Dokonałem zakupu sprzętu elektronicznego na Allegro. W tym akurat sklepie jako forma dostawy był tylko kurier i paczkomaty Inpost. Zdecydowałem się na paczkomat, gdyż chciałem przy okazji przetestować samodzielny odbiór z paczkomatu przy pomocy aplikacji. Zainstalowałem sobie aplikację "Inpost" - działa dobrze, dostępna, automatycznie pojawił się nr przesyłki pod którym mogę sobie śledzić paczkę i sprawdzić historię zdarzeń jej dotyczących. Gdy przesyłka została dostarczona dostałem powiadomienie (jest też kod odbioru, który w zasadzie nawet nie jest mi potrzebny, gdyż zamierzam skorzystać z opcji otwarcia zdalnego), idę do paczkomatu. Już jestem, przesyłka jest tylko jedna, numer w aplikacji też jeden, jest opcja "Otwórz skrytkę zdalnie" nic nie może się pomylić. Zatwierdzam, "pykpyk" - słyszę, że skrytka, gdzieś po prawej się otworzyła. Paczkomat mały nie jest, trochę się naszukałem, namacałem, wybrudziłem, ale znalazłem są uchylone drzwiczki. Przesyłkę wyciągnąłem - trochę jakaś zbyt miękka, ale pewnie w środku dużo folii ochronnej, chowam, wracam. Zabieram się już do otwierania tej paczki, trochę już naddarłem, ale coś tu nie gra. Znowu ta miękkość mnie uderzyła - porządnie wymamlałem, wymiędliłem, wymacałem - w środku niczego twardszego, raczej materiały jakby jakieś ciuchy. Co to czyżby teraz jakaś nowa elektronika zamiast na bazie krzemu, metali i tworzyw sztucznych oparta na włóknach naturalnych i syntetycznych? Chyba jeszcze nie teraz - okazuje się, że na przesyłce jest inny numer, a w mailu odbiorcy widnieje pani Aneta i tu chyba nazwisko. Chwilę pomyślałem, czy ostatnio czasami nie zmieniałem płci oraz imienia, ale nie, jeszcze nie tym razem, więc chyba jednak jakaś pomyłka. Łapię więc za telefon, dzwonię na infolinię 722 444 000, przedzieram się przez dotykowe wybieranie numerów wewnętrznych przy aktywnym połączeniu (co zwykle doprowadza mnie do białej gorączki) w końcu zgłasza się pan konsultant. Mówię: "Proszę Pana mnożą się problemy. Odebrałem paczkę z paczkomatu, ale nie swoją! Teraz swojej nie mam, a chciałbym ją mieć, a mam nie swoją, a tej nie chciałbym mieć! W dodatku całkiem możliwe, że pani Aneta, właścicielka tej paczki, którą mam, a nie chcę, już też chciałaby ją mieć, a nie może, a nie wiadomo, czy przypadkiem jeszcze nie zabierze mojej i będzie w tej samej sytuacji co ja. Ja rozumiem, że to może jakaś innowacyjna forma zapoznawania nowych ludzi, ale Pan wybaczy, w tych okolicznościach to chyba średnio trafiony pomysł" (jak coś to miałem już dane osobowe pani Anety, więc mimo RODO nie wahałbym się w razie potrzeby z nich skorzystać).
Pan przeprosił, powiedział, że takie sytuacje czasami się zdarzają, że być może otworzyły się dwie skrytki i wziąłem nie ze swojej i żebym poszedł z powrotem do paczkomatu jeszcze raz, bo być może skrytka jest uchylona i będę mógł sobie wziąć moją paczkę, a jak nie, to będę musiał zrobić zgłoszenie i czekać na kuriera, który mi otworzy.
Poszedłem tym razem z osobą widzącą, bo problemy zaczynały się piętrzyć. Żadna skrytka oczywiście nie była uchylona, dzwonię ponownie na infolinie już spod paczkomatu i znowu wyjaśniam co i jak. Pani przeprowadza całe mini śledztwo - podaję 4 ostatnie cyfry numeru mojej przesyłki i kod odbioru, telefon, jeszcze jakieś pytania, których nie pamiętam, ale na razie nikt mi niczego nie otwiera. Pani każe mi czekać i wycisza się na przynajmniej 3 min.
Teraz didaskalia i trochę tła scenografii. Paczkomat jest położony przy ruchliwej linii kolejowej nieopodal przystanku. Właśnie nadjeżdża długi pociąg towarowy, który wlecze się niczym żółw, a hałasuje jak stalowy smok. Ledwo słyszę co się dzieje na około. Ciekawe, czy będę słyszeć co mówi pani z infolinii, jeśli odezwie się wcześniej nim on przejedzie. Wyścig z czasem trwa. Jednak kolej okazuje się sprawniejsza, stalowa bestia się oddala, a ja czekam. W końcu pani zgłasza się ponownie.
Teraz przesyłka pani Anety - tu już musi być cały numer (a ma on 24 cyfry), jej nr telefonu. Dobra, jakoś się udało, pomyślałem o tym wcześniej, że może być potrzebne. Znowu każą czekać, więc czekam.
Tym razem do stacji po szynach zbliża się zwykła SKM-ka, która porusza się znacznie szybciej, niż towarowy, ale gdy akurat zwalnia przy wjeżdżaniu na peron, a później, gdy przyspiesza po wyruszeniu z postoju, wyje silnikiem niczym głodny wilkołak.
Dobra, tym razem kolej również okazała się szybsza - cała operacja wjazdu, zatrzymania, wymiany pasażerów, rozruchu i odjazdu zajęła krócej, niż mój czas oczekiwania. Uff, wyjąca bestia odjechała w siną dal. Ciekawe, czy zaraz nie pojawi się kolejna?
Po jakimś czasie pani zgłasza się ponownie. "Proszę mi podać ID paczkomatu".
Łejeny! Co takiego? Skąd ja mam to wiedzieć? Przeca ja nie jestem serwerem bazodanowym!
"proszę w prawym dolnym rogu ekranu dotykowego paczkomatu wybrać zakładkę "O mnie" i tam będzie ID."
Aaaaajjjaaaajjjaaaaj!!! Toć jam jest przecie ślepy jak kret, nic nie widzę, a paczkomat jest Inpostu, a nie od Apple albo Google, i nie ma Voiceovera, czy Talkbacka!
Ale dobra, przecież przywlokłem łaskawe "oko", więc może uda się coś wygrzebać. Udało się (przy okazji informuję, gdyby ktoś kiedyś potrzebował, że ten nr ID jest też w szczegółach przesyłki w aplikacji pod hasłem "miejsce odbioru" - przed adresem pocztowym paczkomatu). Wtedy tego nie spisałem, a pani też mówiła mi tylko o paczkomacie, zresztą i tak już bym się nie rozłączał, żeby jeszcze sprawdzać w aplikacji.
Dobra, tym razem pani informuje mnie, że dopiero teraz przełączy mnie do pomocy technicznej, która dalej przejmie moją sprawę.
Zazwyczaj mam niskie ciśnienie, ale gdybym wówczas zmierzył sobie parametry organizmu świadczące o "nakręceniu, to przypuszczam, że byłyby one raczej nawet nie jak po kilku kawach, ale chyba raczej dawce amfetaminy.
Ok, teraz pani przełączyła mnie do innej pani (która jakoś od razu wydała mi się o wiele bardziej sensowna i faktycznie od teraz wszystko zaczęło toczyć się o wiele bardziej sprawnie). Tym razem nawet nie musiałem długo czekać na połączenie. Ale kod odbioru i 4 ostatnie cyfry z numerów i tak jeszcze raz musiałem podać. Następnie ta druga pani zapytała, czy ktoś inny teraz korzysta z paczkomatu. Tak, właśnie ktoś sobie coś tam odbierał. Pani powiedziała, żebym ją poinformował, gdy ta osoba odejdzie i nikogo innego, oprócz mnie, już nie będzie przy paczkomacie, to wtedy przełączy go w tryb serwisowy. Dobra, gdybym był zupełnie sam, bez osoby widzącej, to problem byłby większy, ale tak ok - jak już żadne inne dusze nie kręciły się w pobliżu skrzyni, to mówię, że teraz nikogo nie ma. Pani poprosiła żebym chwilkę zaczekał i że teraz otworzy mi w celach weryfikacyjnych jedną pustą skrytkę (chyba nawet powiedziała dokładnie którą tzn. podając rząd i kolumnę). Skrytkę tę następnie mam zamknąć.
Dobra, znowu, gdybym miał to zrobić całkiem "po ślepemu", to pewnie bym zrobił, ale raczej dłużej by się z tym zeszło.
Chwila napięcia i pykpyk - drzwiczki odskoczyły, a w środku rzeczywiście pusto. Ja podprowadzony łapię za drzwiczki, "trzask" i już zamknięte. Test wypadł pomyślnie.
Teraz moja paczka. "Pykpyk" odskoczyły drzwiczki tak ze 4 metry dalej (chociaż teoretycznie dałoby się ustawić zawczasu, bo pani była w stanie powiedzieć wcześniej, która skrytka dokładnie się otworzy). Wyciągam moją przesyłkę, która okazała się być zgrabnym pudełkiem, a nie "bąbelkową" kopertą. "trzask" - zamykam drzwiczki.
Teraz trzeba załadować nazad prawdopodobne ciuszki pani Anety.
Znowu "pykpyk" - odskoczyły drzwiczki kilka metrów dalej. Ja w te pędy - "jest pusto". Koperta z "łaszkami"natychmiast powędrowała w ciemne czeluści smartdurnej e-skrzyni, a ja z ulgą, po raz czwarty tego dnia, zatrzasnąłem drzwiczki skarbca.
Następnie uprzejmie i całkiem szczerze, choć z mieszanymi uczuciami, podziękowałem za pomoc pani z "pomocy", bo akurat przy jej pomocy fizyczna akcja przy "skrzyńsku" przebiegła całkiem sprawnie.
Ale co się jeszcze wcześniej i później nak***em na całą historię i firmę to moje.