Wrzątek można nalewać na ciężar, co prawda trzeba nieco podnieść kubek, no al jak go gdzieś się niesie np. z kuchni do pokoju to także się go podnosi.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
Nie nalewamy wrzątku z kubkiem w powietrzu! Nawet nad zlewem!
Kubek musi stać stabilnie, najlepiej nie bezpośrednio na blacie, ale na tacy. Są takie do kupienia w sklepach ze sprzętem gospodarstwa domowego. Taka taca ma zawinięte brzegi, i jest dość głęboka. Więc nawet, jeśli przelejemy, to wpierw poleci na tacę, a nie po blacie i w najgorszym razie nogach zalewającego.
Dobrze też, jeśli czajnik ma dziubek z zagięciem, wtedy łatwiej oprzeć o kubek czy szklankę.
No i na sam początek, polecam nie napełniać czajnika całkowicie, połowa pojemności wystarczy. Czajnik wtedy jest lżejszy, i łatwiej go podnosić. Lwica, ja w twoim wieku zaczynałam, więc jeśli się nie boisz, to możesz spokojnie próbować, ale wiadomo że nic na siłę. A noszenie wrzątku?
Cóż. Tak na serio odważyłam się stosunkowo nie dawno, bo jakiś rok temu. Ale daję radę. Nie poruszam się z wrzątkiem na nie znanym terenie i w obecności małych dzieci.
Sygnatura:
Cis najzieleńszy jest zimą; ma zwyczaj śpiewać kiedy płonie.
No, to jest zdecydowanie słaby pomysł. Ale to po prostu słychać, ile już tej wody się nalało. Ja sobie bardzo długo bez czujnika radziłam i ten czujnik też nie zawsze się sprawdza, bo nie w każdej sytuacji chcemy mieć pełną szklankę.
Staram się unikać kiedy tylko mogę noszenia jakichkolwiek gorących płynów w kubku czy talerzu gdziekolwiek. Wolę już postawić wszystko na stole i przynieść czajnik czy zupę tam i nalać na miejscu.
A to ja tak postępuję, gdy coś robięw jakiejś misce, np. kisiel ekspresowy czy zupkę chińską. Łatwiej wziąć czajnik z bufetu na stół, niż z gorącą miską iść.
Sygnatura:
Cis najzieleńszy jest zimą; ma zwyczaj śpiewać kiedy płonie.
Dokładnie. Choć ja, na Wigilię nosiłam miski z barszczem czerwonym, ku przerażeniu domowników. I, uwaga, nie rozlałam! Ale zgadzam się, zdecydowanie łatwiej nalewać na miejscu.
Wracając jeszcze do tego palca, skoro wam to nie przeszkadza, to w sumie nikt nie powinien mieć nic przeciwko, bo jak się gotuje jakąś potrawę t także używa się rąk.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
Ja ostatnio koleżance herbatę robiłam. Czujnik odmówił współpracy, więc zalałam na palec. Przedtem porządnie umyłam ręce. Ona to widziała, więc też problemu nie miała z tym, że wkładam palec do szklanki.
Ale jak bardziej oficjalnie, to zawsze z czujnikiem.
Sygnatura:
Cis najzieleńszy jest zimą; ma zwyczaj śpiewać kiedy płonie.
Oczywiście, przyjęte jest, że w taki sposób się nie nalewa, ale z higienicznego punktu widzenia jest ok :)
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
Nie wiem co jest w tym nie estetyczne. przecież w tym kubku nie miesza się palcem, więc tak na prawdę kropla wody dotyka tego palca. Przynajmniej tak uważam.
Ja bym sobie tego nie życzyła, żeby ktoś maczał paluchy w moim napoju. Są od tego czujniki, a i też jak szklanka jest cienka to da się wyczuć po temperaturze ile jest nalane dotykając tej szklanki.
Jeśli chodzi o mnie, to jak robię herbatę do takiego dużego trzylitrowego garka, to nalewam wodę do czajnika elektrycznego, potem gotuję, a potem wkładam czujnik poziomu cieczy do garka i jak mi ten czujnik zapika to znaczy, że już jest pełny garnek. Z tego garka nie tylko ja korzystam, korzystają też moi rodzice. Pozdrawiam.