Pewnego dnia mała dziewczynka przyglądała się , jak jej matka zmywa naczynia. Nagle zauważyła kontrastujące z brązowymi włosami matki siwe pasma. Spytała zatem: - Mamo, dlaczego niektóre pasma Twoich włosów są siwe? Matka odpowiedziała: - Za każdym razem, gdy mnie zdenerwujesz lub doprowadzisz do płaczu niektóre moje włosy stają się siwe. Dziewczynka przemyślała chwilę te rewelacje i odrzekła: - Na boga, ale musiałaś wkurzać babcię.
Zapraszam osoby posiadające piesy, lub chcące je posiadać, do dołączenia do grupy o psach przewodnikach.
We Francji powstaje nowy typ odrzutowca. Ale w momencie przekraczania bariery dźwięku skrzydła odrywają się. Zawsze w tym samym miejscu. Konstruktorzy są bezradni. Ktoś radzi zwrócić się do polskiego cadyka, który wyemigrował i przebywa obecnie w Paryżu. Rabin oznajmia: – Trzeba to miejsce podziurkować. Chociaż rada wydaje się bezsensowna, konstruktorzy podejmują próbę. Rzeczywiście! Skrzydła przestały się odrywać. Inżynierowie wypytują, jakim cudem rabi wpadł na ten pomysł? Na to cadyk: – Przecież to proste. Panowie widzieliście, żeby papier klozetowy się oderwał w miejscu, gdzie jest podziurkowany?
Sygnaturka.: "That seems to point up a significant difference between Europeans and Americans. A European says: 'I can't understand this, what's wrong with me?' An American says: 'I can't understand this, what's wrong with him?'" TERRY PRATCHETT
Przychodzi chłop do weterynarza: - Doktorze, świnie nie chcą żreć! - Cóż, musi je pan wziąć do lasu i przelecieć, to dobrze na nie wpływa. Chłop zrobił, jak mu lekarz kazał, zapakował świnie do Żuka, wywiózł do lasu i po kolei przeleciał. Nie pomogło. - Panie doktorze, dalej nie chcą żreć. - Musi pan je zabrać w nocy. Jak powiedział lekarz, tak chłop zrobił. Zapakował świnie do Żuka, wywiózł nocą do lasu i przeleciał po kolei. Wrócił zmęczony nad ranem i położył się spać. Za godzinę budzi go przerażona baba. - Wstawaj, stary! Wstawaj! - Co? - Świnie! - Żrą? - Nie! Siedzą w Żuku i trąbią.
Do radzieckiego szeregowego podczas musztry podchodzi generał: - Kto jest twoim ojcem? - Józef Stalin, towarzyszu generale! - Jak to? Stalin jest twoim ojcem?! - Przecież Stalin jest ojcem wszystkich nas! Bardzo zadowolony z odpowiedzi pyta dalej: - A kto jest twoją matką? - Matka Rosja! - Bardzo dobrze towarzyszu! Daleko w życiu zajdziecie! A kim chcielibyście zostać? - Sierotą, towarzyszu generale!
Murzyn, Hindus i Żyd podróżowali samochodem po Ameryce. W środku nocy i prerii mieli awarię. Po ciemku ciężko coś nareperować postanowili, więc poszukać miejsca na nocleg. Szczęściem tuż obok znajdowała się farma, z bardzo życzliwym gospodarzem, który powiedział do niespodziewanych gości: - Mam w pokoju gościnnym tylko dwa łóżka, tak wiec jeden z was będzie musiał się przespać w chlewiku. Żyd na to: - Ja pół życia spędziłem w kibucu. Taki czysty chlewik to dla mnie nic nowego. Ja się tam prześpię. Żyd poszedł do chlewa, Murzyn z Hindusem zajęli obydwa łóżka w pokoju. Po 15 minutach, pukanie do drzwi pokoju. Za drzwiami stoi Żyd i mówi: - Niestety w chlewie jest świnia. Nie mogę tam spać, religia mi zabrania. Na to Hindus: - Ja żyłem w slumsach Bombaju. Mnie tam świnia nie przeszkadza. Ja będę spał w chlewie. I tak zrobił. Ale po 15 minutach stał przed drzwiami i mówił do Żyda: - Nic nie mówiłeś, że tam stoi także krowa. Ja nie mogę tam spać. Religia mi na to nie pozwala. Tym razem zaoferował się Murzyn: - Przecież ja jestem z Harlemu. Jak dla mnie spać ze świnią i krową to i tak luksus. Murzyn poszedł więc do chlewa. Po chwili znowu pukanie do drzwi. Żyd z Hindusem biegną aby je otworzyć. Za drzwiami stoją świnia z krową.
Synek mafiosa szykuje się do napisania swego pierwszego listu do Dzieciątka Jezus z prośbą o prezenty. Długo kombinuje, nagle wstaje, idzie do sypialni rodziców, bierze ze stolika obrazek Matki Boskiej, zamyka go w swoim biurku i zaczyna pisać: " Drogi Jezusku, jeśli chcesz jeszcze zobaczyć swoją matkę... "
Facet odkrył nowe prezerwatywy: Olimpijskie. Kupił zestaw i pokazuje go w domu żonie. – Dlaczego te kondomy nazywają się Olimpijskie?- pyta się żona. – Są w trzech kolorach, jak medale: złoty, srebrny i brązowy- wyjaśnia mąż. – A jaki dziś założysz?- zalotnie pyta żona. – Jasne, że złoty- pręży się facet. – Tak, myślałam. Założyłbyś srebrny i choć raz doszedłbyś drugi, co?
Na wykładzie w akademii medycznej. – Sperma oprócz innych związków zawiera również glukozę konieczną plemnikom do życia. Studentka: – Panie profesorze, glukozę taką jak owoce…? – Jak najbardziej! Studentka: – To dlaczego nie czuć iż jest ona słodka? – Albowiem receptory smaku znajdują się na czubku języka, a nie na migdałach!
Wódz indiański - "Siedzący Pies", zebrał całe swoje plemię na naradę wojenną: - Czerwonoskórzy! Jesteśmy wielkim narodem? - Taaaaak! - To dlaczego nie mamy własnej rakiety z ładunkiem nuklearnym? - Taaaa... Zbudujemy? Huurraaa!!! Ścięli największą sekwoję w okolicy, wydrążyli ją w trudzie, wyprodukowali proch według starej, indiańskiej recepty, napchali do wydrążonego pnia, zapletli linę z lian i jako lont wyprowadzili na zewnątrz rakiety. - Gdzie ją wystrzelimy? - Na Erewań! - Ale dlaczego na Erewań? - Bo innych miast nie znamy... Napisali na rakiecie "Na Erewań", zbili się w gromadę i podpalili lont. Jak nie pierd***ęło!!! Prawdziwy Armagedon! Dym, swąd, wszystkich rozrzuciło w promieniu kilkunastu metrów... Wódz bez nogi, bez ręki otrzepuje się z kurzu i mówi podekscytowany: - O ja pierd*lę!!! Wyobrażacie sobie, co się dzieje w Erewaniu ! ! !
Dawno, dawno temu, w pewnej wiosce w Indiach pewien mężczyzna obwieścił, że będzie kupował małpy płacąc po 10 dolarów za sztukę. Wieśniacy, widząc, że małp dookoła jest pod dostatkiem, wyruszyli do lasu, aby je łapać. Mężczyzna kupił tysiące małp po 10 dolarów, ale kiedy ich populacja zaczęła się zmniejszać, wieśniacy zaprzestali starań. Mężczyzna zatem ogłosił, że zapłaci za małpę po 20 dolarów. To sprawiło, że wieśniacy wzmogli starania i znowu zaczęli łapać małpy. Wkrótce populacja małp jednak spadła jeszcze bardziej i ludzie zaczęli wracać do swoich gospodarstw. Więc stawka za małpe została podniesiona do 25 dolarów, a małp zrobiło się tak mało, że problemem było w ogóle zobaczyć jakąś małpę, a co dopiero ją złapać. Mężczyzna zatem ogłosił, że kupi małpy po 50 dolarów za sztukę! Ponieważ jednak musiał udać się do miasta w ważnych interesach, jego asystent pozostał w wiosce, aby prowadzić skup w jego imieniu. Pod jego nieobecność asystent zaproponował wieśniakom: "Popatrzcie na te ogromną klatkę i te wszystkie małpy, które zebrał. Sprzedam je wam po 35 dolarów, a gdy mężczyzna wróci z miasta, odsprzedacie mu je po 50 dolarów". Wieśniacy wydobyli wszystkie swoje oszczędności i wykupili wszystkie małpy. I nigdy więcej nie zobaczyli ani owego mężczyzny ani jego asystenta, tylko wszędzie małpy. Witajcie na WALL STREET!!