Integracja Eltenowiczów

ulubione jedzenie

Started by balteam 340 posts last post 5 years ago Page 15 of 17

#281

Tak. Jak najbardziej. Ta bułka zaczęła być sprzedawana na długo przed tą psełdopandemią.
Pozdrawiam
Pozdrawiam

#282 1 like Edited

Kupić koronę podczas korony, najlepiej jeszcze za Czeską koronę. xD
Słotka bułka w sensie drożdżówka z lukrem etc?
Nigdy się z obwoźnymi sklepami nie spotkałem, jedynie tylko z osobami które rozwoziły owoce, więc powiedz w sumie jak to wygląda.
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P

#283 1 like

Taki obwoźny sklep jeździ na wsi rodzinnej mojej mamy i ma formę autobusu, który zatrzymuje się na konkretnych przystankach i trąbi, przyzywając klientów.
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#284

Na nie których wsiach wogóle nie ma już sklepów stacjonarnych, a ludzie potrzebują jedzenia. Są firmy lub prywaciarze, którzy rozworzą pieczywo, wędliny, nie którzy lody, słodycze, owoce i warzywa jak ktoś chce, a jeszcze nie ma swoich. Normalnie stoi się przy samochodzie w kolejce i czeka się na swoją kolej. Mówi sie co chce się kupić, a następnie jak w każdym sklepie się płaci za zakupy. W przeciwieństwie do dzisiejszych sklepów nie ma możliwości płacenia kartą. Ostatnio we wsi Krzywa koło Bielska podlaskiego jeździ czysto mięsny obwoźny sklep popularnie zwany samochodem lokalnie, aby kupić mięso bądź wędliny to trzeba wejść do środka samochodu. To jest taki pierwszy przypadek. W Wojszkach w gminie Juchnowiec Kościelny również tam takie sklepy jeżdżą jak ten z Narewki. Za korone czeską rzecz jasna się tego nie kupi, gdyż jak we wszystkich takich obwoźnych sklepach nie ma możliwości płacenia kartą jak już w tym wpisie wspominałem. Bułka korona to jest bułka drożdżowa nadziewana serem po porcjowana i ułożona w kształcie korony. Czym ona jest posypana z wierzchu tego to nie wiem, lecz jak najbardziej jest ona trochę klejąca. Dla mnie ona smakuję.
Pozdrawiam
Pozdrawiam

#285

Pewnie lukrem, a u mnie czasem tylko stoją z lodami, ale strach to to kupować.
-- (bratczyk96):
Na nie których wsiach wogóle nie ma już sklepów stacjonarnych, a ludzie potrzebują jedzenia. Są firmy lub prywaciarze, którzy rozworzą pieczywo, wędliny, nie którzy lody, słodycze, owoce i warzywa jak ktoś chce, a jeszcze nie ma swoich. Normalnie stoi się przy samochodzie w kolejce i czeka się na swoją kolej. Mówi sie co chce się kupić, a następnie jak w każdym sklepie się płaci za zakupy. W przeciwieństwie do dzisiejszych sklepów nie ma możliwości płacenia kartą. Ostatnio we wsi Krzywa koło Bielska podlaskiego jeździ czysto mięsny obwoźny sklep popularnie zwany samochodem lokalnie, aby kupić mięso bądź wędliny to trzeba wejść do środka samochodu. To jest taki pierwszy przypadek. W Wojszkach w gminie Juchnowiec Kościelny również tam takie sklepy jeżdżą jak ten z Narewki. Za korone czeską rzecz jasna się tego nie kupi, gdyż jak we wszystkich takich obwoźnych sklepach nie ma możliwości płacenia kartą jak już w tym wpisie wspominałem. Bułka korona to jest bułka drożdżowa nadziewana serem po porcjowana i ułożona w kształcie korony. Czym ona jest posypana z wierzchu tego to nie wiem, lecz jak najbardziej jest ona trochę klejąca. Dla mnie ona smakuję.
Pozdrawiam

--
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.

#286 1 like

Niekoniecznie musi chodzić o lukier; może to być masa krówkowa czy inny marcepan, bo one tak właśnie trochę się czasem ciągną jakby.
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#287

Ale na drożdżówce?
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.

#288

Możliwe.
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#289 1 like

No to teraz na mnie kolej, bo w tym wątku jeszcze się nie wypowiedziałam. U mnie to wszystko trochę skąplikowane jest, bo od jakiegoś czasu jestem wegetarianką. Wszystko więc trzeba podzielić u mnie na dwa etapy. Z czasów, jak jeszcze miąsko jadałam i tych, w których już nie jadam. No to jak jadałam lubiłam schabowe, wszelkie rolady zawijane, mięska faszerowane. Udka z kurczaka pieczone, wszelkie pekluweczki domowej roboty na kanapeczki. Szynek i wędlinek raczej nie tykałam tych, co możemy dostać w sklepach, jakieś to wszystko takie obślizłe i mokre mi się wydawało, a przez to obrzydliwe, wybierałam raczej kiełbaski podsuszane, krakowską na przykład. lub od takiego pana u nas ze wsi, który sam wędlinki i kiełbasy robił i wędził. Za kotletami mielonymi nie przepadałam, lubiłam za to pulpety i zrazy. No i wszelakie pasztety, a także wątróbkę, lecz tylko drobiową. Karkówkę z grilla też mi się zdarzało jadać. Za kebabami nigdy nie przepadałam, czasem się zjadło, ale tylko wtedy, gdy ktoś zamawiał. Tak sama z siebie nigdy nie miałam na to ochoty. Zdecydowanie wolałam burgery, ze stripsem, lub kotletem wołowym. Za choddogami nie przepadałam nigdy, ale pewnie to dlatego, że nie lubię zbytnio paruwek, jakoś zaufania nigdy do nich nie miałam.
No i to chyba tyle, jeśli chodzi o mięsiwa. Teraz weźmiemy się za inne rzeczy. Jako, że jestem ihtio wegetarianką, to jadam też ryby. Niestety na chwilę obecną nie umiem z nich zrezygnować, choć może kiedyś to zrobię. Uwielbiam je pod każdą postacią, wędzone, smarzone, gotowane, pieczone i surowe, bo jadam też i uwielbiam sushi. Owoce moża też chętnie jadam. Uwielbiam też jajka, najchętniej sporzywam gotowane na miękko, sadzonymi i jajecznicą też nie pogardzę, ale musi być ona bez cebuli, bo smarzonej nie cierpie, no i teraz już bez boczku, czy innej kiełbaski. Bardzo lubię mleko i jego przetwory, a także wszystkie ważywka konserwowe, za kiszonymi nie przepadam jakoś, ogórki czasem od biedy zjem, ale kapusty kiszonej to już nie zniese, no chyba, że jest to kimhi. Ogólnie jestem można by żec ważywiarą. Lubię chyba wszystkie ważywa, te bardziej i mniej znane, tak samo jak owoce. Jedynymi owocami za jakimi nie przepadam są śliwki. No i nie lubię jeszcze suszonych moreli. Ale za to uwielbiam szpinak. Ziemniaki, buraki bardzo lubię, cukinię, dynie marynowaną, wszelkiego rodzaju grzyby. Zupy wszelakie, byle nie owocowe, no i zdecydowanie lepiej mi smakują czyste, niż zabielane. Ciasta też lubię wszelkie, byle nie były zbyt suche. Serniczki, nawed te z rodzynkami, pierniczki, babki, najlepiej lukrowane, albo z czekoladą, torty z kremem i owocami, oraz z bezą, te czekoladowe lubię jakby mniej. Jak są nasączone alkoholem też nie przepadam. Z ciast lubię jeszcze takie z galaretką. owocami i biszkoptem, jabłeczniki, serniki na zimno i tarty, oraz różne babeczki i ciastka, byle nie z alkoholem. Lubię też wszelkie sałatki, nawet te z fetą i oliwkami, bo zarówno fetę, jak i oliwki uwielbiam. Nie mam też problemu z tym, żeby zjeść coś egzotycznego, jestem otwarta na nowe smaki i jeśli tylko nie będzie to coś mięsnego chętnie spróbuję.
Nigdy nie można być pewnym, że to co już masz będzie Ci dane na zawsze, a pewne w życiu są tylko dwie rzeczy, śmierć i podatki.

#290 1 like

A i jeszcze wszelkie makarony, kluseczki śląskie, kopytka, ryże kasze, byle by nie gryczane i za manną nie przepadam, pierogi ruskie, albo inne bezmięsne, krokiety, naleśniki i tak dalej.
Nigdy nie można być pewnym, że to co już masz będzie Ci dane na zawsze, a pewne w życiu są tylko dwie rzeczy, śmierć i podatki.

#291

@Agata Ale wiesz, że ruskie są z mięsem?
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#292 1 like

Nie, z tfarogiem i ziemniakami, ja przynajmniej zawsze takie jadałam.
-- (Julitka):
@Agata Ale wiesz, że ruskie są z mięsem?

--
Nigdy nie można być pewnym, że to co już masz będzie Ci dane na zawsze, a pewne w życiu są tylko dwie rzeczy, śmierć i podatki.

#293 1 like

No chyba, że miałaś na myśli pielmieni, one rzeczywiście z mięsem są, ale nie o takie mi chodziło.
Nigdy nie można być pewnym, że to co już masz będzie Ci dane na zawsze, a pewne w życiu są tylko dwie rzeczy, śmierć i podatki.

#294

Różnie się u różnych jada. Ja i owszem spotkałem się z ruskimi z dodatkiem skwarków, ale to nie ma regóły. Generalnie pierogi ruskie nie są z mięsem jest tak jak mówi Agata farsz z ziemniaków, twarogu, cebuli.

#295 1 like

Nie wiem jaki był twój powód przejścia na wegetarianizm, ale ryby to zwierzęta, więc hmmmm.
-- (Agata.d):
No to teraz na mnie kolej, bo w tym wątku jeszcze się nie wypowiedziałam. U mnie to wszystko trochę skąplikowane jest, bo od jakiegoś czasu jestem wegetarianką. Wszystko więc trzeba podzielić u mnie na dwa etapy. Z czasów, jak jeszcze miąsko jadałam i tych, w których już nie jadam. No to jak jadałam lubiłam schabowe, wszelkie rolady zawijane, mięska faszerowane. Udka z kurczaka pieczone, wszelkie pekluweczki domowej roboty na kanapeczki. Szynek i wędlinek raczej nie tykałam tych, co możemy dostać w sklepach, jakieś to wszystko takie obślizłe i mokre mi się wydawało, a przez to obrzydliwe, wybierałam raczej kiełbaski podsuszane, krakowską na przykład. lub od takiego pana u nas ze wsi, który sam wędlinki i kiełbasy robił i wędził. Za kotletami mielonymi nie przepadałam, lubiłam za to pulpety i zrazy. No i wszelakie pasztety, a także wątróbkę, lecz tylko drobiową. Karkówkę z grilla też mi się zdarzało jadać. Za kebabami nigdy nie przepadałam, czasem się zjadło, ale tylko wtedy, gdy ktoś zamawiał. Tak sama z siebie nigdy nie miałam na to ochoty. Zdecydowanie wolałam burgery, ze stripsem, lub kotletem wołowym. Za choddogami nie przepadałam nigdy, ale pewnie to dlatego, że nie lubię zbytnio paruwek, jakoś zaufania nigdy do nich nie miałam.
No i to chyba tyle, jeśli chodzi o mięsiwa. Teraz weźmiemy się za inne rzeczy. Jako, że jestem ihtio wegetarianką, to jadam też ryby. Niestety na chwilę obecną nie umiem z nich zrezygnować, choć może kiedyś to zrobię. Uwielbiam je pod każdą postacią, wędzone, smarzone, gotowane, pieczone i surowe, bo jadam też i uwielbiam sushi. Owoce moża też chętnie jadam. Uwielbiam też jajka, najchętniej sporzywam gotowane na miękko, sadzonymi i jajecznicą też nie pogardzę, ale musi być ona bez cebuli, bo smarzonej nie cierpie, no i teraz już bez boczku, czy innej kiełbaski. Bardzo lubię mleko i jego przetwory, a także wszystkie ważywka konserwowe, za kiszonymi nie przepadam jakoś, ogórki czasem od biedy zjem, ale kapusty kiszonej to już nie zniese, no chyba, że jest to kimhi. Ogólnie jestem można by żec ważywiarą. Lubię chyba wszystkie ważywa, te bardziej i mniej znane, tak samo jak owoce. Jedynymi owocami za jakimi nie przepadam są śliwki. No i nie lubię jeszcze suszonych moreli. Ale za to uwielbiam szpinak. Ziemniaki, buraki bardzo lubię, cukinię, dynie marynowaną, wszelkiego rodzaju grzyby. Zupy wszelakie, byle nie owocowe, no i zdecydowanie lepiej mi smakują czyste, niż zabielane. Ciasta też lubię wszelkie, byle nie były zbyt suche. Serniczki, nawed te z rodzynkami, pierniczki, babki, najlepiej lukrowane, albo z czekoladą, torty z kremem i owocami, oraz z bezą, te czekoladowe lubię jakby mniej. Jak są nasączone alkoholem też nie przepadam. Z ciast lubię jeszcze takie z galaretką. owocami i biszkoptem, jabłeczniki, serniki na zimno i tarty, oraz różne babeczki i ciastka, byle nie z alkoholem. Lubię też wszelkie sałatki, nawet te z fetą i oliwkami, bo zarówno fetę, jak i oliwki uwielbiam. Nie mam też problemu z tym, żeby zjeść coś egzotycznego, jestem otwarta na nowe smaki i jeśli tylko nie będzie to coś mięsnego chętnie spróbuję.

--
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.

#296

Nie, no cośty, są z ziemniaków z twarogiem.
-- (Julitka):
@Agata Ale wiesz, że ruskie są z mięsem?

--
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.

#297 Edited

Wegetarianizm a weganizm to co innego.

-- (misiek):
Nie wiem jaki był twój powód przejścia na wegetarianizm, ale ryby to zwierzęta, więc hmmmm.
-- (Agata.d):
No to teraz na mnie kolej, bo w tym wątku jeszcze się nie wypowiedziałam. U mnie to wszystko trochę skąplikowane jest, bo od jakiegoś czasu jestem wegetarianką. Wszystko więc trzeba podzielić u mnie na dwa etapy. Z czasów, jak jeszcze miąsko jadałam i tych, w których już nie jadam. No to jak jadałam lubiłam schabowe, wszelkie rolady zawijane, mięska faszerowane. Udka z kurczaka pieczone, wszelkie pekluweczki domowej roboty na kanapeczki. Szynek i wędlinek raczej nie tykałam tych, co możemy dostać w sklepach, jakieś to wszystko takie obślizłe i mokre mi się wydawało, a przez to obrzydliwe, wybierałam raczej kiełbaski podsuszane, krakowską na przykład. lub od takiego pana u nas ze wsi, który sam wędlinki i kiełbasy robił i wędził. Za kotletami mielonymi nie przepadałam, lubiłam za to pulpety i zrazy. No i wszelakie pasztety, a także wątróbkę, lecz tylko drobiową. Karkówkę z grilla też mi się zdarzało jadać. Za kebabami nigdy nie przepadałam, czasem się zjadło, ale tylko wtedy, gdy ktoś zamawiał. Tak sama z siebie nigdy nie miałam na to ochoty. Zdecydowanie wolałam burgery, ze stripsem, lub kotletem wołowym. Za choddogami nie przepadałam nigdy, ale pewnie to dlatego, że nie lubię zbytnio paruwek, jakoś zaufania nigdy do nich nie miałam.
No i to chyba tyle, jeśli chodzi o mięsiwa. Teraz weźmiemy się za inne rzeczy. Jako, że jestem ihtio wegetarianką, to jadam też ryby. Niestety na chwilę obecną nie umiem z nich zrezygnować, choć może kiedyś to zrobię. Uwielbiam je pod każdą postacią, wędzone, smarzone, gotowane, pieczone i surowe, bo jadam też i uwielbiam sushi. Owoce moża też chętnie jadam. Uwielbiam też jajka, najchętniej sporzywam gotowane na miękko, sadzonymi i jajecznicą też nie pogardzę, ale musi być ona bez cebuli, bo smarzonej nie cierpie, no i teraz już bez boczku, czy innej kiełbaski. Bardzo lubię mleko i jego przetwory, a także wszystkie ważywka konserwowe, za kiszonymi nie przepadam jakoś, ogórki czasem od biedy zjem, ale kapusty kiszonej to już nie zniese, no chyba, że jest to kimhi. Ogólnie jestem można by żec ważywiarą. Lubię chyba wszystkie ważywa, te bardziej i mniej znane, tak samo jak owoce. Jedynymi owocami za jakimi nie przepadam są śliwki. No i nie lubię jeszcze suszonych moreli. Ale za to uwielbiam szpinak. Ziemniaki, buraki bardzo lubię, cukinię, dynie marynowaną, wszelkiego rodzaju grzyby. Zupy wszelakie, byle nie owocowe, no i zdecydowanie lepiej mi smakują czyste, niż zabielane. Ciasta też lubię wszelkie, byle nie były zbyt suche. Serniczki, nawed te z rodzynkami, pierniczki, babki, najlepiej lukrowane, albo z czekoladą, torty z kremem i owocami, oraz z bezą, te czekoladowe lubię jakby mniej. Jak są nasączone alkoholem też nie przepadam. Z ciast lubię jeszcze takie z galaretką. owocami i biszkoptem, jabłeczniki, serniki na zimno i tarty, oraz różne babeczki i ciastka, byle nie z alkoholem. Lubię też wszelkie sałatki, nawet te z fetą i oliwkami, bo zarówno fetę, jak i oliwki uwielbiam. Nie mam też problemu z tym, żeby zjeść coś egzotycznego, jestem otwarta na nowe smaki i jeśli tylko nie będzie to coś mięsnego chętnie spróbuję.

--

--

#298

Pokarm zwierzęcopochodny nie znaczy pokarm ze zwierzęcia.
-- (DJGraco):
Wegetarianizm a weganizm to co innego.

-- (misiek):
Nie wiem jaki był twój powód przejścia na wegetarianizm, ale ryby to zwierzęta, więc hmmmm.
-- (Agata.d):
No to teraz na mnie kolej, bo w tym wątku jeszcze się nie wypowiedziałam. U mnie to wszystko trochę skąplikowane jest, bo od jakiegoś czasu jestem wegetarianką. Wszystko więc trzeba podzielić u mnie na dwa etapy. Z czasów, jak jeszcze miąsko jadałam i tych, w których już nie jadam. No to jak jadałam lubiłam schabowe, wszelkie rolady zawijane, mięska faszerowane. Udka z kurczaka pieczone, wszelkie pekluweczki domowej roboty na kanapeczki. Szynek i wędlinek raczej nie tykałam tych, co możemy dostać w sklepach, jakieś to wszystko takie obślizłe i mokre mi się wydawało, a przez to obrzydliwe, wybierałam raczej kiełbaski podsuszane, krakowską na przykład. lub od takiego pana u nas ze wsi, który sam wędlinki i kiełbasy robił i wędził. Za kotletami mielonymi nie przepadałam, lubiłam za to pulpety i zrazy. No i wszelakie pasztety, a także wątróbkę, lecz tylko drobiową. Karkówkę z grilla też mi się zdarzało jadać. Za kebabami nigdy nie przepadałam, czasem się zjadło, ale tylko wtedy, gdy ktoś zamawiał. Tak sama z siebie nigdy nie miałam na to ochoty. Zdecydowanie wolałam burgery, ze stripsem, lub kotletem wołowym. Za choddogami nie przepadałam nigdy, ale pewnie to dlatego, że nie lubię zbytnio paruwek, jakoś zaufania nigdy do nich nie miałam.
No i to chyba tyle, jeśli chodzi o mięsiwa. Teraz weźmiemy się za inne rzeczy. Jako, że jestem ihtio wegetarianką, to jadam też ryby. Niestety na chwilę obecną nie umiem z nich zrezygnować, choć może kiedyś to zrobię. Uwielbiam je pod każdą postacią, wędzone, smarzone, gotowane, pieczone i surowe, bo jadam też i uwielbiam sushi. Owoce moża też chętnie jadam. Uwielbiam też jajka, najchętniej sporzywam gotowane na miękko, sadzonymi i jajecznicą też nie pogardzę, ale musi być ona bez cebuli, bo smarzonej nie cierpie, no i teraz już bez boczku, czy innej kiełbaski. Bardzo lubię mleko i jego przetwory, a także wszystkie ważywka konserwowe, za kiszonymi nie przepadam jakoś, ogórki czasem od biedy zjem, ale kapusty kiszonej to już nie zniese, no chyba, że jest to kimhi. Ogólnie jestem można by żec ważywiarą. Lubię chyba wszystkie ważywa, te bardziej i mniej znane, tak samo jak owoce. Jedynymi owocami za jakimi nie przepadam są śliwki. No i nie lubię jeszcze suszonych moreli. Ale za to uwielbiam szpinak. Ziemniaki, buraki bardzo lubię, cukinię, dynie marynowaną, wszelkiego rodzaju grzyby. Zupy wszelakie, byle nie owocowe, no i zdecydowanie lepiej mi smakują czyste, niż zabielane. Ciasta też lubię wszelkie, byle nie były zbyt suche. Serniczki, nawed te z rodzynkami, pierniczki, babki, najlepiej lukrowane, albo z czekoladą, torty z kremem i owocami, oraz z bezą, te czekoladowe lubię jakby mniej. Jak są nasączone alkoholem też nie przepadam. Z ciast lubię jeszcze takie z galaretką. owocami i biszkoptem, jabłeczniki, serniki na zimno i tarty, oraz różne babeczki i ciastka, byle nie z alkoholem. Lubię też wszelkie sałatki, nawet te z fetą i oliwkami, bo zarówno fetę, jak i oliwki uwielbiam. Nie mam też problemu z tym, żeby zjeść coś egzotycznego, jestem otwarta na nowe smaki i jeśli tylko nie będzie to coś mięsnego chętnie spróbuję.

--

--

--
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.

#299 3 likes

Tak, zgadzam się, że ryby to zwierzęta. Są jednak dopuszczane w diecie ihtio-wegetariańskiej/ I to niestety moja słabość, nie potrafię jeszcze z nich zrezygnować, ale nie jest powiedziane, że kiedyś tego nie zrobię.
-- (misiek):
Nie wiem jaki był twój powód przejścia na wegetarianizm, ale ryby to zwierzęta, więc hmmmm.
-- (Agata.d):
No to teraz na mnie kolej, bo w tym wątku jeszcze się nie wypowiedziałam. U mnie to wszystko trochę skąplikowane jest, bo od jakiegoś czasu jestem wegetarianką. Wszystko więc trzeba podzielić u mnie na dwa etapy. Z czasów, jak jeszcze miąsko jadałam i tych, w których już nie jadam. No to jak jadałam lubiłam schabowe, wszelkie rolady zawijane, mięska faszerowane. Udka z kurczaka pieczone, wszelkie pekluweczki domowej roboty na kanapeczki. Szynek i wędlinek raczej nie tykałam tych, co możemy dostać w sklepach, jakieś to wszystko takie obślizłe i mokre mi się wydawało, a przez to obrzydliwe, wybierałam raczej kiełbaski podsuszane, krakowską na przykład. lub od takiego pana u nas ze wsi, który sam wędlinki i kiełbasy robił i wędził. Za kotletami mielonymi nie przepadałam, lubiłam za to pulpety i zrazy. No i wszelakie pasztety, a także wątróbkę, lecz tylko drobiową. Karkówkę z grilla też mi się zdarzało jadać. Za kebabami nigdy nie przepadałam, czasem się zjadło, ale tylko wtedy, gdy ktoś zamawiał. Tak sama z siebie nigdy nie miałam na to ochoty. Zdecydowanie wolałam burgery, ze stripsem, lub kotletem wołowym. Za choddogami nie przepadałam nigdy, ale pewnie to dlatego, że nie lubię zbytnio paruwek, jakoś zaufania nigdy do nich nie miałam.
No i to chyba tyle, jeśli chodzi o mięsiwa. Teraz weźmiemy się za inne rzeczy. Jako, że jestem ihtio wegetarianką, to jadam też ryby. Niestety na chwilę obecną nie umiem z nich zrezygnować, choć może kiedyś to zrobię. Uwielbiam je pod każdą postacią, wędzone, smarzone, gotowane, pieczone i surowe, bo jadam też i uwielbiam sushi. Owoce moża też chętnie jadam. Uwielbiam też jajka, najchętniej sporzywam gotowane na miękko, sadzonymi i jajecznicą też nie pogardzę, ale musi być ona bez cebuli, bo smarzonej nie cierpie, no i teraz już bez boczku, czy innej kiełbaski. Bardzo lubię mleko i jego przetwory, a także wszystkie ważywka konserwowe, za kiszonymi nie przepadam jakoś, ogórki czasem od biedy zjem, ale kapusty kiszonej to już nie zniese, no chyba, że jest to kimhi. Ogólnie jestem można by żec ważywiarą. Lubię chyba wszystkie ważywa, te bardziej i mniej znane, tak samo jak owoce. Jedynymi owocami za jakimi nie przepadam są śliwki. No i nie lubię jeszcze suszonych moreli. Ale za to uwielbiam szpinak. Ziemniaki, buraki bardzo lubię, cukinię, dynie marynowaną, wszelkiego rodzaju grzyby. Zupy wszelakie, byle nie owocowe, no i zdecydowanie lepiej mi smakują czyste, niż zabielane. Ciasta też lubię wszelkie, byle nie były zbyt suche. Serniczki, nawed te z rodzynkami, pierniczki, babki, najlepiej lukrowane, albo z czekoladą, torty z kremem i owocami, oraz z bezą, te czekoladowe lubię jakby mniej. Jak są nasączone alkoholem też nie przepadam. Z ciast lubię jeszcze takie z galaretką. owocami i biszkoptem, jabłeczniki, serniki na zimno i tarty, oraz różne babeczki i ciastka, byle nie z alkoholem. Lubię też wszelkie sałatki, nawet te z fetą i oliwkami, bo zarówno fetę, jak i oliwki uwielbiam. Nie mam też problemu z tym, żeby zjeść coś egzotycznego, jestem otwarta na nowe smaki i jeśli tylko nie będzie to coś mięsnego chętnie spróbuję.

--

--
Nigdy nie można być pewnym, że to co już masz będzie Ci dane na zawsze, a pewne w życiu są tylko dwie rzeczy, śmierć i podatki.

#300

To pozostaje mi życzyć powodzenia w wytrwałości.
-- (Agata.d):
Tak, zgadzam się, że ryby to zwierzęta. Są jednak dopuszczane w diecie ihtio-wegetariańskiej/ I to niestety moja słabość, nie potrafię jeszcze z nich zrezygnować, ale nie jest powiedziane, że kiedyś tego nie zrobię.
-- (misiek):
Nie wiem jaki był twój powód przejścia na wegetarianizm, ale ryby to zwierzęta, więc hmmmm.
-- (Agata.d):
No to teraz na mnie kolej, bo w tym wątku jeszcze się nie wypowiedziałam. U mnie to wszystko trochę skąplikowane jest, bo od jakiegoś czasu jestem wegetarianką. Wszystko więc trzeba podzielić u mnie na dwa etapy. Z czasów, jak jeszcze miąsko jadałam i tych, w których już nie jadam. No to jak jadałam lubiłam schabowe, wszelkie rolady zawijane, mięska faszerowane. Udka z kurczaka pieczone, wszelkie pekluweczki domowej roboty na kanapeczki. Szynek i wędlinek raczej nie tykałam tych, co możemy dostać w sklepach, jakieś to wszystko takie obślizłe i mokre mi się wydawało, a przez to obrzydliwe, wybierałam raczej kiełbaski podsuszane, krakowską na przykład. lub od takiego pana u nas ze wsi, który sam wędlinki i kiełbasy robił i wędził. Za kotletami mielonymi nie przepadałam, lubiłam za to pulpety i zrazy. No i wszelakie pasztety, a także wątróbkę, lecz tylko drobiową. Karkówkę z grilla też mi się zdarzało jadać. Za kebabami nigdy nie przepadałam, czasem się zjadło, ale tylko wtedy, gdy ktoś zamawiał. Tak sama z siebie nigdy nie miałam na to ochoty. Zdecydowanie wolałam burgery, ze stripsem, lub kotletem wołowym. Za choddogami nie przepadałam nigdy, ale pewnie to dlatego, że nie lubię zbytnio paruwek, jakoś zaufania nigdy do nich nie miałam.
No i to chyba tyle, jeśli chodzi o mięsiwa. Teraz weźmiemy się za inne rzeczy. Jako, że jestem ihtio wegetarianką, to jadam też ryby. Niestety na chwilę obecną nie umiem z nich zrezygnować, choć może kiedyś to zrobię. Uwielbiam je pod każdą postacią, wędzone, smarzone, gotowane, pieczone i surowe, bo jadam też i uwielbiam sushi. Owoce moża też chętnie jadam. Uwielbiam też jajka, najchętniej sporzywam gotowane na miękko, sadzonymi i jajecznicą też nie pogardzę, ale musi być ona bez cebuli, bo smarzonej nie cierpie, no i teraz już bez boczku, czy innej kiełbaski. Bardzo lubię mleko i jego przetwory, a także wszystkie ważywka konserwowe, za kiszonymi nie przepadam jakoś, ogórki czasem od biedy zjem, ale kapusty kiszonej to już nie zniese, no chyba, że jest to kimhi. Ogólnie jestem można by żec ważywiarą. Lubię chyba wszystkie ważywa, te bardziej i mniej znane, tak samo jak owoce. Jedynymi owocami za jakimi nie przepadam są śliwki. No i nie lubię jeszcze suszonych moreli. Ale za to uwielbiam szpinak. Ziemniaki, buraki bardzo lubię, cukinię, dynie marynowaną, wszelkiego rodzaju grzyby. Zupy wszelakie, byle nie owocowe, no i zdecydowanie lepiej mi smakują czyste, niż zabielane. Ciasta też lubię wszelkie, byle nie były zbyt suche. Serniczki, nawed te z rodzynkami, pierniczki, babki, najlepiej lukrowane, albo z czekoladą, torty z kremem i owocami, oraz z bezą, te czekoladowe lubię jakby mniej. Jak są nasączone alkoholem też nie przepadam. Z ciast lubię jeszcze takie z galaretką. owocami i biszkoptem, jabłeczniki, serniki na zimno i tarty, oraz różne babeczki i ciastka, byle nie z alkoholem. Lubię też wszelkie sałatki, nawet te z fetą i oliwkami, bo zarówno fetę, jak i oliwki uwielbiam. Nie mam też problemu z tym, żeby zjeść coś egzotycznego, jestem otwarta na nowe smaki i jeśli tylko nie będzie to coś mięsnego chętnie spróbuję.

--

--

--
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.