Ja też mam moundbattena, fakt, strasznie hałasuje, szczegulnie kiedy się drukuje. Obecnie nie wiem, gdzie jest, pewnie gdzieś sobie stoi nieużywany. Obstawiam, że akumulator się rozładował. :d :d :d. Ostatni raz był używany w wakacje 2013.
No więc tak: miałam Ericę i dawało to to radę, ale cóż... trafił ją szlag przy upadku, o wysypywanych kulkach już nie wspomnę. Najlepszy był Perkins. Do tej pory mam do niego słabość. Jak rozpoczynałam podstawówkę to dostałam taką małą maszynę na kartkę formatu A5, format zeszytowy. Do dziś ją mam, tyle, że żyłka strzeliła, ale sprzęt jest, a jakże. Z Mountbattenem też miałam do czynienia, ale rozdarte to było ustrojstwo, tłukło się jak nie przymierzając kałasznikow.
"Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja." - Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
No to ja mam Perkinsa. Ciągam go ze sobą już drugą przeprowadzkę. Nawet ma oryginalne pudło z większością oryginalnych wypełniaczy. Tylko jest jeden problem: ma zepsuty klawisz. :D
Pewnie cofacz? -- (Zuzler): No to ja mam Perkinsa. Ciągam go ze sobą już drugą przeprowadzkę. Nawet ma oryginalne pudło z większością oryginalnych wypełniaczy. Tylko jest jeden problem: ma zepsuty klawisz. :D
Aaa tam, cofacz to nie problem. Jedn punkt w ogóle się nie wybija. Klawisz wciska się normalnie, tak samo jak wszystkie inne, ale punkt nie wychodzi. Czasem wybija się, gdy zaczynam pisać szybko, ale gdy tylko zwolnię, znów to samo.
EEEEE, chyba łożyskowe. :) -- (Kat): No więc tak: miałam Ericę i dawało to to radę, ale cóż... trafił ją szlag przy upadku, o wysypywanych kulkach już nie wspomnę. Najlepszy był Perkins. Do tej pory mam do niego słabość. Jak rozpoczynałam podstawówkę to dostałam taką małą maszynę na kartkę formatu A5, format zeszytowy. Do dziś ją mam, tyle, że żyłka strzeliła, ale sprzęt jest, a jakże. Z Mountbattenem też miałam do czynienia, ale rozdarte to było ustrojstwo, tłukło się jak nie przymierzając kałasznikow.
--
"Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja." - Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
Moja to pod koniec tak pisała, że ledwo to było czytelne. -- (Zuzler): Aaa tam, cofacz to nie problem. Jedn punkt w ogóle się nie wybija. Klawisz wciska się normalnie, tak samo jak wszystkie inne, ale punkt nie wychodzi. Czasem wybija się, gdy zaczynam pisać szybko, ale gdy tylko zwolnię, znów to samo.
Za każdym razem jak zerkam do tego wątku to się dziwię, że się nie wypowiedziałam. Uczyłam się brajla na Perkinsie, potem równiez z niego korzystałam. Z Eriką spotkałam się dopiero w Laskach, ale raczej się nie lubimy, więc tu też załatwiłąm sobie Perkinsa. Montbattena posiadam, ale raczej nie przepadam, znaczy wiadomo, że jak muszę to pisze, bo mój Perkins, na którym zaczynałam już nie funkcjonuje.
Nawet jeśli jesteś aniołem, zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzał szelest twoich skrzydeł. Autor nieznany.
Bo wydaje mi się, że cena prawie 11 tysięcy złotych za maszynę, która poza pisaniem i okropnym hałasem nie robi prawie nic, bo nawet drukować z polskimi znakami nie potrafi, jest trochę przesadzona. Perkins jest ciężki, ale niezawodny, prosty w obsłudze i relatywnie cichy, podczas gdy Mountbatten jest głośny, potrzebuje zasilania (bateryjnego, ale jednak), ciężki i drogi. -- (misiek): Perkins to pancerna machina, której jestem wielkim fanem, ale czemu mam wrażenie, że nikt, lub prawie nikt nie lubi Moundbattena?