Przez lata przechodziłem różne etapy, od tak zwaneego zajarania się używkami typu alkohol, nikotyna, zioło i żadko bo żadko, ale psylocybiną, do podejścia anty i takiego wręcz obrzydzenia do samego siebie z przeszłości, do teraźniejszego stanowiska gdzieś pomiędzy. To chyba naturalna progresja, w każdym razie najważniejsze jak dla mnie jest, żeby żadna z tych substancji, ani innych czynności w sumie nie była nawykiem. To znaczy, zapalić sobie zielsko raz na parę miesięcy, czemu nie? Problem się pojawia, kiedy zdajemy sobie sprawę, że życie nam ucieka przez palce, a my pijemy, palimy czy ćpamy co innego kilka razy w tygodniu, nawet raz na tydzień. Organizm musi odpocząć, a jmy jeżeli chcemy coś brać, to musimy czytać, czytać i jeszcze raz czytać, żeby wiedzieć, kiedy skończyć, lub przynajmniej zrobić sobie dłuuuugą przerwę.