Po pierwsze, waga Waszą przyjaciółką. Przez jakiś czas nie miałam takiej mówiącej, a i tak musiałam od czasu do czasu poprosić, żeby ktoś mi coś zważył. Wagi, jak już pojawiła się w kuchni, zaczęła nawet używać moja mama, która wcześniej to zawsze na oko wszystko. :) Waga też pomaga, jeśli jesteście totalnie zieloni w tym, ile może ważyć np. taka cebula czy pomidor i czy jak jest w przepisie napisane, że trzeba 400 g pomidorów, to czy wystarczą dwa, czy trzeba 3 albo ile to jest 100 g papryki i czy taka mała, co ją macie w lodówce, będzie do tego ok. Nie musicie się tym jakoś szczególnie sugerować, ja na przykład lubię cebulę i paprykę i często dodaję więcej niż jest w przepisie, ale swego czasu pomogło mi takie organoleptyczne ogarnięcie, co ile waży.
Ważyć możecie też wodę – 1 g wody to to samo co 1 ml wody, przydatne. :) Przy mleku to już się odrobinkę różni. Próbowałam używać miarek, do tej pory mam gdzieś miseczki o różnych pojemnościach, ale jakoś nie zostałam ich fanką i zazwyczaj każę Gemini przeliczać mililitry na gramy. Robię tak też przy śmietance czy choćby rzeczach typu sos sojowy. Czasem też przy przyprawach, ale w sumie nie mam do tego cierpliwości i najczęściej używam łyżeczki.
Do przypraw, moim zdaniem, najlepsze są takie wgłębione łyżeczki, mają bardziej kulisty kształt – z płaskich wszystko mi spada i jakoś mam mniejszą kontrolę nad tym, ile właściwie sypnęłam. :) Miałam gdzieś te łyżeczki w różnych pojemnościach, ale że najczęściej wykorzystuję tę o pojemności 5 g i 15 g, czyli mała i duża łyżka, to reszta mniejszych gdzieś mi się zgubiła. Trochę szkoda.
Do płynów i rzeczy bardziej płynnych świetnie sprawdzają się strzykawki. Takiej strzykawki używam np. żeby przenieść z miski na naleśnikarkę ciasto na naleśniki albo żeby odmierzyć konkretną ilość oleju, choć zależy, w czym ten olej mam.