś wygrzebać. No, to takie telewizyjne z dawnych lat to one :D I jeszcze... Ale to nazwy nie pamiętam, taka bajka, gdzie byli wróżkowie chrzestni i jeszczejedna, gdzie był królik i pies (Brenda), ktoy pochodził z Florydy. :D
"Braci Koala" i "Listonosza Pata" też lubiłam. A z kasetowych przypomniała mi się jeszcze bajka o Pimpusiu. "Przygody Pimpusia Sadełko" to się chyba nazywało.
Hahaha, a mnie się przypomniało, że nie napisałam jeszcze o Słoniu Benjaminie. Uwielbiam te słuchowiska. I słuchowisko o Krasnoludkach i sierotce Marysi.