Słownika też nie łaska do ręki wziąć, a szkoda. W ogóle, taką refleksję mam, że coraz bardziej wiele rzeczy leci w bylejakość, lektorzy od książek również.
A ja chyba zrewiduję swój pogląd na interpretacje pana Gosztyły. Czytałam "Diunę" w jego wykonaniu i muszę przyznać, że całkiem dobrze się tego słuchało.
"Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja." - Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
@zywek To jest też rola osoby, która ten audiobook nagrywa / reżyseruje wykonanie, żeby takie rzeczy sprawdzić. Jak byłam na praktykach, to nawet przy mnie chyba ktośspytał: to jak to czytamy, tak czy tak?
rzeczy niemożliwe od ręki, cuda w przeciągu trzech dni.
To trochę zależy od wydawnictwa. Są takie, w których najpierw książka jest przygotowywana do czytania przez lektora czyli np. zapisywany jest sposób wymawiania różności, a po za tym na którymś etapie całość jest weryfikowana. Pewni różnie z tym bywa, bo tych wydawnictw i firm pośredniczących jest parę.
Myślę że na warsztat wezmę post 16, i wrócę rozszerzająco nieco do swojego postu sprzed niespełna trzech lat (ad post #51). Najwyraźniej w swoim poprzednim poście nienakreśliłem ważnej, a opisanej w poście szesnastym "harmonii" polegającej na doborze odpowiedniego lektora do książki.
#Pracując już parę latek z książką mówioną, przynajmniej wydawnictwo, w którym zechciano mnie zatrudnić stara się gdzieś tam hołdować tej staromodnej już nieco zasadzie. Rzeczą dyskusyjną zaś pozostaje, i temu w szczególności poświęcę parę najbliższych linijek, na ile taki dobór jest możliwy, mówię teraz chociażby na przykładzie naszych zasobów lektorskich, dla każdej z nagrywanych pozycji? W tym poście postaram się dość nieudolnie pochylić nad problemem. Mamy oto bowiem do czynienia ze swoistym sojuszem: - rynku, którego prawa podpowiadają logiczną dość zasadę: "chcesz mieć więcej, produkuj więcej" i oczekiwań słuchaczy.
Te ostatnie są zaś trenowane, i niejako stymulowane przez obecność w przestrzeni publicznej, (pop-kulturze), filmów, seriali, wreszcie rzekomo innowacyjnej koncepcji "superprodukcji".
Wydawałoby się, co ten gość bredzi jak potłuczony, gdzie książka, gdzie film. otóż postaram się zwięźle wyjaśnić również i tę kwestię. Problemem i przyczyną całego zamieszania jest w mojej opinii trend, polegający na równorzędnym promowaniu zarówno książki, jak i głosu. Tak oto pieczemy "dwie pieczenie na jednym rożnie", sprzedając zarówno książkę, pewnie i dobrą, ale w gratisie sprzedajemy również drugi produkt; mianowicie rozpoznawalność głosu aktora. Trudno, by w tym momencie niewidomy wypowiadał się o rozpoznawalności twarzy poszczególnych aktorów, ale myślę, że w gruncie rzeczy to oddziaływanie i powiązanie postać z filmu czy książki vs. twarz aktora z serialu jest silniejsze, niż nam się wydaje. Drugim czynnikiem wpływającym na trudność dobrania "fajnego" lektora do książki jest zwyczajnie czynnik pokoleniowy.: wszak przecież ci, których znamy, kochamy, lubimy słuchać, ulotnią się z tej ziemi jak gaz z rozszczelnionego nord-streamu. Wreszcie po trzecie, dość ściśle związane z pierwszym a luźno z drugim.: Zmienia nam się bardzo dynamicznie obraz tego, co "lektor" wykonuje jako swoją bazową pracę. O ile niegdysiejsi lektorzy poświęcali sporo czasu na czytanie tekstów, które należy przeczytać bez interpretacji (wiadomości, dzienniki, informacje sportowe itd. a karta mikrofonowa była jakimś tam jednak standardem, o tyle dziś do zakresu możliwych profesji lektorskich dołączają jeszcze reklamy, filmy instruktażowe, czy po prostu różne formaty rozrywkowe chociażby spotykane w serwisie youtube. Taki lektor ma wydawać by się mogło jeszcze więcej dróg i możliwości rozwoju niż jakiś czas temu. Sytuacja jednak komplikuje się, gdy pojmiemy, że od lektorów rynek wymaga coraz większej specjalizacji oraz nastawienia na bardzo konkretne obszary "bycia lektorem" Zawód lektorski poszuflatkował się tak silnie, że bycie swego rodzaju "homo faber" może być nawet postrzegane w niektórych kręgach, (reklama i promocja) jako nie mile widziane. Lektorami książek zostają w ten sposób niejednokrotnie aktorzy. Aktorzy, którzy niewątpliwie są silni w swoim fachu i dobrzy w tym, co robią. Skoro jednak mówimy o opiniach, pozwolę sobie w tym miejscu na ustrzelenie niewielkiej dygresyjki, że jakość kształcenia w zakresie emisji głosu aktorów oraz wymagania, jakie z jakiegoś powodu przyjęto dla tego, co uznawane jest za "OK" przy dubbingowaniu ale i przy tworzeniu dialogów w nowych polskich filmach znacząco spadły. Nie dziwmy się zatem, że pewne niedoskonałości są maskowane dźwiękiem dogranym tu, czy ówdzie, pogłosem tam czy siam i wydane pod szumnym hasłem "słuchowisko". Dobrze, koniec uszczypliwości.
Sygnaturka.: "That seems to point up a significant difference between Europeans and Americans. A European says: 'I can't understand this, what's wrong with me?' An American says: 'I can't understand this, what's wrong with him?'" TERRY PRATCHETT