Literatura

Fanfiction, inspiracja, plagiat

Started by Elanor 61 posts last post 1 month ago Page 4 of 4

#61

Zdałem sobie sprawę z faktu, że nie pisałem nigdy w tym wątku. Brałem udział w niezliczonych podobnych dyskusjach na innych forach, a jakoś tutaj mi mignęło. Powiem więc, co sobie wymyśliłem przez tych kilka latek.

Zacząłbym od stwierdzenia, że fanfiction istnieje tak długo, jak istnieje literatura, choć wtedy nikt tak tego nie nazywał. No bo zobaczcie: wszystkie wielkie mitologie świata bazowały na jednym systemie wierzeń, w który wpisywano kolejne elementy. Owszem, można argumentować, że nie można łączyć idei mitologii z literaturą, ale ja pewne podobieństwa widzę. :) Ba, mieliśmy sobie taką Iliadę, wielką Wojnę Trojańską, te sprawy, a więc ludziom zachciewało się wysnuwać z niej kolejne wątki. Czego apogeum mieliśmy w przypadku Eneidy i tego, że Rzymianie też postanowili się dołączyć do zabawy i wywodzić swój ród z Troi.
Mitologia dalej żyła całe średniowiecze, a nawet Kochanowski dołączył się do tego fanfickowego szaleństwa, pisząc Odprawę Posłów Greckich.

Troszkę sobie naturalnie żartuję powyżej, ale chodzi mi o pokazanie pewnego mechanizmu. Ludzie od zawsze potrzebowali dodawać swoje grosze, swoje pomysły do istniejących dzieł. Przybrało to zjawisko bardzo ostatnio dzięki Internetowi i popularyzacji literackiej, ale nie uważam go za nic nowego.
Wydaje mi się, że najwięcej tego działo się za naszego dzieciństwa. W okolicy roku 2010 Internet pękał od blogów z, zazwyczaj marną, twórczością.

Kiedyś wychodziłem z założenia, że fanfiction szanuję, często na ró∑wni z pierwowzorem, ale pod warunkiem pewnej jakości. Bo, rzeczywiście, nie da się ukryć, że 99% tego co znajdujemy w sieci to są teksty bardzo niskich lotów, bez warsztatu, naiwne i o konkretnym celu. Dzisiaj nie byłbym już taki surowy.
Fanfiction to jest naprawdę świetny sposób na uczenie się pisania, kształtowanie pewnych umiejętności. A nikt nie rodzi się z umiejętnościami pisarskimi Tolkiena czy Sapkowskiego. Jeśli ludzie tak ćwiczą swoją wyobraźnię, szukają innych konceptów, rozwijają świat, to tylko wygrana. Dla autora, że tak zainspirował czytelnika, dla czytelnika, że ćwiczy myślenie i pisanie, dla społeczności, jeśli tekst jest wysokiej wartości.

Przypomina mi się pewna teza, którą kiedyś wygłosił mój polonista w gimnazjum. I choć może brzmieć kontrowersyjnie, coś w tym jest. W momencie, gdy książka trafia do druku, autor zrównuje się w prawie do jej interpretacji z czytelnikiem.
Dlatego przykro się czyta autorów, którzy są gotowi krytykować, ganiać i obrażać twórczość fanowską na każdym etapie, co dla przykładu robi zdaje się George Martin. Z drugiej strony są światy, do których w pełni świadomie powstawały autorskie, profesjonalne antologie opowiadań, często wprawiające w zachwyt i pierwotnego pisarza.

A to, że wśród fanfików mamy perełki, teksty tak dobre, że zasługują na wydanie i cześć? To już inny, szeroki temat. Prawa autorskie niosą dużo dobrego, ale też dużo złego, zwłaszcza gdy pisarz nie żyje, a na jego dziedzictwie zbija się tylko pieniądze.
#StandWithUkraine

Shoot for the Moon. Even if you miss, you'll land among the stars.