-- (Pitef):
No cóż. W tego rodzaju temacie, staram się zazwyczaj uświadomić, że pani sprzedawczyni/ pan sprzedawca właśnie ma obowiązek pomóc osobie ze szczegulnymi potrzebami. Żeby była jasność. Nie robię tego na chama i nie grzecznie, ale staram się to zwyczajnie tłumaczyć podpierając argumentami. Jeśli jest kolejka, to czekam na boczku, i podchodzę albo jak już nikogo nie ma, albo w momencie, kiedy zostanę poproszony przez obsługę. Zawsze oczywiście jestem nadwyraz miły, mam tendencje do dofcipów i w na ten moment 100% miejsc w których zakupy robię, jest to odbierane bardzo bardzo pozytywnie. Nie raz np. żartobliwie jednej czy drugiej panience za kasą potrafię powiedzieć, że normalnie za taką profesjonalną i cierpliwą obsługę jakieś ładne kwiatuszki się należą, a i kawkę jednej pani z automatu żabpkowego postawiłem, tak że myślę, iż nie ma co się poddawać po pierwszym razie i zniechęcać się do zakupów. Osobiście wychodzę z założenia, że my niewidomi, tak jak osoby na wózkach i o kulach, czy tam z innymi niepełnosprawnościami, powinniśmy jak najczęściej właśnie wychodzić z tej strefy własnego komfortu. Wychodzę zwyczajnie z założenia, że mogę kiedyś zostać sam sobie, i będę musiał sobie ze wszystkim lepiej lub gożej poradzić. Z chęcią więc naprawiałem z ojcem samochody, składałem od dzieciaka komputery, wymieniałem butlę z gazem w domostwie rodzinnym, przekopywałem ogródek, rozstawiałem wielki basen i składałem go na zimę, wszelkie meble/ mebelki/ krzesełka/ stoliki i inne pierdoły skręcałem. Ojciec nigdy mnie nie izolował od takich rzeczy. Mama natomiast na moją prośbę uczyła jak składać ubrania, jak wieszać pranie, jak dobrze i efektywnie czyścić meble/ odkurzać, jak zmywać, jak przebierać pościel, jak czyścić kibel i inne łazienkowe armatury, jak czyścić kuchnię, jak kroić warzywa i tp. Tras też się uczyłem z bratem, potem z rodzicami a na końcu z nauczycielką ze szkoły. Co do tej butli z gazem: Miałem 12 lat, ojciec kazał przynieść i wymienić. Idę do komórki, tam na podłodze 5 wielkich skrzyń z narzędziami, z lewej regał, z prawej 2 rowery, przejść nie za bardzo komfortowo dało radę, pod sufitem zwisające jakieś metalowe elementy, węże, kable i przedłużacze, a butla z gazem zawieszona praktycznie pod sufitem tak, że jej dno miałem nad głową. Uwierzcie mi, godzinę się męczyłem, ale powiedziałem sobie, że ją zdejmę. Całą pełną butlę z gazem, jako 12 letni szczyl, musiałem się z ową butlą wytarabanić z komórki, zanieść do domu, odłączyć starą, wymienić uszczelkę, podłączyć nową, i zanieść do komórki starą/ powiesić ją na tym samym chaku. Nikt się nade mną nie spuszczał, nie było litości i głaskania po główce i buzi. Rodzice, co by o nich nie mówić, nie wykształceni ludzie, mający stricte chłopskie podejście do wychowania, wychowywali mnie w myśl jednego zdania: Kopa w dupę, i wypier****j do roboty. Za to, za co kiedyś ich nienawidziłem, teraz kocham jak szalony, bo ciężko mi znaleźć w życiu na ten moment sytuację, w której lepiej lub gożej bym sobie nie poradził.
--