Przepis jest bardzo prosty, choć czasochłonny. Składniki: 1,5-2 kg karkówki bez kości, 2-4 cebule (w zależności od upodobania i wielkości naczynia/naczyń żaroodpornych), 4 duże papryki, 1 butelka (tak, cała!) ketchupu na jedno naczynie żaroodporne potrawy, Maggi (spore ilości), Ryż (do podania). Sposób przygotowania: 1. Karkówkę kroimy w plastry, cebulę - w piórka lub grubą kostkę, paprykę - w paski. 2. Naprzemiennie układamy warstwami w naczyniu żaroodpornym karkówkę, paprykę i cebulę, ale UWAGA - nie robimy tego poziomo, tzn. na dole jedno na całość naczynia, potem drugie i potem trzecie, tylko układamy je pionowo - stawiamy jakby kawałki karkówki wzdłuż ścianki, potem obok układamy paski papryki (2-3 na sobie), potem sypiemy cebulkę, dalej "stawiamy" kolejną warstwę mięsa lekko dociskając ją do pozostałych warstw itp. Może wydawać się to trudne, no i może nie wyjdzie super estetycznie, zwłaszcza na początku, ale to wcale nie jest trudne. 3. Lejemy na wierzch maggi (wg uznania, ale raczej pół opakowania, niż pół łyżki) i zalewamy to wszystko butelką ketchupu (stopień pikantności w zależności od upodobań). Żeby sosy rozprowadziły się równomiernie, to lejąc robimy jakby delikatnie miejsce palcem, rozsuwając warstwy. Fajnie robić to pasami, tzn. zaczynając od siebie lecimy od prawego skraju naczynia ku dalszej ściance, potem przesuwamy się w lewo i wracamy do nas i tak do lewej krawędzi. Względnie odwrotnie, jak komu pasuje. :) Pamiętamy o robieniu "przedziałków", żeby sos spłynął. Ketchup wyleje nam się kupkami mimo rozlewania równomiernego, więc jak widzimy, że w jednym miejscu jest więcej, to przesuwamy trochę dalej paluchem/łyżką. Wstawiamy do nagrzanego do 200 stopni c piekarnika na 2 godziny i pieczemy pod przykryciem. Można piec nawet dłużej, wtedy na pewno karkówka będzie krucha, a to bardzo ważne. W tym czasie spokojnie ugotuje się ryż do podania. ;) Uwaga, potrawa może brudzić. I zrobi się naprawdę dużo smakowitego sosiku do polewania ryżu. Smacznego!
Dzięki Julitko, już wiem, co zrobię na niedzielny obiad, pytanie jeszcze, czy tę karkówkę jakoś wcześniej trzeba zamarynować? Czy sama ta magi wystarczy?
"Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja." - Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
Magi wystarczy. Pieczenie 2 godziny, nawet ciut ponad, spokojnie ją zamarynuje. Ważna rzecz po ponownym zrobieniu: Warzywa upychać i upychać, nawet jeśli wydaje się, że już wystarczy. Warzyw było za mało, gdy ja robiłam, a one robią robotę. I pieczemy pod przykryciem, raczej nie odkrywamy, nawet pod koniec; jak odkryłam na 5 min, to mi się cebulka już przypalała. Niektórzy to lubią, ale może to przeszkadzać. Acha: Maggi nie za dużo. Ja przesadziłam ostatnio. :D -- (Kat): Dzięki Julitko, już wiem, co zrobię na niedzielny obiad, pytanie jeszcze, czy tę karkówkę jakoś wcześniej trzeba zamarynować? Czy sama ta magi wystarczy?
Potwierdzam, karkóweczka wyszła obłędna, choć mogłam dać trochę więcej magi.
"Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja." - Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
A ja przychodzę z wersją, co tu kryć, mniej pracochłonną. I zdrowszą pewnie też. Jw. bierzemy karkówkę, ale kto broni, może być np. schabik i kroimy na plastry. Ja staram się robić takie mniej więcej grubości standardowej skibki chleba. Teraz podam przepis na jakieś 0,5kg mięcha, bo właśnie robiłam i mam świeżo w pamieci. Do miski typu obiadowego wkładam po dużej szczypcie wszystkich lub wybranych z następujących przypraw: rozmaryn, tymianek, lubczyk, majeranek, sproszkowana papryka słodka zwykła i/lub wędzona, czosnek w proszku, pieprz czarny. Do tego dwie łyżeczki (lub więcej, kto broni) musztardy oraz standardową pełną łyżeczkę soli. Leję też olej i to bynajmniej nie kapeczkę, bo te wszystkie przyprawy i samo mięso sporo tego wypijają. Wczoraj np. ostatecznie wlałam oleju około pół szklanki, czyli coś koło 70ml. Wszystko to trzeba razem rozmieszać, rozetrzeć, żeby nie tworzyły się zbite grudy zielska. W czasie, gdy marynata będzie się przegryzać, można pokroić mięso, bo to dość słuszna kolejność, zwłaszcza gdy mamy w domu mięsożerne zwierzątka. :D Plastry mięsa należy unurzać w marynacie i ponacierać je nią, nie bojąc się brudzenia rączek. Unurzane już kawałki wsadza się do naczynia żaroodpornego i ja to się tam nie sztukuję na jakieś pionowe warstwy, tylko po prostu daję jedne na drugich, wkładając między kolejne poziomy cebulę. W przyszłości zamierzam popróbowac z papryką pokrojoną na paski. Nie wiem, czy to wielce konieczne, ale późnie daję jeszcze marynatce popracować, odstawiając przygotowane naczynie na parę godzin do lodówki. W każdym razie nie szkodzi to nijak, a mięsko wychodzi w pytkę smaczne i aromatyczne. Piec można po prostu pod przykrywką od naczynia, jeśli je mamy - wtedy wyjdzie bardziej upieczone, można też dodatkowo między mięcho a pokrywkę dać folię aluminiową - wtedy to i ze schabu wycieknie sos i nie wyprauje, a mięso się fajnie udusi. Ile piec to Wam nie powiem, bo to zależy od Waszych piekarników. Ja te półtora kilo mięcha w takim małym elektrycznym piekłam do idealności około 2h. Jeszcze co do przypraw - zdarzało mi się wrzucić wszystkie wymienione i smakowało ponadprzeciętnie, ale tak naprawdę zrobienie marynaty z dowolnego... no, powiedzmy z dwóch dowolnych z wymienionych też da elegancki efekt. Nie wiem, czym poskutkuje zamiana musztardy na keczup, ale czuję, że może być to niezły pomysł, byle z tym nie przegiąć.
Najczęściej zostawiam mięcho w marynacie na całą noc, wtedy dobrze wszystko ze sobą się przegryza. U mnie ostatnio bazą marynaty na szynkę był ketchup z majonezem i dało to bardzo fajny efekt smakowy. -- (Zuzler): A ja przychodzę z wersją, co tu kryć, mniej pracochłonną. I zdrowszą pewnie też. Jw. bierzemy karkówkę, ale kto broni, może być np. schabik i kroimy na plastry. Ja staram się robić takie mniej więcej grubości standardowej skibki chleba. Teraz podam przepis na jakieś 0,5kg mięcha, bo właśnie robiłam i mam świeżo w pamieci. Do miski typu obiadowego wkładam po dużej szczypcie wszystkich lub wybranych z następujących przypraw: rozmaryn, tymianek, lubczyk, majeranek, sproszkowana papryka słodka zwykła i/lub wędzona, czosnek w proszku, pieprz czarny. Do tego dwie łyżeczki (lub więcej, kto broni) musztardy oraz standardową pełną łyżeczkę soli. Leję też olej i to bynajmniej nie kapeczkę, bo te wszystkie przyprawy i samo mięso sporo tego wypijają. Wczoraj np. ostatecznie wlałam oleju około pół szklanki, czyli coś koło 70ml. Wszystko to trzeba razem rozmieszać, rozetrzeć, żeby nie tworzyły się zbite grudy zielska. W czasie, gdy marynata będzie się przegryzać, można pokroić mięso, bo to dość słuszna kolejność, zwłaszcza gdy mamy w domu mięsożerne zwierzątka. :D Plastry mięsa należy unurzać w marynacie i ponacierać je nią, nie bojąc się brudzenia rączek. Unurzane już kawałki wsadza się do naczynia żaroodpornego i ja to się tam nie sztukuję na jakieś pionowe warstwy, tylko po prostu daję jedne na drugich, wkładając między kolejne poziomy cebulę. W przyszłości zamierzam popróbowac z papryką pokrojoną na paski. Nie wiem, czy to wielce konieczne, ale późnie daję jeszcze marynatce popracować, odstawiając przygotowane naczynie na parę godzin do lodówki. W każdym razie nie szkodzi to nijak, a mięsko wychodzi w pytkę smaczne i aromatyczne. Piec można po prostu pod przykrywką od naczynia, jeśli je mamy - wtedy wyjdzie bardziej upieczone, można też dodatkowo między mięcho a pokrywkę dać folię aluminiową - wtedy to i ze schabu wycieknie sos i nie wyprauje, a mięso się fajnie udusi. Ile piec to Wam nie powiem, bo to zależy od Waszych piekarników. Ja te półtora kilo mięcha w takim małym elektrycznym piekłam do idealności około 2h. Jeszcze co do przypraw - zdarzało mi się wrzucić wszystkie wymienione i smakowało ponadprzeciętnie, ale tak naprawdę zrobienie marynaty z dowolnego... no, powiedzmy z dwóch dowolnych z wymienionych też da elegancki efekt. Nie wiem, czym poskutkuje zamiana musztardy na keczup, ale czuję, że może być to niezły pomysł, byle z tym nie przegiąć.
--
"Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja." - Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("