Inne

Odgromnik religijny.

Started by tomecki 648 posts last post 3 years ago Page 33 of 33

#641 2 likes

Być może. Tak to zazwyczaj jest, że wierzący uważają, że są szczęśliwsi dzięki wierze, a niewierzący, że są szczęśliwsi z powodu jej braku. Nie dogodzisz wszystkim na tym świecie. :D
Miarą miłości jest miłość bez miary

#642 2 likes

Tak właściwie, to czym mierzymy to poczucie szczęścia?
____________Panu się zdaje, że życie polega na tym, żeby dorosnąć. Co? Być dorosłym; zdać egzamin; zadośćuczynić normom. A co to jest norma? Czy pan, jako psychiatra może mi odpowiedzieć? Co to jest norma? Nie może pan, bo to jest g**no.

#643 1 like

Hm. Ilością uśmiechu i śmiechu w stosunku smutku i płaczu? :D
Miarą miłości jest miłość bez miary

#644

Niedługo na moim blogu powstanie długi post świadczący o tym, że nawet tzw. "kato" też mają wątpliwości i problemy, że to też ludzie i indoktrynacji stałej poprzez pranie mózgu nie odczuwają. :) Także radzę oczekiwać.
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#645 Edited

Nieprawda, nie zgodzę się z tym. Jeżeli brać to w ten sposób, to Chrześcijanie są bardzo smutni, wierząc w Boga. Często są smutniejsi, mniej spełnieni, mają depresję lub niepozamykane sprawy psychologiczne od ateistów i agnostyków. Ci ostatni, może nie tak bardzo ograniczani trudnymi do ułożenia w głowie zasadami KKK, pracują nad świadomością samego siebie, swoich potrzeb, słabych i mocnych stron. Śmieją się częściej i płaczą rzadziej.
Z resztą samo Chrześcijaństwo, tak z perspektywy Biblii jak i zeznań świętych i teologów, mówi, z resztą słusznie, że wiara w Chrystusa nie oznacza od razu przejścia ze smutku do trwającej wiecznie euforii i wyłączenia z obiegu wszelkich zmartwień. To nie tak działa. A przynajmniej nie musi. Wręcz przeciwnie.
Wg mnie to raczej życie w harmonii z samym sobą. To umiejętność powiedzenia sobie "u mnie wszystko ok" pomimo smutków, które są naszym udziałem. To jest taka radość wewnętrzna, której nie mierzy się śmiechem i płaczem.
-- (Tygrysica):
Hm. Ilością uśmiechu i śmiechu w stosunku smutku i płaczu? :D

--
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#646

Nie mam na myśli wiecznej euforii. Sama obecność Jezusa w moim życiu jest ogromną radością. Cierpienie oczywiście też mi towarzyszy, ale cierpienie to nie jest smutek. Smutek jest emocją, cierpienie jest stanem odczuwanym w postaci bólu, fizycznego lub psychicznego. W każdym cierpieniu jest jednak conajmniej jedna kropla radości: przeżywam je razem z Panem.
Miarą miłości jest miłość bez miary

#647

Tym niemniej smutek także towarzyszy człowiekowi, nawet często, niezaleznie od tego, czy z nim jest, czy nie.
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#648

Gdyby nie było smutku, nie byłoby też radości. To znaczy byłaby, ale my nie wiedzielibyśmy, że to radość. Odczuwając jedno i drugie jesteśmy bardziej w stanie odczuć radość w porównaniu do smutku.

Ale nie o tym jest ten wątek. Rzadko bywam smutna, a tym rzadziej, im częściej uczestniczę w Eucharystii.
Miarą miłości jest miłość bez miary