Sztaudynger Jan - Matka boska na nartach Matka Boska na nartach zjechała z gór Beskidu (A dobrze jeździć umie, nie zrobi narciarzom wstydu!).
Dwie sarny poklękały Pod starą śnieżną jodłą I las się oddał cały Cichym poszumom, modłom. W sukni do samej ziemi I dwoma świecami w dłoni Zjechała, jak miesiąc śliczna, Z wysokich śląskich groni. Tak szybko przejechała, Tylko mignęła w bieli, Że już im w dali znikła, Nim, kto jest, odgadnęli. Choć narty szybko pędzą I śnieg aż w niebo pryska, Dwie świeczki się świeciły (Widziało je kilku z bliska). Biegli więc za Nią śpiesznie, Ale nie dali rady, Więc tylko poklękali Całując nartów ślady. Pytali, kto to jedzie Z wysokich śląskich groni, Co zamiast trzymać kijki, Dwie świece dzierży w dłoni? A z łaski Przenajświętszej, Gdzie padły ich całusy, Tam wiosną się rozkwitły Śnieżyczki i krokusy. Dwa wilki jak baranki Biegły przy świętych nartach, Dla Przenajświętszej Panienki Jako przyboczna warta.
Jerzy Liebert - Jeździec Uciekałem przed Tobą w popłochu, Chciałem zmylić, oszukać Ciebie - Lecz co dnia kolana uparte Zostawiały ślady na niebie. Dogoniłeś mnie, Jeźdźcze niebieski, Stratowałeś, stanąłeś na mnie. Ległem zbity, łaską podcięty, Jak dym, gdy wicher go nagnie. Nie mam słów, by spod Ciebie się podnieść, Coraz cięższa staje się mowa Czyżby słowa utracić trzeba, By jak duszę odzyskać słowa? Czyli trzeba aż przejść przez siebie, Twoim słowom siebie zawierzyć - Jeśli trzeba, to tratuj do dna, Jestem tylko twoim żołnierzem. Jedno wiem, i innych objawień Nie potrzeba oczom i uszom - Uczyniwszy na wielki wybór, W każdej chwili wybierać muszę.
Gałczynski Ildefons Konstanty - Dziecko się rodzi O, dajcie mi te małe skrzypce, może na skrzypcach wygram wiatr i pochyłą ulicę, i noc, co taka niezwykła.
Uwzględnijcie mizerne granie, a nie bijcie, gdy wezmę źle jaki ton na strunie baraniej, na G, D, A czy E.
Na moście stoję. Przez liście światło na smyk się sypie. Słuchajcie: to córka nuci w czarodziejskim pudełku skrzypiec: "baba" i "tata", i "mama", i "bobo" - i nagle krzyk - o, skrzypko zwariowana! o, zwariowany smyk!
Kofta Jonasz - cztery ściany świata Przed ścianą dźwięku stoją głusi Modlą się do muzyki Kiedy nie pragniesz, kiedy musisz Lepiej być nikim Przed ścianą płaczu stoją błazny Śmieszą ich cieni własne podrygi A śmiech ich pusty, śmiech ich straszny Lepiej być nikim Przed ścianą światła stoją ślepi I patrzą bez zmrużenia powiek O tym co świeci wiedzą lepiej Niż zwykły człowiek Pod ścianą straceń stoi heros Patrzy oprawcom w oczy Pali ostatni swój papieros Na skraju nocy Jest świat ze ścian Rosnących w górę W nim traci wartość słowo Ja stoję przed zwyczajnym murem I walę w niego głową
Żyjesz jeszcze, biedna stara matko? I ja żyję. Pozdrowienia ślę. Niechaj sączy się nad twoją chatką To wieczorne światło w sinej mgle. Mnie pisano, ze ukrywasz trwogę, Tęsknisz za mną, że cię trapi żal, Że wychodzisz często znów na drogę W swej salopie śmiesznej - patrzeć w dal. A gdy siny mrok na wieś się kładzie, Często widzisz, niby blisko tuż, Jak ktoś mi nagle w karczemnej zwadzie Wbił po serce fiński nóż. Głupstwo mamo! Spokój nade wszystko. To igraszka tylko sennych mar, Już nie takie ze mnie pijaczysko, Bym bez ciebie gdzieś tam z dala zmarł. Po dawnemu łaknę twej pieszczoty I o jednym marzę tylko w snach, Bym czym prędzej od tej złej tęsknoty Znów powrócić pod nasz niski dach. Wrócę, wrócę, kiedy w słońca blasku Rozwiosenni się nasz biały sad. Tylko ty już więcej mnie o brzasku Nie budź tak, jak osiem temu lat. Nie rusz tego, co sie odmarzyło, Nie budź tego, co na wieki śpi. Zbyt mnie wcześnie życie doświadczyło. Strata złud i nuda wszystkich dni. I modlitwy nie ucz mnie. Bo po co? Co odeszło, juz nie wróci, nie. Tyś jedyną łaską i pomocą, Tyś jedyne moje światło w śnie. Więc zapomnij już tę swoją trwogę, Przestań tęsknić, porzuć zbędny żal. I nie wychodź tak często na drogę, W swej salopie śmiesznej - patrzeć w dal.
Karpiński Frańciszek - PRZYPOMNIENIE DAWNEJ MIŁOŚCI Potok płynie doliną, Nad potokiem jawory, Tam ja z tobą, Justyno, Słodkie pędził wieczory. Noc się krótka zdawała, Żegnamy się z świtaniem, Miłość sen nam zabrała, Miłość żyje niespaniem. Nikt nie widział, nie szydził, Niebo świadek jedyny! Jam się nieba nie wstydził, Miłość była bez winy. Raz się chmura zebrała, Piorun skruszył dębinę; Tyś mię drżąca ściskała Mówiąc: "Sama nie zginę." Oto przy tym strumieniu, Oto przy tej jabłoni, Wieleż razy w pragnieniu Wodę piłem z jej dłoni? Dziś, kiedy nas w swym gniewie Los rozdzielił opaczny, Znaki nasze po drzewie Popsuł pasterz niebaczny. I ślady się zmazały! Las zarasta krzewiną! Potok, drzewa zostały; Ciebie nie masz, Justyno!
Dziś nagrałam na bloga 3 wiersze Konopnickiej, które bardzo lubię. A czwarty umieszczę tu. :)
Maria Konopnicka "Rzeka"
Za tą głębią, za tym brodem, Tam stanęła rzeka lodem; Ani szuka, ani płynie, Tylko duma w swej głębinie. Gdzie jej wiosna, gdzie jej zorza? Gdzie jej droga Het, do morza? Oj, ty rzeko, oj ty sina, Lody tobie nie nowina; Co rok zima więzi ciebie, Co rok wichry mkną po niebie. Aż znów przyjdzie Wiosna hoża I popłyniesz Het, do morza. Nie na zawsze słonko gaśnie, Nie na zawsze ziemia zaśnie, Nie na zawsze więdnie kwiecie, Nie na zawsze mróz na świecie. Przyjdzie wiosna, Przyjdzie hoża, Pójdą rzeki Het, do morza.
Ziarnko złota znaleźć można, ale ziarnka czasu - nigdy.LINE Przysłowie chińskie.LINE
Witam, to ja też się podzielę z Wami dwoma moimi wierszami, niechcący się zrymowało. Oczywiście moich ulubionych wierszy jest więcej, ale z pamięci niestety ich raczej nie wydobędę. A zatem najpierw Krzysztof Kamil Baczyński wiersz pod tytułem Kiedy przyjdziesz Kiedy przyjdziesz noc będzie rozgrzana duszną ciszą i płomieniem bzowym kwiaty wiosną niosąc na kolanach spłyniesz cicho i w ciszę mnie zgubisz przyjdziesz w rozkrzyczane rano strzelisz gwiazdą w słoneczniany spokój strzelisz słońcem w duszę ciszą zlaną w niespokojnym dziwnym jakimś roku może będzie deszcz o szyby dzwonił na falistym morzu ukojenia może powiesz mi co jest cierpienie może będzie deszcz o szyby dzwonił światło będzie piorunem się wiło wiem, że przyjdziesz wiem, że powiesz miłość. I jeszcze jeden wiersz, tym razem Słonimskiego pod tytułem Żal Gdy cię spotkałem raz pierwszy mokre pachniały kasztany zbyt długo mi w oczy patrzałaś ogromnie byłem zmieszany pod mokre płaty gałęzi szedłem za tobą w krok a serce me trzymał w uwięzi twój fiołkowy wzrok Dawno zużyte słowa wróciły do mnie znów i zrozumiałem od nowa znaczenie prostych słów tęsknota słowo zużyte otwarło mi swoją dal jak wielkie są rzeczy ukryte w króciutkim wyrazie żal.