Bardzo dużym naruszeniem osobistych granic jest już poruszanie się z białą laską. To takie przyklejenie sobie na czole napisu: jestem ślepy. Wyobraźmy sobie, że wszyscy zaczynają nagle chodzić z etykietkami informującymi o schorzeniach, czy niepełnosprawnościach.
Dla przykładu... no nie wiem, powiedzmy: konar nie płonie. xd
Nikt swoich prywatnych spraw normalnie na światło dzienne nie wywleka. My jesteśmy do tego zmuszeni, dla większego dobra po prostu. Nie tylko my zresztą. To dotyczy osób z wszelkimi, widocznymi niepełnosprawnościami. I nijak nie da się osiągnąć stanu, w którym to nie będzie wywoływało emocjonalnych reakcji.
Zgadzam się, to jest często irytujące, szlag człowieka trafia, zwłaszcza jak ma jakiś gorszy dzień, ale to jest coś, czego naprawdę nie przeskoczymy. Mnie osobiście nie przeszkadzają ludzie zadający pytania, nawet głupie. Jeśli pytają, to znaczy, że chcą wiedzieć, a jeśli chcą wiedzieć, to już jest dobrze.
Przeszkadzają mi natomiast pytania, w których już są pewne założenia. Absolutny hit tego sezonu: "Kto cię ubiera"? "Służba, droga pani". :)
Przeszkadza mi brak kultury, do którego można zaliczyć między innymi pomaganie na siłę, czy zwracanie się jak do dziecka.
Nauczyłam się jednak, że na to działa najlepiej cięta riposta i absolutny spokój. Albo, konkretnie w przypadku zwracania się jak do dziecka, tworzenie kontrastu; powaga, posługiwanie się wyszukanym językiem, wręcz przybranie wyniosłej postawy.
Przez lata różne zachowania niejednokrotnie podnosiły mi ciśnienie, ale doszłam już do takiego momentu, że wiele z nich rozumiem i akceptuję, nawet jeśli naruszają jakoś moją strefę komfortu; kamyk czasem do buta wpadnie i nic się na to nie poradzi. Życie nie będzie przez cały czas wygodne.
Zachowania których nie akceptuję, staram się zwalczać na różne sposoby. I tyle. Złość tu nic nie daje. Może to kapitulacja, ale jakoś dziwnie mi z tym lepiej.