Forum

Od czego zacząć? Jedzenie dla maksymalnie początkujących

W kuchni

Poprzednia 2 / 5 Następna

Julitka

#21 ·

Ale składasz tego wrapa, czy robisz tortilla-pizzę? Bo nie doprecyzowałeś.
-- (Pitef):
Kupujemy sobie takie placki do tortilli gotowe, rozgrzewamy Opiekacz do chleba, ten otwierany jak laptop, i kładziemy na to ten placek tak, aby góra i dół były co kolwiek symetrycznie przy ewentualnym zamknięciu sprzętu. Podsmarzamy sobie pokrojoną w drobne kawałki pierś z kurczaka - można wcześniej sobie po swojemu przyprawić. Na placek dajemy sos czosnkowy - najlepiej własnej roboty. Może też być ketchup. Kroimy sobie wszelkie warzywa kanapkowe, kładziemy ser topiony ten do tostów, z tego co wiem, zwykły żółty także się nada - nie wiem, bo nie lubię. Kroimy pomidorki, ogurki, żodkiewkę, sałatę można dać jakoś tak poszarpaną, i co ważne, prażona ceba. Po poukładaniu na odwal się zamykamy opiekacz, ale nie do końca, po prostu kładziemy górną część na dolnej tak, aby swobodnie sobie leżała na dolnej, i czekamy jakieś tam 4/ 5 min. Polecam, smaczniutkie fest, chociaż lubi się to to rozwalać.

--
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

Zuzler

#22 ·

Dodam, że ułożyć placek to można spokojnie i na jeszcze zimnym opiekaczu, tak samo zresztą, jak tosty - spokojnie można wkładać do zimnego, nic się im złego nie stanie.

Pitef

#23 ·

Jest to okrągły placek, i jedną połowę kładziesz na dole tego opiekacza, a górną starasz się dorównać do górnej, otwartej na czas układania składników pokrywy.
Sygnatura? A co to jest i do czego :D

MarOlk

#24 ·

Czyli składasz na pół, tworząc takiego pieroga.

Zuzler

#25 ·

Nie, pieróg robi się, dgy zrobisz górną częścią tostera klap.

MarOlk

#26 ·

I tak się to robi wg Pitewa. Zresztą bardziej uniwersalnym urządzeniem jest grill elektryczny.

Julitka

#27 ·

W mojej konstrukcji tostera by to nie przeszło. Zresztą napisałeś "podsmażasz kurczaka z ulubionymi przyprawami", czy coś takiego. Osoba początkująca nawet nie bardzo wie, jak się obejść z surowym mięsem, nie mówiąc już o procedurze smażenia, a o ulubionych przyprawach - w szczególności. :)
-- (Pitef):
Jest to okrągły placek, i jedną połowę kładziesz na dole tego opiekacza, a górną starasz się dorównać do górnej, otwartej na czas układania składników pokrywy.

--
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

guliwer

#28 ·

No właśnie, tu widać że pomysł z inkubatorem nie ma sensu. Bo niektórzy nie rozumieją pewnych rzeczy i nie umieją się postawić w sytuacji kogoś kto zaczyna, bo dla nich pewne rzeczy są oczywiste.
W temacie jest wyraźnie napisane dla maksymalnie początkujących...

Zuzler

#29 ·

Edytowano 1 likes
Niestety, trochę to potwierdza moje obawy.
Ale uprośćmy ten przepis, też powinno być git, bo samo przygotowanie wydaje się prościutkie.
A zatem:
warto pamiętać, że dokładnie to samo zrobimy na chlebie jako zwykłe tosty. I nie, nie musi to być koniecznie chleb sostowy - duże skibki zwykłego też spokojnie spełnią zadanie.
Kupujemy sobie tortille, suche, a więc wielkie placki na mące kukurydzianej, które dostaniemy bez trudu i tanio chociażby w Biedronce. Bierzemy taki jeden placek i rozkładamy go na otwartym tosterze.
Na niego, uważając, by się coś nie polało, najlepiej cienką warstwą, przynajmniej na początku przygody, wykładamy składniki. Cienka do wg mnie, tak na początek, powiedzmy na gruność około pół centymetra do centymetra, czyli tak na opuszeczek palca.
Ze składników proponuję:
plaster żółtego sera albo i 2, 1 na dół, drugi na górę, bo ser ładnie sklei ten cały interes;
świeżą lub faktycznie prażoną cebulkę (prażoną też można kupić w sklepie, a świeżą należy obrać i pokroić, niestety jak do opiekacza, to raczej posiekać na drobno, jeśli ma porządnie zmięknąć);
ciut pokrojonego pomidora (raczej ciut, powiedzmy pół pokrojonego w kostkę plasterka, bo pomidory się rozpływają pod wpływem gorąca);
pokrojona na cieniutkie plasterki albo małą kostkę ulubiona kiełbasa (dowolna, surowa też pójdzie, bo się po prostu upiecze i może zrobić przepyszna) albo ze 2-3 albo ile komu tam w duszy zagra pokrojone/rozdarte łapami na kawałeczki plastry szynki;
jakieś jedno pierdnięcie keczupu (więcej nie trzeba, bo zachowa się jak pomidor i trudno będzie to wyjąć) albo płaską łyżeczkę majonezu, albo musztardy, albo sosu czosnkowego.
Sos, jaki by nie był, należy rozprowadzić równomiernie po innych składnikach, bo sam może sobie nie dać rady się rozlać. Do tego można użyć spodu łyżeczki, noża albo własnego palca, bo w końcu jesteśmy w kuchni, gdzie bieżąca woda zapewne jest, nomen omen, pod ręką.
Innymi ciekawymi opcjami na dodatki są kukurydza z puszki, jedna czwarta do połowy połamanej palcami lub pokrojonej nożem na drobno świeżej pieczarki, posiekany czosnek, przekrojone na połówki oliwki, papryka (nawet lepsza od pomidora, bo się tak nie rozpływa), strzępki sałaty albo kapusty pekińskiej.
Przypraw doradzać nie będę, bo to już, niestety, zależy od tego, jaki zestaw sobie dobierzemy, dopowiem tylko, że jeśli ktoś gustuje, to spokojnie może ten interes popieprzyć albo posypać ostrą papryką w proszku lub płatkach, tylko tu trzeba jednak uważać i zastosować zasadę "im mniej ostrego, tym łatwiej zjeść".
Ii jeszcze dodam, że jeśli posiadamy akurat toster z wymiennymi płytkami, to do tej zabawy fajnie nadadzą się płytki do grillowania. U mnie przynajmniej są one nieco głębsze niż standardowe i nie mają żadnych durnych trójkątów ani kratki do gofrów, tylko takie jakby paski wklęsłe i wypukłe.

Julitka

#30 ·

1 likes
A co do smażenia kurczaka jeszcze dodam, skoro temat wypłynął: W markecie jakie mięso jest, każdy widzi. Albo nie widzi. ;) W każdym razie jest jakości co najwyżej średniej. Jeśli już kupujecie, to starajcie się wybierać to "droższe" niż tańsze. Najczęściej piersi z kurczaka dostaniecie w paczkach zafoliowanych od góry, czyli zgrzanych próżniowo. Jeśli taką paczkę od razu wrzucicie do zamrażarki, to powinna Wam nieco posłużyć - wystarczy tylko taką paczkę wyjąć na dzień przed planowaną potrawą do lodówki, a nawet - na wieczór przed. Takie mięso z marketu jednak, podczas smażenia, będzie puszczać dużo wody i czasem strzelać, więc na to też trzeba się przygotować mentalnie. Natomiast w sklepie mięsnym wystarczy, jeśli poprosicie 1 podwójną pierś - taka 1 podwójna pierś starczy na jedzonko dla 3-5 osób na spokojnie, jeszcze zależy od przepisu. Są też sprzedawane pojedyncze. Waga pojedynczej to 280-300 g, waga podwójnej to tak ok 450 nawet aż do 1000 g. Taka pierś od żeźnika nie będzie strzelać, ale też może mieć więcej chrząstek i być odrobinę trudniejsza do pokrojenia, ale to nie zawsze. Krojenie piersi podwójnej proponuję rozłożyć na 3 etapy - najpierw rozdzielić dwie piersi na pół. Najczęściej pomiędzy nimi będzie duża, niewygodna do krojenia chrząstka lub kość, która spaja je ze sobą. Trzeba palcami lub nożem wymierzyć, gdzie ona się kończy i obkroić to z dwóch stron. Potem te kawałki kroimy na plastry lub, w zależności od kształtu piersi, bezpośrednio na paski. Te paski kroimy w kostkę - do wrapów odrobinę mniejszą, do jakichś potraw w sosie może być większa. Na początek, nawet jeśli przepis proponuje inaczej, doradzam krojenie nie na plastry/paski, tylko w kostkę, bo taką kostkę lepiej miesza się na patelni. Obtaczamy w przyprawach - na początek proponuję pół łyżeczki soli na 1 pierś lub mniej oraz 1-3 szczypty pieprzu, to na pewno; do tego albo przyprawa gyros, albo Curry, albo połączenie czosnku granulowanego i ziół prowansalskich. Obtaczamy, mieszamy itp. Jeśli mamy taką możliwość, odkładamy chociaż na 10 min, żeby troszkę się przegryzło, ale to nie jest absolutnie konieczne. Rozgrzewamy na patelni olej - na średnią patelnię proponuję ok 10 g oleju - to jest taka ilość, że nie będzie pływać, ale też nie będzie się przypalać. Kurczaka wyrzucamy na patelnię bezpośrednio z naczynia - przytrzymujemy nad rozgrzaną patelnią i wyrzucamy, tak by najpierw zacząć od tyłu i dalszej krawędzi bocznej, a potem przybliżać się do tej wygodniejszej dla nas. To o tyle ważne, że już na początku rozrzucamy kurczaka trochę po całej patelni, a nie możemy dopuścić, by się on smażył cały w jednym miejscu. Następnie chwytamy płaską, silikonową lub plastikową łopatkę, ew. łyżkę drewnianą. Nie trzymamy jej tak, jak do zupy, a raczej bardziej w pionie lub ew. tylko pod lekkim kontem. Na początku wystarczy, jeśli będziecie szorować nią po dnie patelni, nie dopuszczając, by kurczak się przypalił i przywarł do dna. Gdy już się odwoicie, to możecie przejść do lekkich obrotów nadgarstka, żeby przerzucać kurczaka na drugą stronę. I ja tej czynności do końca nie opanowałam. ;) Ale nie bójcie się, bo kostki i tak się usmażą, jeśli będziecie pilnować szorowania łopatką po dnie i przemieszczania kurczaka po patelni. Aby nie dopuścić do przywarcia, warto robić szybkie, konkretne ruchy łopatką po dnie prawo-lewo i gura-duł. Mam cały czas na myśli sam koniec, krawędź łopatki/łyżki. To oderwie przywarte kawałki kurczaka od dna. Pamiętajcie o krawędziach - tam się gromadzi zwykle najwięcej przypalonych kawałków. Na środku najłatwiej jest mieszać. QW mieszaniu powinno Wam pomóc trzymanie patelni - ponieważ jestem praworęczna, lewą ręką trzymam rączkę patelni, skierowaną mniej więcej na godzinę siódmą lub ósmą względem orientacji palnika i kuchenki, a prawą - mieszam. Stopień wysmażenia niestety zależy wyłącznie od gazu/mocy, od stopnia mieszania, ilości kurczaka, oleju itp, więc idealnego czasu nie ma. Do tego już trzeba dojść samemu. Jeśli jednak robicie kurczaka, którego potem dodajecie do sosu, to nie musicie koniecznie pilnować, żeby idealnie się wysmażył. Ale tak 4-5 min dajcie mu na pewno. I teraz już zależy od Waszej formy - albo wyłączacie palnik i czekacie, aż przestygnie, albo przerzucacie kurczaka jeszcze gorącego tam, gdzie jest potrzebny. Uważajcie jednak na wodę, która na patelni w jakiejś ilości na pewno będzie - w zależności od jakości mięsa może być jej więcej lub mniej. Gdy już wyrzucicie całego kurczaka do miejsca przeznaczneia (oby nie do kosza), to delikatnie zbadajcie palcami dno i krawędzie patelni, czy nic nie zostało, bo łopatki, łyżki, a nawet własne palce często zawodzą w dokładności.
Na ten moment voila. :)
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

Krzycha

#31 ·

A jak to mięso prawidłowo oczyścić z tych błonek i resztek tłuszczu? Zawsze mam z tym problem.
-- (Julitka):
A co do smażenia kurczaka jeszcze dodam, skoro temat wypłynął: W markecie jakie mięso jest, każdy widzi. Albo nie widzi. ;) W każdym razie jest jakości co najwyżej średniej. Jeśli już kupujecie, to starajcie się wybierać to "droższe" niż tańsze. Najczęściej piersi z kurczaka dostaniecie w paczkach zafoliowanych od góry, czyli zgrzanych próżniowo. Jeśli taką paczkę od razu wrzucicie do zamrażarki, to powinna Wam nieco posłużyć - wystarczy tylko taką paczkę wyjąć na dzień przed planowaną potrawą do lodówki, a nawet - na wieczór przed. Takie mięso z marketu jednak, podczas smażenia, będzie puszczać dużo wody i czasem strzelać, więc na to też trzeba się przygotować mentalnie. Natomiast w sklepie mięsnym wystarczy, jeśli poprosicie 1 podwójną pierś - taka 1 podwójna pierś starczy na jedzonko dla 3-5 osób na spokojnie, jeszcze zależy od przepisu. Są też sprzedawane pojedyncze. Waga pojedynczej to 280-300 g, waga podwójnej to tak ok 450 nawet aż do 1000 g. Taka pierś od żeźnika nie będzie strzelać, ale też może mieć więcej chrząstek i być odrobinę trudniejsza do pokrojenia, ale to nie zawsze. Krojenie piersi podwójnej proponuję rozłożyć na 3 etapy - najpierw rozdzielić dwie piersi na pół. Najczęściej pomiędzy nimi będzie duża, niewygodna do krojenia chrząstka lub kość, która spaja je ze sobą. Trzeba palcami lub nożem wymierzyć, gdzie ona się kończy i obkroić to z dwóch stron. Potem te kawałki kroimy na plastry lub, w zależności od kształtu piersi, bezpośrednio na paski. Te paski kroimy w kostkę - do wrapów odrobinę mniejszą, do jakichś potraw w sosie może być większa. Na początek, nawet jeśli przepis proponuje inaczej, doradzam krojenie nie na plastry/paski, tylko w kostkę, bo taką kostkę lepiej miesza się na patelni. Obtaczamy w przyprawach - na początek proponuję pół łyżeczki soli na 1 pierś lub mniej oraz 1-3 szczypty pieprzu, to na pewno; do tego albo przyprawa gyros, albo Curry, albo połączenie czosnku granulowanego i ziół prowansalskich. Obtaczamy, mieszamy itp. Jeśli mamy taką możliwość, odkładamy chociaż na 10 min, żeby troszkę się przegryzło, ale to nie jest absolutnie konieczne. Rozgrzewamy na patelni olej - na średnią patelnię proponuję ok 10 g oleju - to jest taka ilość, że nie będzie pływać, ale też nie będzie się przypalać. Kurczaka wyrzucamy na patelnię bezpośrednio z naczynia - przytrzymujemy nad rozgrzaną patelnią i wyrzucamy, tak by najpierw zacząć od tyłu i dalszej krawędzi bocznej, a potem przybliżać się do tej wygodniejszej dla nas. To o tyle ważne, że już na początku rozrzucamy kurczaka trochę po całej patelni, a nie możemy dopuścić, by się on smażył cały w jednym miejscu. Następnie chwytamy płaską, silikonową lub plastikową łopatkę, ew. łyżkę drewnianą. Nie trzymamy jej tak, jak do zupy, a raczej bardziej w pionie lub ew. tylko pod lekkim kontem. Na początku wystarczy, jeśli będziecie szorować nią po dnie patelni, nie dopuszczając, by kurczak się przypalił i przywarł do dna. Gdy już się odwoicie, to możecie przejść do lekkich obrotów nadgarstka, żeby przerzucać kurczaka na drugą stronę. I ja tej czynności do końca nie opanowałam. ;) Ale nie bójcie się, bo kostki i tak się usmażą, jeśli będziecie pilnować szorowania łopatką po dnie i przemieszczania kurczaka po patelni. Aby nie dopuścić do przywarcia, warto robić szybkie, konkretne ruchy łopatką po dnie prawo-lewo i gura-duł. Mam cały czas na myśli sam koniec, krawędź łopatki/łyżki. To oderwie przywarte kawałki kurczaka od dna. Pamiętajcie o krawędziach - tam się gromadzi zwykle najwięcej przypalonych kawałków. Na środku najłatwiej jest mieszać. QW mieszaniu powinno Wam pomóc trzymanie patelni - ponieważ jestem praworęczna, lewą ręką trzymam rączkę patelni, skierowaną mniej więcej na godzinę siódmą lub ósmą względem orientacji palnika i kuchenki, a prawą - mieszam. Stopień wysmażenia niestety zależy wyłącznie od gazu/mocy, od stopnia mieszania, ilości kurczaka, oleju itp, więc idealnego czasu nie ma. Do tego już trzeba dojść samemu. Jeśli jednak robicie kurczaka, którego potem dodajecie do sosu, to nie musicie koniecznie pilnować, żeby idealnie się wysmażył. Ale tak 4-5 min dajcie mu na pewno. I teraz już zależy od Waszej formy - albo wyłączacie palnik i czekacie, aż przestygnie, albo przerzucacie kurczaka jeszcze gorącego tam, gdzie jest potrzebny. Uważajcie jednak na wodę, która na patelni w jakiejś ilości na pewno będzie - w zależności od jakości mięsa może być jej więcej lub mniej. Gdy już wyrzucicie całego kurczaka do miejsca przeznaczneia (oby nie do kosza), to delikatnie zbadajcie palcami dno i krawędzie patelni, czy nic nie zostało, bo łopatki, łyżki, a nawet własne palce często zawodzą w dokładności.
Na ten moment voila. :)

--

Zuzler

#32 ·

Edytowano
Bym jeszcze dodała, że mięsko, a w zasadzie wszystko, ale przy mięsie to akurat zbawienne, dobrze kroi się możem z zębatym ostrzem. Mięso jest miękkie i składa się z włókien, a piłka powinna sobie z nimi dobrze poradzić, nawet gdy mięso będzie miękkie i rozlazłe. Gdy będzie śliskie i łykowate również.

Zuzler

#33 ·

Jeszcze o sklepowych opakowaniach zbiorczych - bywa, że kupuje się coś na zapas, bo w promocji za cały kilogramowy czy 2-kilogramowy worek to kosztuje mniej. Takiej ilości naraz raczej się nie zje, warto więc po przyjściu do domu od razu otworzyć opakowanie, wylać wodę i obetrzeć z niej mięso, a potem popakować sobie jego odpowiednie na 1 posiłek porcje w osobne woreczki zdatne do kontaktu z żywnością. Mięso można rozmrażać tylko raz, więc to zdecydowanie dobra opcja, gdy nie planujemy wielkich obiadów, tylko jednorazowe zrobienie sobie czegoś tam od czasu do czasu. Wyciągnięcie tylko jednej piersi z zamrożonego na kamień opakowania jest nierealne.
Żeby się nam mięsko nie pomyliło z czymś innym w lodówce, można zostawić w miarę nie rozwalone pierwotne opakowanie sklepowe, osuszyć je idealnie od środka i do niego powkładać suchutkie z wierzchu zapakowane woreczki. Jeśli ten pomysł się Wam nie podoba, to i tak pamiętajcie, że cokolwiek nie wkładacie do zamrażarki, zwłaszcza tylko w folii, musi być suche. Jeśli nie będzie, to mimo nofrostów przymarźnie do innych produktów.

Julitka

#34 ·

A to ja po prostu kroję dość ostrym nożem. :) Bez zębów. Nigdy jakoś nie mogę się przekonać.
-- (Zuzler):
Bym jeszcze dodała, że mięsko, a w zasadzie wszystko, ale przy mięsie to akurat zbawienne, dobrze kroi się możem z zębatym ostrzem. Mięso jest miękkie i składa się z włókien, a piłka powinna sobie z nimi dobrze poradzić, nawet gdy mięso będzie miękkie i rozlazłe. Gdy będzie śliskie i łykowate również.


--
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

Julitka

#35 ·

Szczerze powiedziawszy w piersiach z kurczaka, które do tej pory miałam, spotykałam wyłącznie kości i chrząstki.
-- (Krzycha):
A jak to mięso prawidłowo oczyścić z tych błonek i resztek tłuszczu? Zawsze mam z tym problem.
-- (Julitka):
A co do smażenia kurczaka jeszcze dodam, skoro temat wypłynął: W markecie jakie mięso jest, każdy widzi. Albo nie widzi. ;) W każdym razie jest jakości co najwyżej średniej. Jeśli już kupujecie, to starajcie się wybierać to "droższe" niż tańsze. Najczęściej piersi z kurczaka dostaniecie w paczkach zafoliowanych od góry, czyli zgrzanych próżniowo. Jeśli taką paczkę od razu wrzucicie do zamrażarki, to powinna Wam nieco posłużyć - wystarczy tylko taką paczkę wyjąć na dzień przed planowaną potrawą do lodówki, a nawet - na wieczór przed. Takie mięso z marketu jednak, podczas smażenia, będzie puszczać dużo wody i czasem strzelać, więc na to też trzeba się przygotować mentalnie. Natomiast w sklepie mięsnym wystarczy, jeśli poprosicie 1 podwójną pierś - taka 1 podwójna pierś starczy na jedzonko dla 3-5 osób na spokojnie, jeszcze zależy od przepisu. Są też sprzedawane pojedyncze. Waga pojedynczej to 280-300 g, waga podwójnej to tak ok 450 nawet aż do 1000 g. Taka pierś od żeźnika nie będzie strzelać, ale też może mieć więcej chrząstek i być odrobinę trudniejsza do pokrojenia, ale to nie zawsze. Krojenie piersi podwójnej proponuję rozłożyć na 3 etapy - najpierw rozdzielić dwie piersi na pół. Najczęściej pomiędzy nimi będzie duża, niewygodna do krojenia chrząstka lub kość, która spaja je ze sobą. Trzeba palcami lub nożem wymierzyć, gdzie ona się kończy i obkroić to z dwóch stron. Potem te kawałki kroimy na plastry lub, w zależności od kształtu piersi, bezpośrednio na paski. Te paski kroimy w kostkę - do wrapów odrobinę mniejszą, do jakichś potraw w sosie może być większa. Na początek, nawet jeśli przepis proponuje inaczej, doradzam krojenie nie na plastry/paski, tylko w kostkę, bo taką kostkę lepiej miesza się na patelni. Obtaczamy w przyprawach - na początek proponuję pół łyżeczki soli na 1 pierś lub mniej oraz 1-3 szczypty pieprzu, to na pewno; do tego albo przyprawa gyros, albo Curry, albo połączenie czosnku granulowanego i ziół prowansalskich. Obtaczamy, mieszamy itp. Jeśli mamy taką możliwość, odkładamy chociaż na 10 min, żeby troszkę się przegryzło, ale to nie jest absolutnie konieczne. Rozgrzewamy na patelni olej - na średnią patelnię proponuję ok 10 g oleju - to jest taka ilość, że nie będzie pływać, ale też nie będzie się przypalać. Kurczaka wyrzucamy na patelnię bezpośrednio z naczynia - przytrzymujemy nad rozgrzaną patelnią i wyrzucamy, tak by najpierw zacząć od tyłu i dalszej krawędzi bocznej, a potem przybliżać się do tej wygodniejszej dla nas. To o tyle ważne, że już na początku rozrzucamy kurczaka trochę po całej patelni, a nie możemy dopuścić, by się on smażył cały w jednym miejscu. Następnie chwytamy płaską, silikonową lub plastikową łopatkę, ew. łyżkę drewnianą. Nie trzymamy jej tak, jak do zupy, a raczej bardziej w pionie lub ew. tylko pod lekkim kontem. Na początku wystarczy, jeśli będziecie szorować nią po dnie patelni, nie dopuszczając, by kurczak się przypalił i przywarł do dna. Gdy już się odwoicie, to możecie przejść do lekkich obrotów nadgarstka, żeby przerzucać kurczaka na drugą stronę. I ja tej czynności do końca nie opanowałam. ;) Ale nie bójcie się, bo kostki i tak się usmażą, jeśli będziecie pilnować szorowania łopatką po dnie i przemieszczania kurczaka po patelni. Aby nie dopuścić do przywarcia, warto robić szybkie, konkretne ruchy łopatką po dnie prawo-lewo i gura-duł. Mam cały czas na myśli sam koniec, krawędź łopatki/łyżki. To oderwie przywarte kawałki kurczaka od dna. Pamiętajcie o krawędziach - tam się gromadzi zwykle najwięcej przypalonych kawałków. Na środku najłatwiej jest mieszać. QW mieszaniu powinno Wam pomóc trzymanie patelni - ponieważ jestem praworęczna, lewą ręką trzymam rączkę patelni, skierowaną mniej więcej na godzinę siódmą lub ósmą względem orientacji palnika i kuchenki, a prawą - mieszam. Stopień wysmażenia niestety zależy wyłącznie od gazu/mocy, od stopnia mieszania, ilości kurczaka, oleju itp, więc idealnego czasu nie ma. Do tego już trzeba dojść samemu. Jeśli jednak robicie kurczaka, którego potem dodajecie do sosu, to nie musicie koniecznie pilnować, żeby idealnie się wysmażył. Ale tak 4-5 min dajcie mu na pewno. I teraz już zależy od Waszej formy - albo wyłączacie palnik i czekacie, aż przestygnie, albo przerzucacie kurczaka jeszcze gorącego tam, gdzie jest potrzebny. Uważajcie jednak na wodę, która na patelni w jakiejś ilości na pewno będzie - w zależności od jakości mięsa może być jej więcej lub mniej. Gdy już wyrzucicie całego kurczaka do miejsca przeznaczneia (oby nie do kosza), to delikatnie zbadajcie palcami dno i krawędzie patelni, czy nic nie zostało, bo łopatki, łyżki, a nawet własne palce często zawodzą w dokładności.
Na ten moment voila. :)

--

--
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

Pitef

#36 ·

2 likes
No nie potwierdzam, z ząbkami to tylko do chleba/ bółek.Njlepej mieć w kuchni cholernie ostry nóż. Tak naostrzony, żeby po ustawieniu go na skurce pomidora i po przesunięciu, wgryzał się w niego. Na pomidorach najlepiej sprawdzać, czy nóż jest serio ostry.
Sygnatura? A co to jest i do czego :D

Monia01

#37 ·

Pomidory kroję nożem z ząbkami, ale mięsa już nie. Używam ostrego, gładkiego.
***
🇺🇦 🇵🇱

Krzycha

#38 ·

A ja z ząbkami kroję prawie wszystko. Lepszą kontrolę mam wtedy.

Kat

#39 ·

Mięso kroję zwykłym nożem, tym z ząbkami nie próbowałam, no chyba, że ser żółty, to wtedy owszem, kilka razy mi się zdarzyło.
"Nie wolno się bać.
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja."
- Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("

markus1234

#40 ·

Mam pytanie. Poszukuję obieraczki do obierania. Jaka obieraczka będzie dobra dla osoby niewidomej? Jeśli to nie w tym miejscu, to zadam to pytanie gdzie indziej.
Poprzednia 2 / 5 Następna