To irytujące poczucie, że ktoś idzie i gapi się na nas. Nic się nie odzywa, ale przygląda się, jak sobie idziemy. Nie chodzi mi raczej o jakieś przewrażliwienie albo zwykle spojrzenie, bo ludzie sobie widzą i patrzą - w tym nic złego nie ma. Bywa jednak, że ktoś drepta za nami albo przed nami i to jest już strasznie wnerwiające. Rzadko, ale u mnie się zdarza. Kiedyś chyba częściej niżobecnie. Czasem idąc ulicą nagle milknie czyjaś rozmowa. I wtedy też ;) Takie trochę poczucie jakby być na jakiejś scenie, przed publicznością.
To irytujące poczucie, że ktoś idzie i gapi się na nas. Nic się nie odzywa, ale przygląda się, jak sobie idziemy. Nie chodzi mi raczej o jakieś przewrażliwienie albo zwykle spojrzenie, bo ludzie sobie widzą i patrzą - w tym nic złego nie ma. Bywa jednak, że ktoś drepta za nami albo przed nami i to jest już strasznie wnerwiające. Rzadko, ale u mnie się zdarza. Kiedyś chyba częściej niżobecnie. Czasem idąc ulicą nagle milknie czyjaś rozmowa. I wtedy też ;) Takie trochę poczucie jakby być na jakiejś scenie, przed publicznością.