Dzień dobry. jestem Dash, i nie mam spinnerów, bo mi to nie potrzebne :D. Ja bardzo krótko się zabawkami bawiłem, wolałem wymyślać historie, siedzieć przy radiu czy wychodzić na dwór.
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
Skrzypeńko- chyba wiem o co ci chodzi. Bardzo dawno temu widziałem takie coś, ale to był tygrysek lub lew i był duży. Jak mu się dało butelkę to grał jakieś melodyjki.
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
Jauwielbiałam bawić się wszelakimi zabawkami, które grzechoczą, takimi grzechotkami dla noworodków, interaktywnym misiem kobi, co miał przywieszoną buteleczkę na łańcuszku i się nią go karmiło, furbiego w wersji angielskiej, lalkę barbi, która mówiła, cześć dotknij mnie, będę mówiła, jestem twoją najlepszą przyjaciółką, pobaw się ze mną, lalką, która miała smoczka i jak się jej go wyjeło, to zaczynała płakać, a ja razem z nią. Do dziś mam ogromne pudło zabawek z kinder jajek, chyba z 800 sztuk.
Bartek i Łysy. Ja tak lubiłam się bawić zabawkami z kartonu siedząc na podłodze, że będąc małym dzieckiem wlazłam do kartonu i sobie obojczyk złamałam. Nie wiem, jak to zrobiłam. Ale ten karton i miśki, które tam były pamiętam do dziś. :D
Nawet jeśli jesteś aniołem, zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzał szelest twoich skrzydeł. Autor nieznany.
Misia kobi to ja też miałam porzyczonego od koleżanki i to chyba było to o czym mówiła skrzypenka. Ja go sobie do paska od spodni przyczepiałam. NO i buteleczka mu bananowo pachniała. NO ale szybko mnie znudził. FUrby miałam dwa, jednego zwykłęgo, drugiego z serii baby i one rzeczywiście ze sobą rozmawiały. Oba gadały po niemiecku, bo mi siostra i wujek sprowadzili, to był koniec lat 90;tych. Oprucz tego lubiłam się bawić wszystkim co wydawało dźwięk. Zwyczajne pluszaki szybko mnie nudziły. Tamagotchi też miałam, ale im się umarło bo nie umiałam się nimi zająć. Figurkami z jajek niespodzianek lubiłam się bawić na tej zasadzie, że rozwalałam to to wszystko po podłodze i wymyślałam różne historyjki z nimi w roli głównej, z podziałem na dobrych i złych. Ogólnie miałam cały kosz z zabawkami. Jak z jednej wylała się kiedyś bateria do tego kosza to potem nie chciałam tam nawet dojść bo się bałam. Reakcja taka sama była jak po jakimś urywku filmu, który leciał w telewizji znalazłam zabawkowy pistolet i przez pewien czas wierzyłam że to ten z filmu i się go bałam. Kiedyś brat mnie tak nabrał. Miał taką dużą zapalniczke w formie pistoletu, który stał sobie na takim stojaczku. A że w tym czasie chodził do wojska, to powiedział mi że to prawdziwy pistolet i ja faktycznie wierzyłam że on to z wojska przywiózł, bałam sie nawet wchodzić do jego pokoju wtedy. Ogólnie potrafiłam sobie zabawkę z byle czego zrobić. Znalazłam na dworze jakiś kamyk, dokleiłam mu z plasteliny rączki, nóżki, oczka i buzie, wydębiłam z kądś pudełko po zapałkach które stało sie łóżeczkiem i miałam zabawę na cały dzien.
zabawy z dobrymi i złymi myślę że każdy robił. Też potrafiłem z byle czego zrobić sobie zabawkę. Kiedyś miałem metalowe pudełko wielkości tego od tictaców dużych i tam miałem parę ważnych rzeczy. Najważniejszą było kre kre czy jakoś tak, czyli kawałek folji czy papieru 3d wiecie o co chodzi? Jak to zaginęło strasznie płakałem. Miałem też fajne auto z pilotem w krztałcie pistoletu, spust to był przód tył i miał kierownicę na boku. Miałem też kiedyś tego najstarszego furby niemieckiego i Sanklip miała nowszego, którego potem razem z bratem ciotecznym rozebrała na części, pomagałem bo a jak, ale szkoda bo był spoko. Tego starego jakieś 9 10 lat temu znalazłem i działał ale nie gadał. Lubiłem też psuć niedziałające rzeczy.
„Równowaga nie działa w korporacjach. Tam rządzi chaos i budżet.
To ja kiedyś zepsułam wagę kuchenną, bo nie potrafiłam zrozumieć w jaki sposób to waży produkty. Ogólnie lubiłam sie bawić korbką od maszynki do mielenia mięsa, młynkiem do kawy, a już najlepszą frajdę miałam kiedy mój tata coś naprawiał, a ja bawiłam sie taką ręczną wiertarką na korbkę i wszystkim się chwaliłam jak ja to pomagam, tak naprawdę w niczym nie pomagając.
korbki, pamięta się tą starą latarkę albo wiatraczek. Kiedyś z pistoletu na bańki mechanicznego wyciągnąłem mechanizm i prawdę mówiąc mam go do dzisiaj. Też sporo psułem bo byłem ciekawy jak coś robi.
„Równowaga nie działa w korporacjach. Tam rządzi chaos i budżet.
A ja mam do tej pory nanię grzebania w elektronice i niestety- raczej z marnym skutkiem. Pamiętam to jak przez mgłę, ale gdy byłem bardzo mały moją ulubioną zabawką był maleńki piesek, który coś tam sobie grał. Podobno czego już nie pamiętam zostawiłem go w pociągu i potem przez tydzień płakałem, że go nie mam, czego też nie pamiętam. Miałem jeszcze takiego rudego kundla chodzącego i szczekającego, któremu wyskubałem sierść z ogona, którym merdał. Po co- nie wiem. A najbardziej wkurzającą wszystkich zabawką była gadająca papuga, która wszystko powtarzała przyspieszonym głosem. Niestety- dopadł ją mój pies i po zerwaniu jej z podstawka stała się jego zabawką.
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
This site uses cookies to enhance your experience.