W liceum miałam nauczycielkę o nazwisku Jastrząb. Uczyła chemii i... biologii! Kiedyś zażartowałam z nią, że ma bardzo pasujące nazwisko do tego, czego uczy. Chodziło rzecz jasna o biologię. :)
Chyba nie pisałam tu jeszcze o tym: W internacie przez sześć lat moją wychowawczynią była pani o nazwisku Psuja, z kolei mój narzeczony zna księdza o nazwisku Niepsuj.
Kiedyś miałam inne nazwisko, które zmieniłam na nazwisko paniejskie matki. nazwisko ojca jest bardzo podobne do teraźniejszego: Kapała. Raz na Tynieckiej była jakas akademia i przedstawiono mnie jako "Karina Michała", a wtedy akurat miałam takiego Michała. ;) Moja mama w pracy ma kogoś o nazwisku Fiuk, więc łatwo o przesłuchy, ale jednak moim faworytem jest chyba prezenter Ziemowit Pędziwiatr.
Przypomniałeś mi właśnie, że ja na studiach miałam wykładowcę o nazwisku Motyka. (Pitef): Oficjalnie na stronie fundacji Szansa jest kobita, która nazywa się Łopata, a w Altixie człowiek Maciej motyka. Niezły duet można by z tego zkminić.