Gdy słucham moich ulubionych artystów, to niemalże czuję całym sobą, że jestem w salonie odnowy biologicznej. Kompletne odprężenie, ożywczy zdrowotny wiatr we wnętrznościach.
Wiesz co nie wiem co to ma do wątku, bo w nim chyba nie wspominałem o akordeonie, ale odpowiem. No aż takim vixiarzem to ja nie jestem, to ze słucham muzyki klubowej nie musi to oznaczać, są utwory, które bardzo lubię i cenię a nie są to densy trensy ihandsupy. -- (misiek): Graco, ty taki vixiasz i pykałeś na akordeonie?