Witam serdecznie, zauwarzyłem , że na stronie elten gdy np. Korzystamy z bloga i tworzymy nowy spis, to gdy źle napiszemy dane słowo ono się podkreśla zdaje sobie sprawe iż nvda oznajmia to lecz gdy uruchuomimy menu kontektowe fm + shiwt + F10 w moim przypadku to wywietla nam się lista z słowami do wyboru. Pozdrawiam. P.S. Google chrome.
1. Ale czy tagi html nie są wspierane przez samego markdown jako część jego specyfikacji? Albo są albo to nieoficjalne extension wspierane przez (prawie) wszystko. 2. Nie wiem jak z xss, ale zastanawiam sie jak robi to np. Github, gdzie Markdown to codzienność a tam html chyba działa. Jakiś kompetentny parser przerabiający to na html powinien jakieś anty xss ieć. 3. Najprostsze rozwiązanie to zagnieżdżenie posta w głupim iframe i problem z głowy. 4. Co do linków, strony powinny być pisane tak, że przejście do linka nic ci złego nie zrobi. Jak user chce to user sprawdzi pod ctrl+l, większość i tak i tak nie sprawdzi. Mało kto wie jak (ja umiem tylko zrobić kopiuj i gdzieś wkleić). 5. Wychodzą pola tekstowe, oj wychodzą. A jakby tak tylko zagnieździć tu jakiś mały html view...
w związku z przesiadką na Maca, prawie mnie tutaj nie ma. Inne sposoby kontaktu w wizytówce.
@mikolajholysz Nie, obsługa HTML nie należy do specyfikacji MarkDowna, choć bywa często wdrażana. Co do linków, tu nie ma zagrożenia. Jak się otworzy link z klienta, to... otworzy się link z klienta. Bez żadnych ciasteczek sesyjnych itp. Na stronie to samo z resztą.
#StandWithUkraine
Shoot for the Moon. Even if you miss, you'll land among the stars.
Hejka, Taki problem mam, bo zabrałam się za tego kmarkdowna, napisałam chyba jeden wpois na bu ze znacznikami mark down i to nadal są widziane jako znaczniki mark down. Ot krzyżyki widzi jako krzyżyki, gwiazdki jako gwiazdki. Może czegoś nie rozumiem z materiałów które są w sieci o markdownie, ale próbowałam bez zamykania znaczników, z zamykaniem, czyli np. nagłuwek, st.III, to: ### ala ma kota. ### I gdy zapiszę na blogusiu te znaczniki to one czy to przez apkę czy przez stronę u mnie wyglądają tak samo. Nie wiem jak je tak zapisać przed zapisem, by pozapisie nagłuwek był nagłuwkiem, link linkiem itd. Poradzi ktoś coś jak do tego podejść?
Sorry, że się powtarzam, ale myślę, że problem z brakiem pokazywania zawartości linka jest dość poważny, bo pozwala to na bardzo niefajne wprowadzanie użytkowników w błąd co do faktycznego adresu strony. Najprostrzy przykład to np taki: Zobaczcie mój suuper filmik pod adresem[https://youtube.com/watch=?jakiestampierdoly](https://bardzozlosliwastrona.net) no i użytkownik widzi niby adres filmiku, większość enter wciśnie, bo przecież po to ów link jest no i wejdzie na stronę, która np. zaszyfruje dysk. Najprościej byłoby zrobić tak, aby przy próbie otwarcia strony, któej opis linku jest różny od treści pojawiało się pytanie w rodzaju "czy chcesz otworzyć stronę pod adresem..." albo w menu kontekstowym czy gdzieś pod altem była opcja rozwinięcia linku, ale bardziej podoba mi się pierwszy pomysł.
Oj Tomecki, Tomecki, po tobie to się jednak większej świadomości co do działania webu spodziewałem.
To nie jest takie proste, że od, klikasz w linka i strona ci dysk zaszyfruje. Gdyby było, to przecież korzystanie z wszystkich linkoskracaczy typu bit.ly byłobybardzo niebezpieczne, bo równie dobrze mogę zrobić linka bit.ly/mojfilmik, który zaprowadzi mnie na mojazlosliwastrona.com.
Nawet mając kontrolę nad mojazlosliwastrona.com, nie tak łatwo jest zmusić komputer użytkownika do zaszyfrowania dysku. Oczywiście, gdy przeglądarką użytkownika jest internet exploder 6 na Windowsie XP, którego największym feature jest działanie w dwie strony, tj. komputer może przelądać internet, internet może przeglądać komputer, nie jest to wcale takie trudne. Jeżeli użytkownik korzysta jednak z czegoś jakkolwiek nowoczesnego, po prostu wejście na stronę nie wystarczy. Do tego potrzeba najczęściej pobrania pliku .exe (czasem zamaskowanego) i inżynierii społecznej typu "aby obejrzeć ten film potrzebna jest wtyczka". Przed taką, niestety, nawet pokazywanie linków nas nie uchroni.
Weź pod uwagę, że wiele serwisów typu Twitter nie pokazuje często linków pełnych, a tylko skrócone bit.ly/costamcostamcostam i ludzie używają. Klucz to sprawdzić, co jest w pasku adresu po wejściu na stronę (jeżeli strona wymaga czegoś typu login, hasło itp).
Jedyną sytuacją, gdzie same linki mogą być potencjalnie niebezpieczne są exploity na przeglądarki (żadkie, drogie i szybko łatane) i źle zaprojektowane strony, gdzie samym GET można wywołać jakąś akcję, co jest niezgodne ze specyfikacjami HTTP i w dzisiejszych czasach, na szczęście, bardzo żadko stosowane.
w związku z przesiadką na Maca, prawie mnie tutaj nie ma. Inne sposoby kontaktu w wizytówce.
This site uses cookies to enhance your experience.