Damian Zegarek pisze:A zastanówcie się nad tą niby niezależnością i niby samodzielnością. Niezależny to taki, który od nikogo, ani niczego nie zależy. A czy można tak powiedzieć w momencie gdy chociażby korzysta się z aplikacji tworzonych przez osoby trzecie? Moim zdaniem nie, bo gdyby tych aplikacji nie było to byłoby krucho, no nie? Ja: No nie. Jeszcze 20 lat temu nikt nie myślał o czytnikach ekranu w telefonach, nie mówiąc już o nawigacji. Szczytem naszych możliwości wtedy było samodzielne napisanie sms’a czy nauczenie się książki kontaktów na pamięć, a przynajmniej jak dotrzeć do najczęściej wybieranych numerów. Sygnalizacji dźwiękowych w Warszawie też było tylko ze dwie trzy na krzyż. A mimo to radziliśmy sobie świetnie bez tych wszystkich aplikacji nawigacyjnych. One są oczywiście przydatne, ale gdyby ich zabrakło, co nawiasem mówiąc jest mało prawdopodobne, to byłoby mniej komfortowo, ale nie cofnęłoby to nas w rozwoju.
Noviczok, co ty bredzisz? Nie cofnęło by nas w rozwoju? Niemożliwa praca w biurze czy gdziekolwiek gdzie jest niezbędna praca przy komputerze, nie wspomnę o korzystaniu z telefonu, przy tak dużej ilości kontaktów. Nawet jako telemarketer nie mógłbyś pracować. Brak sygnalizacji świetlnej, kkiedyś, a dzisiaj, a może zwróć uwagę na ilość aut poruszających się aktualnie po ulicach, teraz, a wówczas? Bez sygnalizacji świetlnej niejedno przejście byłoby dla nas nieprzekraczalne, dla widzącego stwarzałoby poważny problem, a co dopiero dla nas niewidomych. Poleciałeś po bandzie.
Już nie przesadzaj, i teraz wielu prac biurowych nie można nazwać dostępnymi dla nas, bo w nader wielu biurach nadal panuje uwielbienie dla papióru. A co do samochodów, to teraz Ty z kolei pojechałeś nieźle po bandzie. Kolega nie mówił o tym, co było lat temu 60, tylko 20. Inna sprawa, że się z nim sama nie mogę akurat w tej kwestii zgodzić, bo 20 lat temu nie rozpowszechniła się wszędzie tak jak teraz komputeryzacja, która teraz ma wpływ praktycznie na całe nasze życie. Olbrzymia część tego życia odbywa się teraz w necie. W 2001 roku nie było Fb, Yt, Instagrama i paru innych miejsc, gdzie prędzej, niż na tablicy ogłoszeń znajdziemy informację o szykujących się wydarzeniach w mieście czy choćby o zmianie ruchu transportu miejskiego.
Pisząc, że brak aplikacji nie cofnąłby nas w rozwoju, miałem na myśli te od nawigacji i rozkładów jazdy. Pewnie powinienem to bardziej zaznaczyć. Z pewnością przez 20 lat przybyło samochodów, ale nie ma to większego znaczenia, bo wcześniej też było ich już dużo. A teraz moja osobista opinia na temat sygnalizacji dźwiękowej. Ja jej nie lubię. Zdecydowanie wolę polegać na własnych umiejętnościach. Rozprasza i irytuje mnie. Szczególnie tam, gdzie na przejściu jest więcej niż jeden sygnalizator. Ale, ok, skoro wielu ludziom ona pomaga to w porządku, niech sobie jest, natomiast niewidomych trzeba uczyć jak radzić sobie bez takiego udogodnienia.
Przez ostatnie 20 lat nie przybyło wiele samochodów? Wprawdzie nie 20, a 30 lat, ale to daje pogląd jak zmieniła się liczba pojazdów na naszych drogach:
cytat: 25 lat temu po polskich drogach jeździło 327 tys aut. Ile samochodów mamy teraz? 2014-06-04
Obchody 25-lecia wolnych wyborów w Polsce są świetną okazją do podsumowań oraz porównań. Jedną z ciekawostek jest informacja, jak bardzo od 1989 roku zmieniła się liczba pojazdów jeżdżących po naszych drogach.
W 1989 roku po ulicach naszego kraju jeździło zaledwie 327 tysięcy samochodów. Dziś z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że po upływie dokładnie 25 lat od transformacji w wolne państwo, po drogach naszego kraju porusza się aktualnie ponad 19 milionów aut! To są dane z 2014 roku, czy to faktycznie taka niewielka różnica? Dodam, że wg GUS (dane na dzień 30 czerwca 2018 roku) w naszym kraju zarejestrowanych jest obecnie 29 656 238 pojazdów wszelkich typów.
Jednym słowem powinniśmy się cofnąć do średniowiecza i wtedy byłoby najlepiej. I wrócilibyśmy do żebractwa i zerowych perspektyw, bo przecież ta technologia i te dźwiękowe światła i w ogóle to wszystko co jest nazwane postępem to czyste zło tego świata. A fuu jak oni mogli nam to zrobić?
Faktycznie większość fundacji nie działa dobrze. Mimo to te wszystkie kursy orientacji przestrzennej nie biorą się z nieba. Aktywny samorząd też jest programem Pfronowskim, która to instytucja, nie wiem jak teraz, ale ponoć kiedyś była naczelnym przekręciarzem. PZN podobnie, jednak gdyby nie te wszystkie ludzie od przekrętów orientacji nie byłoby w ogóle no chyba, że w ośrodkach, a wtedy zakładamy, że tego typu nauka jest wyłącznie dla młodzieży. Jeśli ktoś traci wzrok później, niech se orientację załatwia prywatnie. Szkolenie komputerowe też prywatnie, bo jednak z reguły tego NVDA trzeba jakoś się nauczyć, a sporo osób wymaga do tego mimo wszystko kogoś, kto ich przeszkoli. Nie wiem jak wysoka musiałaby być renta aby to wszystko opłacić. Tak po za wszystkim wszędzie się pisze, że jeśli chodzi o zatrudnienie niepełnosprawnych jesteśmy na szarym końcu Europy. Czyli jednak da się lepiej. Oczywiście pytanie brzmi co kto zrobił żeby było inaczej, ale podejrzewam, że nie dokonano tego wyższymi świadczeniami. Żeby nie było, nie bronię łapownictwa, prania pieniędzy i tego wszystkiego, co się w rzeczywistości fundacyjnej dzieje. Nie widzę jednak alternatyw. Zapewne jakąś pomocą mogłyby być te mieszkania treningowe czy jak im tam, jakieś czasowe wsparcie pieniężne, jak to planowane chyba trzyletnie dla absolwentów. Podejrzewam, że coś podobnego przydałoby się świeżo niepełnosprawnym, którzy muszą mieć czas na ogarnięcie się. Mimo to ktoś musi uczyć tej orientacji, ktoś musi drukować materiały w brajlu np. do szkoły, no i przydałoby się coby nie musieć z własnej kieszeni pokrywać chociażby linijki brajlowskiej za skromne naście tysięcy. To już na szczęście mamy, jednak raz jeszcze przypomnę, że PFRON to również nie jest instytucja dobroczynna składająca się z aniołów w ludzkiej skórze. Mimo to prawdopodobnie większość z tu obecnych dostała dofinansowanie na coś tam. Dlatego uważam, że te różne organizacje, jakkolwiek sporo pieniędzy marnuje tak mimo to jest potrzebna no chyba, że ktoś wymyśli jakiś genialny plan uszczelniający niepożądane działania, na co nie liczę.
A jak jest teraz z aktywnym samorządem? Dalej jest to wał. Było dofinansowania 10 tys na sprzęt podstawowy i 15 tys na sprzęt specjalistyczny do którego zaliczyały się lupy elektroniczne, skanery i wszselki sprzęt brailowski, a co zrobili? Ludzie wykorzystywali to w pełni bo teraz skaner, lupa elektroniczna, syntezatory mowy itp są aktualnie w sprzęcie podstawowym, a druga część, podniesiona do 20 tys jest na sprzęt brailowski, po co to zmienili? Bo znaczna część ludzi tego nie wykorzystuje, kasa pozostaje niewykorzystana, ale nie jest przekierowana na sprzęt specjalistyczny. I po co było ruszać skoro sprzęt brailowski również kwalifikował się do sprzętu specjalistycznego? Właśnie w celu ograniczeń możliwości potrzebujących.
Kto forsuje wpychanie im pieniędzy? o.o Bo ja nie. BTW, członek fundacji pozdrawia. :) -- (damianzegarek): A cały czas forsujecie z uporem maniaka wpychanie kasy zamiast niewidomym to fundacjom, które jak powszechnie wiadomo są pralniami pieniędzy. Dobra załóżmy, że są jakieś pojedyncze przypadki uczciwych fundacji, ale to nie zmienia postrzegania większości. Wam się serio wydaje, że te śmiesznawe projekciki to są tak dla nas filantropijnie pisane? Jeśli tak ktoś zakłada to życzę szczęścia w życiu z tak dalece posuniętą naiwnością. I jeszcze chcecie im nabijać kabzy w imię bonmotów w stylu na rehabilitacje i takie tam pierdu pierdu? Wow jesteście jak Unia Europejska dająca miliony na projekty pod tytułem damy z rączki do rączki krewnym i znajomym królika, żeby niewidomek się cieszył, że staż dostał.:D :D :D
Ale przecież w ogóle nie o tym jest ta rozmowa... Ja sama najczęściej kupuję we Frisco, nomen omen polecam, często jeżdżę Wawa Taxi po 20 zł za 10 km itp. Także ten. -- (damianzegarek): A ja na przykład dziwię się temu przykładowi z Facebookiem i niesamodzielnością. To jest aż śmieszne, bo mój Boże jacy Ci widzący niesamodzielni, bo korzystają z taksówek, bo korzystają z różnego typu ezakupów kurierów itp. No, ale jak widzący korzystają to jest ok, bo to widzący, ale jak niewidomy korzysta to już źle, bo niesamodzielny. Widzisz jaki to absurdalny argument? Po to jest mnogość rozwiązań, żeby z nich korzystać. I każdego wolnym wyborem jest z czego korzysta, jak żyje itp. i nikomu nic do tego. A wysokość cen za tyflosprzęt wynika z niszy biznesowej i byłoby tak bez względu na dofinansowania, bo moim zdaniem dofinansowania powstały w odpowiedzi na tą niszę. -- (Julitka): Nie przypuszczam, by tak agresywna reakcja była konieczna, a wręcz, śmiem rzec, odpowiednia. Facebook był pierwszym z brzegu przykładem, ale w dzisiejszym świecie nikt nie zrobi nic bez aplikacji firm trzecich, więc ten argument po prostu uznaję za nietrafiony. Jeżeli już mam się na jakiś powoływać, to np. na argument ze screenreaderami i specjalnym sprzętem typu notatnik brajlowski. Tak, to jest prawda. To jest wręcz problem. Ale zapominacie, że sprzęt ten jest m.in tak drogi dlatego, że PFRON przyznaje nań tyle środków. Dlaczego większość linijek kosztuje, a naprawdę tak jest, równo 12000 zł? Dlaczego firmy produkujące screenreadery mogą ich ceny bezkarnie podnosić do niebotycznych rozmiarów? Bo są na to dawane pieniądze. Pracodawcy nie mają podstaw do zatrudniania niewidomych pracowników, skoro ci i tak dostają do rąk kasę, więc po co się trudzić wynajdywaniem kolejnych rozwiązań? To samo tyczy infrastruktury, architektury itp. Dziwię się, że niektórym odpowiada narracja pt. "Masz w łapę, siedź cicho i nie przeszkadzaj".
Halo, jak niewidomiarze niesamodzielni, bo korzystają z taksówek? a mnie to się mówiło, że to właśnie tak samodzielnie... Jest się sobie nie bać i kupić samochód z kierownikiem.
Nie, Łowca, to nie jest dobra wola miasta. To jest jego ustawowy obowiązek, żeby infrastruktura była przystosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych. I to jest złe, że nadal tak nie jest, bo, tfu, kasy na to nie ma, bo ginie w jednej czy drugiej kieszeni czy innym przetargu. Co do niewidomych pracowników, zgadzam się z Tobą. Ale niewidomy nie ułatwia pracodawcom. Jakby okazało się, że niewidomy jest coś wart mimo tych "ale", a to już od niewidomego zależy, jak będzie czepialski i roszczeniowy, byłby zatrudniony. Spójrzmy chociaż na tak osławioną Anglię, pomijając jej socjal. Dlaczego tam niewidomi pracują? Mają te wszystkie udogodnienia i więcej jeszcze, a pracują mimo to. Jest to naturalne. Nie, nie mówcie, że to Anglia, zachód i American Dream. Ja chcę konkretów. Dlaczego tam, a nie tutaj? Nawet, jeżeli tyflosprzęt jest niszą, to nie można zapominać, że jego ceny rosną wprost proporcjonalnie do zwiększonych kwot dofinansowań. Nie, nie do inflacji, to jest inna sprawa. Do zwiększonych kwot. A na przyszłość proszę Cię, żebyś pisał nad cytatem, a nie pod, bo to się źle czyta. -- (Lowca_Androidow):
-- (Julitka): Nie przypuszczam, by tak agresywna reakcja była konieczna, a wręcz, śmiem rzec, odpowiednia. Facebook był pierwszym z brzegu przykładem, ale w dzisiejszym świecie nikt nie zrobi nic bez aplikacji firm trzecich, więc ten argument po prostu uznaję za nietrafiony. Jeżeli już mam się na jakiś powoływać, to np. na argument ze screenreaderami i specjalnym sprzętem typu notatnik brajlowski. Tak, to jest prawda. To jest wręcz problem. Ale zapominacie, że sprzęt ten jest m.in tak drogi dlatego, że PFRON przyznaje nań tyle środków. Dlaczego większość linijek kosztuje, a naprawdę tak jest, równo 12000 zł? Dlaczego firmy produkujące screenreadery mogą ich ceny bezkarnie podnosić do niebotycznych rozmiarów? Bo są na to dawane pieniądze. Pracodawcy nie mają podstaw do zatrudniania niewidomych pracowników, skoro ci i tak dostają do rąk kasę, więc po co się trudzić wynajdywaniem kolejnych rozwiązań? To samo tyczy infrastruktury, architektury itp. Dziwię się, że niektórym odpowiada narracja pt. "Masz w łapę, siedź cicho i nie przeszkadzaj".
-- Nie wiem kto Ci takich głupot napakował do głowy. Pracodawcy nie chcą zatrudniaćniewidomych bo ci dostają kasę, nie, bo niewidomyw zakładzie pracy to dodatkowe problemy, bo świadomy niewidomy to jeszcze większe problemy, dodatkowy urlop, chorobowe, bo mu się należy, dodatkowa rehabilitacja, a na to znowu wolne, a za takie coś nie może zwolnić. tyflosprzęt nie jest taki drogi bo jest na niego dofinansowanie, jest to nisza, ktoś toworzy urządzenie, pisze do niego oprogramowanie, poświęca temu wiele godzin pracy i chce za to zapłatę, nie sprzeda tego w takim nakładzie jak popularne urządzenia rozprowadzane po świecie więc jeśli chce, aby jego wysiłki się opłaciły to musi taki sprzęt kosztować. infrastruktura? Oczywiście, ale to jest dobra wola każdego z miast, że chce dostosować miasto do potrzeb niepełnosprawnych, a przecież jesteśmy mniejszością i to znaczną mniejszością więc automatycznie koszty rosną bo trzeba stosować niepopularne rozwiązania architektoniczne.
Ja Wam powiem od drugiej strony, jak to jest z tymi "śmiesznawskimi" projekcikami, których sama nienawidzę do kwadratu, sześcianu i stożka. PFRON rozpisuje projekt pt. "Aktywizacja zawodowa i rehabilitacja w obrębie gotowania jajek niewidomych skazanych na robienie pajacyków". Serio, specjalizacja rodem z profesury. Ty musisz się wpasować w ten szablonik, żeby dostać pieniążki. Oczywiście wszystkiego nie dostaniesz, bo po wypełnieniu kilkudziesięciostronicowego wniosku (tak, teraz są stanowiska dla ludzi, którzy wypełniają wnioski do PFRON) ten ostatni decyduje, że "nie, jednak nie, dostaniesz 75,222% z tego, co chciałeś". Na ile to wystarczy? 30, 40 godzin dla niewidomego. A niewidomych ile? 10, 20? A wiecie, co się stanie, jak np. niewidomy potrzebuje po prostu więcej godzin? A no nic, bo trzeba kilkanaście stron wypełniać po to, żeby jednemu niewidomemu zabrać, bo mu na ciul te godziny, a drugiemu - dać. A jak w ogóle nie chce, to fundacje mają taką papierologię, no i oczywiście muszą te środki państwu zwrócić, bo zamiast tego nie można biedakowi dać kursu prasowania koszul, bo przecież było na orientację. Albo, co częstrze, na kurs komputerowy. I siedzi sierota na kursie podstawowym, ćwiczy tego Worda, jak ma dobrego instruktora, to i poprogramuje, ale przecież oddać nie można, bo projekt. Ja nie bronię fundacji, zwłaszcza większych graczy. Przekręt na przekręcie i przekrętem pogania. Ale też PFRON w tyle zdecydowanie nie jest. Ja sama łamię sobie głowę, jak kiedyś zrobić coś takiego, co nie będzie kolejnym pseudoprojekcikiem, a jednak coś komuś da. Cały system rehabilitacji zwodowej i społecznej w naszym państwie i system jego finansowania leży i kwiczy. A nawet rzęzi. To jest chore, śmieszne i uwłaczające. I zamiast to poprawić, co wymagałoby odrobiny wysiłku, to dają socjale rodem z kosmosu i kieszeni Polaków, coby niewidomy nie narzekał, że nie ma.
A ja uważam, że gdybyśmy właśnie dostali te pieniądze do ręki, to moglibyśmy sami wybrać sobie instruktora, zapłacić mu za nauczenie konkretnej rzeczy w takim wymiarze godzin, jaki będzie nam na to potrzebny i wtedy wszystkie wyciągalnie kasy przestałyby mieć rację bytu. -- (tomecki): Faktycznie większość fundacji nie działa dobrze. Mimo to te wszystkie kursy orientacji przestrzennej nie biorą się z nieba. Aktywny samorząd też jest programem Pfronowskim, która to instytucja, nie wiem jak teraz, ale ponoć kiedyś była naczelnym przekręciarzem. PZN podobnie, jednak gdyby nie te wszystkie ludzie od przekrętów orientacji nie byłoby w ogóle no chyba, że w ośrodkach, a wtedy zakładamy, że tego typu nauka jest wyłącznie dla młodzieży. Jeśli ktoś traci wzrok później, niech se orientację załatwia prywatnie. Szkolenie komputerowe też prywatnie, bo jednak z reguły tego NVDA trzeba jakoś się nauczyć, a sporo osób wymaga do tego mimo wszystko kogoś, kto ich przeszkoli. Nie wiem jak wysoka musiałaby być renta aby to wszystko opłacić. Tak po za wszystkim wszędzie się pisze, że jeśli chodzi o zatrudnienie niepełnosprawnych jesteśmy na szarym końcu Europy. Czyli jednak da się lepiej. Oczywiście pytanie brzmi co kto zrobił żeby było inaczej, ale podejrzewam, że nie dokonano tego wyższymi świadczeniami. Żeby nie było, nie bronię łapownictwa, prania pieniędzy i tego wszystkiego, co się w rzeczywistości fundacyjnej dzieje. Nie widzę jednak alternatyw. Zapewne jakąś pomocą mogłyby być te mieszkania treningowe czy jak im tam, jakieś czasowe wsparcie pieniężne, jak to planowane chyba trzyletnie dla absolwentów. Podejrzewam, że coś podobnego przydałoby się świeżo niepełnosprawnym, którzy muszą mieć czas na ogarnięcie się. Mimo to ktoś musi uczyć tej orientacji, ktoś musi drukować materiały w brajlu np. do szkoły, no i przydałoby się coby nie musieć z własnej kieszeni pokrywać chociażby linijki brajlowskiej za skromne naście tysięcy. To już na szczęście mamy, jednak raz jeszcze przypomnę, że PFRON to również nie jest instytucja dobroczynna składająca się z aniołów w ludzkiej skórze. Mimo to prawdopodobnie większość z tu obecnych dostała dofinansowanie na coś tam. Dlatego uważam, że te różne organizacje, jakkolwiek sporo pieniędzy marnuje tak mimo to jest potrzebna no chyba, że ktoś wymyśli jakiś genialny plan uszczelniający niepożądane działania, na co nie liczę.
Właśnie słuchałem dzisiaj na TVN 24 wywiadu z Wdówikiem i szczerze? Takie pierdolamento jakie on tam urządził przy tym dziennikarzu to aż żal było słuchać. Tyle projektów, tyle pracy i w ogóle no po prostu przodowników pracy mamy w rządzie, szkoda tylko, że od ponad 20 miesięcy brak konkretów i brak nawet biegu legislacyjnego tych ich niby wielu rozwiązań i ustaw. Serio, bardzo, bardzo źle i niesmacznie się tego słuchało. :/
I dlatego nigdy nie zgodzę się na dofinansowywanie tego typu cudotwórstwa. Podzielam zdanie Krzysztofy z postu w odpowiedzi na post Tomeckiego. Niech sobie każdy rozporządza pieniędzmi tak jak jest jemu najlepiej coby nie musiał się wpisywać w ramki projektu. No, bo właśnie jak słusznie zauważyłaś po ciul mu godziny z czegoś, czego on nie potrzebuje. Ile razy było tak jak jeszcze wierzyłem w sens projektów, że zapisywałem się na coś innego, a dostawałem taką ścieżkę zdrowia po jakichś z dupy zajęciach, że aż się rzygać chciało. I dlatego uważam i uważał będę, że to wszystko o kant dupy potłuc. Fajnie się kasę rozdaje w wewnętrznym instytucyjno-fundacyjno-projektowym obiegu, no nie? Tylko co to faktycznie daje samym zainteresowanym beneficjentom? Otóż jedno wielkie g*** -- (Julitka): Ja Wam powiem od drugiej strony, jak to jest z tymi "śmiesznawskimi" projekcikami, których sama nienawidzę do kwadratu, sześcianu i stożka. PFRON rozpisuje projekt pt. "Aktywizacja zawodowa i rehabilitacja w obrębie gotowania jajek niewidomych skazanych na robienie pajacyków". Serio, specjalizacja rodem z profesury. Ty musisz się wpasować w ten szablonik, żeby dostać pieniążki. Oczywiście wszystkiego nie dostaniesz, bo po wypełnieniu kilkudziesięciostronicowego wniosku (tak, teraz są stanowiska dla ludzi, którzy wypełniają wnioski do PFRON) ten ostatni decyduje, że "nie, jednak nie, dostaniesz 75,222% z tego, co chciałeś". Na ile to wystarczy? 30, 40 godzin dla niewidomego. A niewidomych ile? 10, 20? A wiecie, co się stanie, jak np. niewidomy potrzebuje po prostu więcej godzin? A no nic, bo trzeba kilkanaście stron wypełniać po to, żeby jednemu niewidomemu zabrać, bo mu na ciul te godziny, a drugiemu - dać. A jak w ogóle nie chce, to fundacje mają taką papierologię, no i oczywiście muszą te środki państwu zwrócić, bo zamiast tego nie można biedakowi dać kursu prasowania koszul, bo przecież było na orientację. Albo, co częstrze, na kurs komputerowy. I siedzi sierota na kursie podstawowym, ćwiczy tego Worda, jak ma dobrego instruktora, to i poprogramuje, ale przecież oddać nie można, bo projekt. Ja nie bronię fundacji, zwłaszcza większych graczy. Przekręt na przekręcie i przekrętem pogania. Ale też PFRON w tyle zdecydowanie nie jest. Ja sama łamię sobie głowę, jak kiedyś zrobić coś takiego, co nie będzie kolejnym pseudoprojekcikiem, a jednak coś komuś da. Cały system rehabilitacji zwodowej i społecznej w naszym państwie i system jego finansowania leży i kwiczy. A nawet rzęzi. To jest chore, śmieszne i uwłaczające. I zamiast to poprawić, co wymagałoby odrobiny wysiłku, to dają socjale rodem z kosmosu i kieszeni Polaków, coby niewidomy nie narzekał, że nie ma.
Julitko, w Anli sytuacja niepełnosprawnego zatrudnionego wygląda zupełnie inaczej, tam się dba o takiego człowieka, mam przykład z bratem, zatrudnili go do sortowania odzieży w pralni, chodziło o materiał, powiedział, że tego nie będzie robił bo się nie zna na materiałach, mimo, że dawali mu czas do nauki, nikt nie wymagał od razu takiej umiejętności, pracodawca dał mu inne stanowisko. U nas nie pasi, to wypad.
@Krzycha dzięki za odpowiedź, bo już myślałem, że będę tak pisał sobie a muzom. Pytanie ile trzeba dać na takie szkolenia, bo kazdy wymaga czego innego. Jednemu wystarczy krótki kurs orientacji, bo tak w ogóle jest nieźle ogarnięty, bo ma wsparcie ze strony rodziny i nauczony jest chociażby gotowania itp, po za tym siedzi sobie chociażby na Eltenie i poznaje użyteczne dla niewidomych aplikacje no i umie w internety. Inny takiego wsparcia nie ma, siedzi całymi dniami i słucha książek, bo nikt nie ma czasu aby czegokolwiek nauczyć, w dodatku rodzinka korzysta z renty i nikt nie jest zainteresowany wypuszczeniem takiego niewidomego w świat, bo chociażby ten dodatkowy dochód przepadnie. W takim przypadku szkoleń potrzebna znacznie więcej, bo jeszcze jakiś psycholog, ileś kursów samodzielnościowych no i pomoc w ustawieniu rodzinki do pionu. Trudno mi uwierzyć, że każdy dostanie wystarczająco pieniędzy aby to wszystko mieć zapewnione. Raczej wyjdzie coś pośredniego czyli ten tam ogarnięty będzie dość aby jeszcze sobie kupić parę fajnych gadżetów, a ten, co ma problemy, część z nich rozwiąze, ale nie na tyle aby faktycznie wyrwać się z domu więc i tak będzie tam siedział, tym bardziej, że rodzinka będzie miała tym więcej do stracenia im wyższa będzie renta. Może w takim razie zamiast łożyć na fundacje i konkretne projekty faktycznie te pieniądze przyznawać indywidualnie, ale na konkretny cel np. jest zapotrzebowanie na kurs brajla dla tracącego wzrok no to są na to konkretne środki. Nie jest to ideał, bo znając życie będzie z tym masa papierkologii, ale przy najmniej takie szkolenie może odbyć niekoniecznie jedyna słuszna fundacja, ale ktokolwiek, kto ma odpowiednie uprawnienia i np. działalność gospodarczą. Może taki system plus takie czasowe ulgi na różności mógłby jakoś zmotywować ludzi?
Co do odbywania szkoleń indywidualnie, byłby to świetny pomysł, gdybyśmy nie musięli utknąć w pułapce, w której już jesteśmy. Niewidomy z małego miasta nie odbędzie szkolenia z brajla, bo nie będzie wiedział, że coś takiego istnieje, albo będzie uważał, że mu to niepotrzebne, albo w jego mieście nie będzie specjalisty, albo specjalista będzie kiepski, albo rodzina pieniędzy na szkolenie nie da. I utkniemy tutaj, gdzie już jesteśmy. -- (tomecki): @Krzycha dzięki za odpowiedź, bo już myślałem, że będę tak pisał sobie a muzom. Pytanie ile trzeba dać na takie szkolenia, bo kazdy wymaga czego innego. Jednemu wystarczy krótki kurs orientacji, bo tak w ogóle jest nieźle ogarnięty, bo ma wsparcie ze strony rodziny i nauczony jest chociażby gotowania itp, po za tym siedzi sobie chociażby na Eltenie i poznaje użyteczne dla niewidomych aplikacje no i umie w internety. Inny takiego wsparcia nie ma, siedzi całymi dniami i słucha książek, bo nikt nie ma czasu aby czegokolwiek nauczyć, w dodatku rodzinka korzysta z renty i nikt nie jest zainteresowany wypuszczeniem takiego niewidomego w świat, bo chociażby ten dodatkowy dochód przepadnie. W takim przypadku szkoleń potrzebna znacznie więcej, bo jeszcze jakiś psycholog, ileś kursów samodzielnościowych no i pomoc w ustawieniu rodzinki do pionu. Trudno mi uwierzyć, że każdy dostanie wystarczająco pieniędzy aby to wszystko mieć zapewnione. Raczej wyjdzie coś pośredniego czyli ten tam ogarnięty będzie dość aby jeszcze sobie kupić parę fajnych gadżetów, a ten, co ma problemy, część z nich rozwiąze, ale nie na tyle aby faktycznie wyrwać się z domu więc i tak będzie tam siedział, tym bardziej, że rodzinka będzie miała tym więcej do stracenia im wyższa będzie renta. Może w takim razie zamiast łożyć na fundacje i konkretne projekty faktycznie te pieniądze przyznawać indywidualnie, ale na konkretny cel np. jest zapotrzebowanie na kurs brajla dla tracącego wzrok no to są na to konkretne środki. Nie jest to ideał, bo znając życie będzie z tym masa papierkologii, ale przy najmniej takie szkolenie może odbyć niekoniecznie jedyna słuszna fundacja, ale ktokolwiek, kto ma odpowiednie uprawnienia i np. działalność gospodarczą. Może taki system plus takie czasowe ulgi na różności mógłby jakoś zmotywować ludzi?
A teraz Julitko jesteśmy informowani o takich szkoleniach? Nie, niejednokrotnie przeszło mi koło nosa, bo nie wiedziałem, że takie szkolenie jest, ot choćby kurs masażu jaki był organizowany, nikt nic nie powiedział. To samo się tyczy dofinansowania z MOPS, PCPR czy PFRON, nikt nic nie wie, jak zadzwonisz się dowiedzieć to również nie otrzymasz rzetelnej odpowiedzi. Sam kiedyś dzwoniłem do MOPSu, usuwanie barier w komunikowaniu się, tutaj można było również starać się o sprzęt AGD, jak zadzwoniłem z zapytaniem co mógłbym otrzymać, a co by pan chciał usłyszałem, no np. pralkę odpowiedziałem, no nie, pralki pan nie dostanie, w takim razie co, jest jakaś lista, nie nie ma. Strony są nieczytelne niejednokrotnie, Krakowski MOPS to jakaś porażka, labirynt linków i odnośników, żeby odnaleźć stronę z wnioskami do pobrania trzeba się naprawdę wysilić, a gdzie szukać? Okazało się, żę w pozycji "świadczenia", już to zgłaszałem i nic, przecież wnioski to nie świadczenia, tak jakby nie można było zrobić podstrony "wnioski do pobrania" i dodać odnośnik.