Przede wszystkim nie ma sensu powielanie gier, które są na Playroomie i RS-ie, może poza jakimiś najbardziej popularnymi, bo i po co to robić, skoro np uno jest i tu, i tu?
Nie, mi jednak to nie bardzo pasuje. Nie łączyłbym jednego i drugiego.. Bo może ktoś by chciał pogadać bez kart, a ktoś inny po prostu po grać bez gadania. A jeszce inny z jednym i drugim.
Sygnatura – Uczcij poległych i cierpiących ocalałych ciężką pracą, ponieważ porażka zawsze może się zdarzyć, jednak nigdy nie staraj się udawać, że jesteś doskonały, ponieważ prowadzi to do gorszego końca niż porażka, wiedzie na ścieżkę hańby i nikczemności.
Polskie Monopoly tj. z naszymi nazwami. Wyszło coś takiego, sam w to grałem albo w ogóle personalizowane tj każdy może stworzyć własną planszę z własnymi nazwami pól, dźwiękami na pionki itd. Jest jesszcze jakaś gra, a w zasadzie coraz więcej tego jest biznesowa. Zaczyna się jakoś, że jest rodzinka z kredytem hipotecznym, kiepską pracą itd i trzeba inwestować i tam takie coby wyjść na prostą. Nie pamiętam teraz jak to się zwie. Z resztą w ogóle planszówek jest od zatrzęsienia. Wystarczy lekko grzebnąć w necie i znaleźć tego można dowolne ilości.
A co myślicie o "niebezpiecznej fabryce" z Klango? Dla nie grających w to to, były to takie taśmy, po których leciały z sortowni paczki. I trzeba było paczki segregować na odpowiednie taśmy. Miałem swego czasu tę grę w całości kupioną, ale gdzieś mi się zawieruszyła. Super były te komentarze nadzorcy pilnującego pracowników :)
A to nie jest tak, że jak program jest opuszczony od 5 lat, to można się nad nim znęcać do woli? Znaczy wiem, jeszcze nam trochę do tego brakuje, ale zawsze
Nie wiem, nie znam się, zaznaczam temat. -- (Paulinux): A to nie jest tak, że jak program jest opuszczony od 5 lat, to można się nad nim znęcać do woli? Znaczy wiem, jeszcze nam trochę do tego brakuje, ale zawsze
Nie do końca, prawa autorskie działają tak, że przez lata od publikacji, o ile coś nie jest objęte licencją Creative COmmons, twórcy lub wydawcy mają prawa autorskie, jeśli nie majątkowe, czyli prościej mówiąc nawet, jeśli nie mogą czerpać kasiorki, to z pewnością prawo do tego, by ich dzieło było podpisywane ich nazwiskami, bo ono jest niezbywalne.
Obawiam się, że w tym wypadku książkę od gry niewiele różni. Także z wielkim prawdopodobieństwem prawa do gier Klango ma ich wydawca albo twórcy, a zatem pastwienia się nad nimi bez rozeznania w temacie nie warto zaczynać.