Forum

Śmieszne historyjki

Forum mieszane

Prof.Falkowicz

#1 ·

Transcription

Cześć, witajcie, kochani. W tym wątku chciałbym podzielić się z wami różnymi swoimi historykami. Jeżeli ktoś jakiś ma, to zachęcam do opowieści śmiesznych. Ja mam taką historykę, że kiedyś szedłem z kolegą na wózku, on szedł i nie wiózł. I nagle dziecko... Tam pięcioletnie, czy sześcioletnie, mówi tak do babci. Babcia, zobacz, idą dwa pany, a ten ma nogę w gipsie. I jak my się zaczęli śmiać, normalnie to pół godziny śmiechu powiem wam. A wy macie coś śmiesznego? Pozdrawiam, Arek. Dzięki.


bratczyk96

#2 ·

Transcription

Witam serdecznie. Wprawdzie ta historyjka, którą chcę Państwu opowiedzieć to wprawdzie nie jest akurat z mojego przeżycia tylko to mój tata tego doświadczył. Kiedyś, jak jeszcze mój tata mieszkał na wsi, dokładnie w Wojszki kołduchnowca kościelnego świętej pamięci dziadek hodował owce i barana, rzecz jasna. I pewnego dnia i pewnego dnia dziadek wrócił z pola z owcami. Gdzieś owce nie wiem czy tak można powiedzieć pasły czy jak. Nie wiem. Ale zobaczył ale to nie w tym rzeczy. Ale wtedy właśnie zobaczył, że nie ma barana. Więc dziadek wrócił na pole. Poszukał tu w polu, po lasach tych. Poszukał. I barana nie znalazł. Więc dziadek wrócił. Poprosił mego taty. Żeby poszukał barana. Więc tata wziął swój rower i dojeżdża do rzeki Narew. To ty przerywnik, chcę tylko powiedzieć, że chodzi o tę część rzeki Narew, na której znajduje się most na trasie Białystok-Białystok-Podlaski. Przez Zabłudówki do Bały jadąc. Wracając. Dojeżdża do tej rzeki Narew. I okazuje się, że ten baran chodzi między opalającymi się kobietami. Co ciekawe, ten baran nie podchodził do mężczyzn. Tylko do opalających się kobiet. Więc tata zaczął dogonić. Bo przecież musiał go przeprowadzić do domu. Tak? No i baran zaczął uciekać. Przed moją tatą. Podchodząc cały czas do tych pań opalających się kobiet. Rzecz jasna. To po to, żeby go głaskały. Żeby go głaskały. I taki wyścig trwał do pana, który miał psa. I to był groźny pies, bo na drzwiach była tabliczka. Uwaga, zły pies. I pies zaczął szczekać. Ten baran, nie wiem jak to powiedzieć, straszył się. Nie wiem. Nie powiem. Nie wiem jak to powiedzieć. Ten baran jak usłyszał szczekanie psa tak uderzał rodami swoimi o tą bramę, że ten biedny piesek już później nigdy, ale to nigdy z budy swojej nie wyszedł. Ot. I ta ta historia. A czy doprowadził do domu? Tego nie wiem. Pozdrawiam.


Pozdrawiam

Prof.Falkowicz

#3 ·

Transcription

No, na razie, dzięki za historyjkę, była fajna, bardzo skarżyciowa, mi się podobała, może jeszcze ktoś oprócz Ciebie opowie historyjkę śmieszną, lub taką życiową, bo w sumie temat, tytuł wątku jest śmiesznej historyjki, ale można opowiadać historię dowolną, także polecam ten wątek wszystkim, i podzielam to wszystko ode mnie. Było super.


Mimi

#4 ·

Transcription

przycisk śpiewać na mszy po prostu zapytałam kiedy mam włączyć mikrofon on mówi, no słuchaj zapali mi się takie zielone światełko od slajdów wtedy ty podlecisz do mikrofonu podłączysz uruchomisz a będziesz wiedziała, bo ci się zapali czerwone światełko no także powodzenia w każdym razie historyjki tak wyglądają mikrofon uruchomiłam z koleżanką się spotkałam ale przy okazji to jest dla mnie i zabawne i miłe że tak ludzie zapominają że jednak tego światełka czy z samochodu, czy z mikrofonu, czy ze slajdów nie dojrze i tak to wygląda, pozdrawiam


Ziarnko złota znaleźć można, ale ziarnka czasu - nigdy.LINE Przysłowie chińskie.LINE

lukasz1993258

#5 ·

Transcription

Moja historia generalnie taka dosyć poważna wydarzyła się w dzieciństwie, jak chodziłem do szkoły podstawowej. I sytuacja była tego typu, że miałem następnego dnia mieć kartkówkę, chyba z czegoś. A żeby tej kartkówki uniknąć, no to specjalnie wziąłem i zrobiłem w nocy tak, że wszystko było rano pozalewane. To znaczy wziąłem i uszkodziłem w spłuczce uszczelkę, uszczelkę taką, co spowodowało, że pół kamienicy było zalane. I przez parę dni nie musiałem chodzić do szkoły. A jak jeszcze byłem w podstawówce, to żeśmy z kolegą pouszkadzali maszyny grejlowskie. Na szczęście uniknęliśmy konsekwencji, ale zgoniliśmy to na takiego jednego kolegę. No i co? No i może tak powiem. Jedna maszyna była w takim stanie. Że nawet jeśli się ją już naprawi, no to i tak już się potem rozleciała całkowicie. No bo poszły, no bo poszły te kuleczki jakieś tam w środku. A z takich historii to już nie pamiętam za bardzo nic takiego. Pozdrawiam.


Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.

lukasz1993258

#6 ·

Transcription

Jeszcze mi się takie dwie historie przypomniały. W zasadzie one się stały już w gimnazjum, jak byłem. Pierwsza historia nie była zbyt miła, ponieważ ktoś mnie dosyć bardzo zdenerwował czymś. Ja już szczerze powiedziawszy nie pamiętam dokładnie o co wtedy poszło, ale skutek był tego taki, że zostałem zamknięty. W łazience, że tak powiem. I nie chciałem to mnie wypuścić. No to jak ja zasadziłem, że tak powiem, kopniaka w drzwi, tak poszła cała szyba. Musiałem niestety płacić, fakt to fakt, ale gdzieś to nawet chyba miałem zarejestrowane, aczkolwiek nie pamiętam już gdzie. Czy to w ogóle gdzieś jeszcze mam? Zaczniemy od tego, bo nie pamiętam. Druga tak jak... Druga taka historia to jest taka, że raz, i to też szkolna, raz powyrywałem wszystkie krany w łazience. Nigdy moja wina nie została mi udowodniona. A skutek? Tego był taki, że cała szkoła musiała płacić bodajże po dwa złote. Także na razie to ode mnie jest tyle, jeżeli chodzi o moje historie.


Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.

bratczyk96

#7 ·

Transcription

Witam Państwa serdecznie, chciałbym tutaj przytoczyć jedną historię, która się zdarzyła dla mojej chrzestnej, opowiadałam kiedyś, była właśnie u nas, tytułem wstępu moja chrzestna pracuje w sklepie spożywczym. No i dziwnie co dzień zawsze rozliczała tam, pracowała na klasie. No i pewnego razu przychodzi do nich klient i akurat była moja chrzestna, mówi, że przyszedł po krowę. Mówi tak, przyszedłem po swojej krowie. Chrzestna, tata z dziwnień wpadła, jak i krowie. I od słowa do słowa się okazało, że chodziło po prostu o cukierki, krówki. A on powiedział krowie. Naprawdę, ja sobie to przypomnę, to z tego cały czas się śmieję. Jak sobie coś jeszcze przypomnę, to pozdrawiam. Pozdrawiam. Pozdrawiam.


Pozdrawiam

Moonlight22

#8 ·

1 likes
Transcription

Witam. Ja jestem osobą, która w życiu już miała różne ciekawe historie, zarówno ze swoją klasą jak i nie. Myślę, że przedstawię takie dwie, no chyba, że mi się jeszcze coś przypomni. Pierwsza to była w szkole. Kiedyś, dwa lata temu, dwa, trzy lata temu była dość modna taka książka Zniszcz ten dziennik, że tam się wypełniało różne takie zadania dziwne i to polegało na tym, żeby ten dziennik zniszczyć. Ale przechodząc do samej historii. Wzięłam ten zniszcz, ten dziennik do szkoły, no i z przyjaciółką na jednej przerwie postanowiłyśmy, że pójdziemy sobie do toalety i jak nikogo nie będzie, to się tym zniszcz, ten dziennik tam pobawimy. No i sobie rzucałyśmy, rzucałyśmy i tam ta kłodzienka wyglądała, że była, że jest taki przecinek i tam są umywalki. Jest drzwi i drugie pomieszczenie. I tak tam są dwie ściany. Dwie kabiny z ubikacjami i trzecia kabina, że tam woźno ma różne mopy, szmaty i w ogóle. I ta trzecia kabina zazwyczaj była zamknięta. No i my tam sobie tak rzucałyśmy, aż nam ta książka tam wpadła. I jakoś moja przyjaciółka wyciągnęła. Wyciągnęła ten dziennik. Albo też tam nam wpadła piłeczka innej koleżanki, ale to już musiałyśmy iść po panią woźną. I pani się na szczęście nie zdenerwowała. Bo taka piłeczka, taka skoczna. No a druga historia, to się wydarzyła u mnie w domu. Była u mnie przyjaciółka. I była u mnie kiedyś taka ścianka, ale to taka z płyty. No taka sobie taka ścianka była, ale tam została usunięta. No i było tak naokoło, że mogłyśmy naokoło tak. Można nadal tak. Albo... Od razu od wejścia można albo w lewo do kuchni, albo prosto do salonu i przez salon tam do kuchni. Inną drogą albo na odwrót. No i my się tak ganiałyśmy, ganiałyśmy. Tak? Bardzo mądrze. To było z dwa lata temu. No i w końcu pomyślałam, że się gdzieś schowam. I pierwsze co mi przyszło na myśl, to była łazienka. No i ja do łazienki wlatuję. I nie wiem jak wyobrażałam sobie, że to zrobię, ale chciałam jednocześnie drzwi zamknąć i przekręcić zamek. I tak to zrobiłam, że tak zamknęłam drzwi, że sobie palca przytrzasnęło. Tak, że tak. Albo przypomniała mi się taka jeszcze jedna z trampoliną. Bo ja miałam wcześniej taką trampolinę. I też przyjaciółką nie była, ale to było dość dawno, pięć lat temu. Skakałyśmy sobie, skakałyśmy. I ja jakoś tak skoczyłam bardziej przy brzegu. No i co? Haha. Wyleciałam przez tą ściankę, siatkę. Zrobiłam dziurę, łup na trawę. I się jeszcze musiałyśmy tłumaczyć, która to zrobiła. I jak do tego doszło. Ale to naprawdę była wielka dziura. Ale potem została zszyta. Ale i tak jakoś... Ale i tak jakoś potem... Któraś z nas tam zrobiła coś tam. I ja zrobiłam chyba czymś tam, jakąś piłką. Co taką skoczę? Odpowiedz. O Boże. No. Tak, że ja historii mam dużo ciekawych. Powrót. Zakończ nagrywanie. Przycisk. Tak, że... No. Może mi się jeszcze coś przypomni. Chyba nie. Albo jak byłam mała. Mieszkaliśmy w bloku. I na dziesiątym piętrze. No. No to. Mała Iza miała. Miałam taki pistolet zabawny. No. No. No. No. No. No. No. No. No. No. No. No. No. No. No. No. No. Nie. No. To ja satu. Ten samochód ma i prawie bez alternatywy i jak mi się... No. Bляется . I ja miałam taki pistolet zabawkowy. No to strzelałam z dziesiątego piętra do samochodów. Albo. Było gorąco. I na tym właśnie dziesiątym piętrze. Miałam taki ponton. Taki... Nie wiem. Może miałam z pięć lat. Nie albo jeszcze mniej. Bo ja chodziłam wtedy do przedszkola. Czyli z 2-3. Czyli naprawdę byłam malutka. I głupiutka. Przy okazji. No i mama mi na ten... Bo to było na ak tuna. Była British страшna eyeska. No i mama mi na ten, bo to było takie zabudowane, taki dość długi balkon był, że można było wyjść na balkon w jednym pokoju i przejść do pokoju drugiego. No i mama mi tam, bo to był gorący dzień, żebym się ochłodziła w takim pantonie jako basen. I chyba coś tam było za dużo wody, czy ja pochlapałam, także trochę tam na dolne piętra pozlatywała woda, ale nie było żadnych skarg, bo to chyba tak za bardzo nawet tam na kolejne niższe balkony nie poleciało, tylko tak bardziej tam na dół sam na trawę. Także... Powrót. Zakończ nagrywanie. I... Chyba to już tyle. Naprawdę.


"Ich kann nur für das kämpfen, was ich liebe, ich liebe nur, was ich respektiere, ich respektiere nur, was ich verstehe".

Mimi

#9 ·

1 likes
Transcription

I to działo się akurat na jednej z ostatnich prób przed 11 listopada. Oczywiście śpiewamy hymn polski. Wiadomo, że do hymnu trzeba wstać, ale my i tak staliśmy, ponieważ na próbie po prostu stoimy zwyczajnie w świecie ustawieni w głosach. No i zaczynamy hymn, a jeden z naszych chłopaków mówi tak. Słuchajcie ludzie, trzeba wstać do hymnu. A drugi mówi tak. No ale i tak stoisz. I śmieliśmy się, że po prostu jest akcja do hymnu wstań, a reakcja pierwszego o, no tak, faktycznie przecież stoję.


Ziarnko złota znaleźć można, ale ziarnka czasu - nigdy.LINE Przysłowie chińskie.LINE

Prof.Falkowicz

#10 ·

Transcription

No, Mimi, powiem ci, że fajna historia, bardzo fajna i śmieszna w sumie, z dużych dochodów stoi w sumie na baznodzie, tak, może by mu chodziło o to, ale historia, powiem ci, bardzo fajna.


Mimi

#11 ·

Transcription

A dziękuję bardzo Co do stania na baczność To oczywiście masz rację Ale tak myślę, że on to powiedział Bardzo spontanicznie I właściwie to tak To tak bez analizowania Kto stał na baczność, czy nie na baczność Po prostu zabawna, naturalna sytuacja Na szczęście wszyscy się ubawili Łącznie z tymi dwoma panami Także wszystko było ok Chym został zaśpiewany


Ziarnko złota znaleźć można, ale ziarnka czasu - nigdy.LINE Przysłowie chińskie.LINE

bratczyk96

#12 ·

Transcription

Witam. Dla rodziców, czy tam dziadków, innego z moich ulegów, również przydarzyła się śmieszna historia. Mianowicie, rodzice, czy dziadkowie, nie pamiętam, nie chcę z tym, robili sobie wino. Ta historia działa się na wsi. I była to autentyczna. Robili wino. No i jedną beczkę z winem postawili na podwórku. Znalazły się stworzenia, które to wszystko, powiem młodzieńsze słowo, wypiły. A beczka była naprawdę ogromna. Nie chcę tutaj mówić wielkich słów. Była ogromna. Wypiły to wszystko. I leżały cały dzień pijane. Dopiero pod wieczór wstały. A te zwierzęta to kury. Właśnie. Kury to wszystko wypiły i cały dzień leżały pijane. Tata to jedna historyjka i druga historyjka. To... Niedawno był taki pan ze swoim psem i powiedział na przystanku. Ten piesek wsiadł, skakał, skakał i słyszę pani w końcu mówić, jak ja wysiadam, że pies ten na każdym przystanku wsiadł, jakby nie chciał w ogóle MP-kiem jechać. I okazało się, że ten piesek boi się jeździć. Autobusami. Pozdrawiam Państwa. Ostatnie to historie. Pozdrawiam Państwa.


Pozdrawiam

bratczyk96

#13 ·

Transcription

Witam serdecznie Odświeżam wątek Dzisiaj Chciałbym opowiedzieć Kilka historyjek Fajnych Sympatycznych Wesołych Ja może dla niektórych Też może być i śmiesznych Bo to Naprawdę Takie coś To zawsze Człowieka pociesza Na duchu Historyjki będą Głównie o koniach Jakie konie również Są mądre Że konie to też mądre zwierzęta I rozumieją Ludzką mowę Mało tego Rozumieją wiele języków Oraz też Jakie te konie Też są Inteligentnymi stworzeniami Większość historyjek Będzie o koniach Już nie żyjącego Niestety Chociaż Dwie z tych historyjek Które za chwilkę opowiem Dotyczą bezpośrednio O koniach O koniach I o koniach I o koniach I o koniach I o koniach I o koniach I o koniach I o koniach I o koniach I o koniach I o koniach Mojego średniej pamięci Dziadka I teraz Pierwsza historyjka To będzie to Jak konie rozumieją Wiele języków Wiadomo, że Otarło się Że jak chce się Żeby konie chodzą Mówi się wio I koń jedzie I koń jedzie Ale uwaga Mój dziadek Ja teraz powiedział W dworze W której właśnie Jest panuje Na tej wsi Powiedział No I konie Również Jechały Nawet Ja to brzmiało Nie powiem Ale ja nawet Po niemiecku Powiedział Te słowa Hejo czy heja Jakoś tak Nie powiem Bo nie pamiętam już To koń Wtedy też wiedział Żeby iść Więc widzimy Że konie Rozumieją wiele języków Kolejna historyjka To Dzięki uprzyjmości Dzięki uprzyjmości Medotatu Jedno Otóż wspominałem Niestety Nieżyjący Kolega Chyba z innej wsi Nie pamiętam już Chyba z Zajączek Nie, nie powiem Nie powiem Nie powiem Bo nie powiem Tam Eee Popatrzmy na naszej łące Tam Koło Pul Konie I zawsze Jak Tad Jak zawsze Tad jeździł z Ciebie z tym swoim kolegą na to pole, bo tam prawie miały te konie swoje imiona, ale ich było dużo i nie było po imieniu, tylko jak to krzyknął, przepraszam, ale to były właśnie właśnie gwarze. Ej, chodzicie siedza, czy siedy, jak już tak, już nie pamiętam, to nadal konie przybiegały do niego, było rozpoznawe po prostu. Jak mój tata nieraz sam zajeżdżał i wołał tak samo, no to konie nie reagowały, czyli konie reagują tylko na swojego właściciela. I zawsze jak wołały, to zawsze przybiegały. Pewnego jeszcze, ale już jeszcze jednego dnia, jak jeszcze tam chyba na początku pierwsze dwa konie zostawił, tam gdzieś tam zagrodził, żeby się tam pasły dniami i nocami, jakoś tak, i wrócił do domu. Nagle wieczorem. Wieczorem. Wieczorem, a to nie, coś wylazły. A wieczorem, jak już ten pan ze swoją żoną położył się spać, nagle słyszy stukanie do domu. I wtedy ten pan obudził się do swojego żony i mówi do tej mojej twierdziarze, co to za to jest. Zobacz. I okazało się, że to były właśnie jego konie stukały do domu. No to powiem pewna historyjka. I to jest to. Pełna historyjka, którą chcę opowiedzieć, Zawiera w sobie element smutny. Bo to, Jak już zginął ten człowiek, jak już wyprowadzali ciało tego pana, to nagle konie przestała się w tym momencie paść i wszystkie podeszły do tego płotu. Wszystkie razem patrzyły, obserwowały, jak niosą już ciało ich właściciela. Patrzyły wszystkie konie razem, stały i patrzyły, żegnały, jak to można powiedzieć, żegnały swojej do pana. I powiem szczerze, że naprawdę mnie to bardzo zadziwiło, jakie te konie potrafią być naprawdę inteligentne. Ja rozumiem, że to to, ale że rozumiałe powody sytuacji, to mnie bardzo zaskoczyło. Oczywiście, wystarczyło, żeby to było zrozumiałe. Ale jeśli chodzi o tą historię, to ludzie szli do tego, to oni same się wydostały i same przyszły. Znały na pamięć drogę. I przechodzimy teraz do mojego dziadka. Z powrotem. Kiedyś, moja babcia i właśnie ten jeszcze dziadek żyjący, jaki jeszcze był. Bo już nie ma. Dziadka, której tu babcia została. To zawsze sadzili odurki i dziadek, tymi końmi, zawsze. Więc siedzieli po furze, furu i konie. I zawsze jeździli do Białegostoku, na rynek. Gdy dziadek jeździł. Młodszy został oczywiście właściciel. Dziadek jeździł na rynek. I sprzedał odurki. No i któregoś razu. Jak można to postanowili. Tamci sprzedawcy. Na to rynek wypić wódkę. Wypili. I dziadek zasnął. To proszę sobie wyobrazić. Konie. Same. Wróciły do domu z dziadkiem. Oczywiście na furze. Że znały konie. Konie, jeśli nie pogadam, czy to był jeden koń, czy kilka koni. Znały drogę. Znały drogę. I do domu wyszli pierwszy raz. Ale, że potrafiły wrócić. Same. Do domu. No może późno było, trochę awanturne. Ale mi chodziło o to, że. Konie. Same. Wróciły. Do domu. Do furze. Oczywiście przez żupniki. Tam zawsze wtedy jeździli. Przez żupniki. I jeżeli chodzi o historyjki. Z koniami. To na razie byłoby. Na tyle. Teraz od strony mamy. Małe miata kiedyś była sytuacja. Z psem. Pies. Ufawił się. Rex i śp. wujek. Którego w ogóle nie poznałem, bo. Zginął jak jeszcze. Mnie nie było na świecie. Nie ufalił po prostu. I to właśnie on wtedy przyniósł. Małego takiego piesa. Który naprawdę. Tego Rex. Początkowo tak siedził na tym. Na tym, że piszczał. Że babcia. Probabcia. Znaczy się moja probabcia. Się bała, że to jakiś mysz. A to w pudełku piesek. Malutki szczeniaczek. No i wiadomo. Ten szczeniaczek rósł. I później był psem. I ten pies. Że jak zmarł. Zginął. Właśnie w tym wypadku. Tak był. Głośno. Że przychodził. Wiadomo. Prawosławny duchowny. Prawosławny ksiądz. To. Bo tak było. Że musieli go zamknąć. Że musieli go zamknąć. W chlebie. Żeby nie było za dużo słychać. Wył, wył. Ten pies. Piękny piesek. Ostracił pana. Który go. Przyniósł. Przyniósł do domu. Jako wszyscy poszli. No to wypuścili te dupsa. I pies ze smutnymi oczynkami. Przyszedł do domu. Popatrzył się. Łapkami dotknął. potknął trumnę, powąchał, oprzeł do oczowa, zrozumiał ile później wynosili ciało, to znowu trochę było. I jakiś czas później, jak moja babcia była w gościach u swojego brata rodzone. A wtedy jeszcze w świetnej pamięci, jak ja to nazywam, czoteczna prababcia, wraz jeszcze ze swoim mężem wtedy, jechali do Szczebunii, byli na pleżybie i nie wiedzieli gdzie pochowany jest właśnie wtedy pochowany. Nagle pies pobiegł za nimi. I póki dostał się do niej. Dojechali. Póki dojechali. Pies już siedział koło drobu właśnie wójta. Że ten pan się zdziwił, że ja nie wiedział, że wójt powiedział, że tak. Że wójt powiedział, że tak, jakoś tak to było. Sam nie wiedział gdzie pochowany jest. A pies wiedział. Naprawdę. Więc widzimy. Jak. Bardzo fajne. Taka fajna historyjka. Może nie zawsze śmieszne są, ale takie przesympatyczne historyjki, takie wesołe. Myślę tutaj powiem, nagram się, bo ja się wczoraj trochę z tych koni ubaziłem. Nie powiem. I jak na razie to ode mnie. Byłoby. Jak na razie. Tyle. Jak coś będę jeszcze wiedział. To. Się tutaj. Nagram. A teraz wszystkich serdecznie. Pozdrawiam.

Pozdrawiam

bratczyk96

#14 ·

Transcription

Witam serdecznie. Odświeżam po raz kolejny wątek. Widać nieco, co się zbytnio nie dzieje. Malutką ostatnio. Przepraszam, że dopiero teraz z opóźnieniem, ale ta historia, historyjka, którą chcę obejrzeć, to miała miejsce 15 lipca tego roku. 15 lipca w Rybołach, w cerkwi, jest święto rybołowskie, ikonę Matki Bożej, położenie ryzy Matki Bożej w Lacherbach. To te dwa święta. Zajechałem o godzinie siódmej. No i troszeczkę poczytałem, bo myślałem, że coś będzie nieść. Była i zbliżała się godzina w pół do ósmej. Więc zacząłem iść w kierunku cerkwi. Ale, że nikogo nie było. Wkrótce mógłbym poprosić o pomoc. Kto skorzystał z pewnej aplikacji, którą może dużo osób zna, może ktoś nie zna, nie wiem. Aplikacja pisze się BMES. Moja pani odbrała, mówi, że czyta się Be My Eyes. Kto? Be My Eyes. I oczywiście Ryboły, to jest wieś w Polsce, powiat białostocki, gmina Zabłudów. No i skorzystałem z tej aplikacji. A że wziąłem oczywiście język podstawowy, ja to język polski. Ja to język podstawowy, wziąłem język polski. Natomiast mój drugi język, który sobie ustawiłem, to język rosyjski. I wtedy w pół do ósmej połączyło mnie z pewnym panem z Ukrainy. I tak zacząłem z tym panem oczywiście po rosyjsku rozmawiać. Prosiłem go o przejście dla pieszych po rosyjsku Prytrostok. I tam rozmawialiśmy, powiedzieliśmy na mapie, na kartach. Chciałem się znowu jako kartę, ale sobie przecież przypomniałem, że karta to po rosyjsku mapa. No i powiem szczerze, że było to na pewno trochę ciekawe. Jak ja właśnie przez telefon w Polsce, będąc w polskich Rybołach. Pomagał mi pan. Pan z Ukrainy. Który był może nawet i nie wiem, może nawet i kilka tysięcy kilometrów ode mnie. No bo Ryboły, już mówiłem, powiat białostocki, gmina Zabłotów. A do jakiej miejscowości mnie wtedy połączyło, to nic. A najlepiej, że stałem tu jak kiedyś w domu. I ten jakiś piesek, na mnie pies, na mnie jakiś zaczął szczetać. Ale jak ja to zacząłem rozmawiać, to stał. W ogóle nie zaszczytał, nie wiedział co się chyba dzieje. Myślał o co chodzi. Po prostu to było trochę na pewno zabawne, że dla mnie po polskich Rybołach. Pomagał mi pan z Ukrainy, więc. Dokładnie z jaką miejscowością. Mnie połączyło. Nie wiem. Ale na pewno trochę to nadało zabawę. Jeszcze był nie jak biedny ten piesecz za płotem. Stał i słuchał mojej rozmowy z tym panem. Nie po polsku, lecz po rosyjsku. I wiedział o co chyba chodzi. I jeszcze na ten czas sobie stał i słuchał. Dla mnie to było trochę śmieszne. Pozdrawiał.

Pozdrawiam

bratczyk96

#15 ·

Transcription

Witam serdecznie. Odświeżam wątek. Dzisiaj chciałbym opowiedzieć parę śmiesznych historyjek, który wspólnym mianownikiem jest jeden kot. Mianowicie kot sąsiada ze wsi, gdzie kiedyś wypoczywałem na matacjach. Ten kot to bardziej jest kotka i jak zawsze, jak każdy kot u tego sąsiada nazywa się Gaca. Tam niezbyt innego imienia dla kotów nie było. I teraz... Kiedyś mój tata opowiedział, jak kiedyś coś robił przy chlewie, zobaczył, że kot coś złapał, coś trzyma. Później okazało się, że to mysz. Tata chciał podejść, to ten kot uciekł i tą mysz traktował jak piłeczkę, podrzucał. Później jeszcze zrobił saldo. Salto, przepraszam. Ten kot. Tak samo później, szczególnie wieczorami, dostaje on jakiegoś szaleju. Mianowicie nawet jak ja pojechałem, pamiętam. Pamiętam. Pamiętam. Nawet tam do babci, bo było święto. Tam, parafialne. I oczywiście obudziłem się rano, miałem iść się kąpać. To... Kot wszedł do domu. Zwołałem, podszedł do mnie i... Pozostałem mu tu chodzić do domu. Później do mamy poszedł. A najlepsze jest to, że jak ja... Wszedłem iść się kąpać, to ten kot poszedł za mną, tak jakby chciał ze mną się umyć. To było śmieszne. Tak samo jak kiedyś z piłeczką zataczał się z nim. Jak rodzice kiedyś wieczorem rzucili piłeczkę dla niego, to zwinął się w kłamek i tacał się za piłeczką. To musiało fajnie wyglądać. Jeszcze któregoś razu, jak rodzice zaczęli wybierać odwrót, wybierać odwrót, to jakby jadł tam marchewki, jakby z drzewa staczał na marchewki. Ale to mu tata się śmiał, atakował marchewki. Jeszcze inna sytuacja z tym kotem była taka, iż tata sobie raz na śniadanie wziął jogurt, oczywiście jogurt naturalny, zjadł, no i tam te resztki. Ten kot, i przyszedł kot, zobaczył jakiś pudełek, tu trochę popatrzył, popatrzył, taczył te pudełka, szcząkać, zaczął lizać. Później jak zanurzył się w całości, tak wylizał doszczętnie, że w ogóle nie było śladu po jogurcie. I później jak wrzucił, później łapką się umył. I tak to właśnie wyglądało. Nawet z ciekawości, tata raz na tablecie włączył, włączył Tota. I ten nasz, i ten kot sąsiedza, tata kot, tata tata, zaczęła patrzeć z zainteresowaniem i nawet coś tam próbowała, coś tam łapką dotykać. Na szczęście nic tam nie przełączyła. Eee... I jak my, pamiętam właśnie, jak było te święta parafialne, była taka zabawa wiejska, odpustowa na wsi. No to ja oczywiście, żeby był już niewidomy, wziąłem białą laskę. A ten Kot, jak zobaczył moją laskę, od razu stratał za moją laską. I tak, gdyby nie rodzice i sąsiedzi, to... Gata by z nami poszła, ten Kot by z nami poszedł właśnie na tą zabawę. To byłoby dobre. Kot na zabawie. A zresztą, jak pierwszy raz, to moja mama powiedziała, że stoi pod ręką, jak zwoła on Kot, że już może podłaskać. No a ten następny raz, jak woła on Kot, woła on, żeby chciał go podłaskać, no to... Jak pobył do mnie, główką swoją dotknął, żebym go podłaskał. Trochę go podłaskałem. Jak położył się, bo trochę zawsze wtedy się obawiam, jak Kot krzykła, nie? Przestałem. On wtedy sobie na łołeczkę wskoczył i spał. Ja sobie siedziałem z babcią, rozmawiałem. A Kot sobie spał. No i powiem szczerze, że ten Kot naprawdę różne wariacje robi. I powiem jeszcze na koniec, że ten Kot zawsze lubi przebywać wśród ludzi. Tam, gdzie ludzie są, to on wtedy, jeśli nie ma wty, to on wtedy wstakuje i sobie smacznie śpi, jeżeli to jest wieczorkiem. Na razie to tyle. Pozdrawiam.

Pozdrawiam

bratczyk96

#16 ·

Transcription

Dobry wieczór, dawno się tutaj nie udzielałem w tym wątku, było to spowodowane moim pobytem na wsi, gdzie jest bardzo słaby zasięg i z tego powodu nie mogłem zaglądać na ten portal. Chciałbym opowiedzieć, odświeżąc ten wątek, pełną śmieszną historyjkę, która właśnie przytrafiła się mnie w czasie moich wakacji na wsi u babci w tym roku. Jak już puścili wrotu w stronę autobus do miasta, do Bielsko-Podlaskiego, to pewnego razu wracałem i miałem bardzo ciężkie patrzenie na sobie, a jeszcze miałem bardzo duży ciężar w lewej ręce, a w prawej miałem białą laskę. Idę do domu, idę, idę. Nie miałem jak wtedy poinformować. Nie miałem jak wtedy poinformować babci o tym, że już wracałem, żeby wyszła, czekała na mnie, gdyż niestety mnie się wtedy telefon rozładował. I wydaje się, że niby jestem koło domu, ale nie jestem pewien, bo nie miałem jak zadzwonić. Ja sobie stoję, matka naszła, czy to mój dom, czy nie dom, ten co ja u babci wypoczywałem. I w pewnym momencie owca, która patrzyła, owca sąsiadki. Której już nie ma, więc zobaczyła, że ja matkam, nagle zamyczała, raz zamyczała i wtedy wiedziałem, że jestem już koło domu, tak naprawdę. I można powiedzieć, że gdyby nie owca, nie trafiłbym do domu. Pozdrawiam.

Pozdrawiam

bratczyk96

#17 ·

Transcription

Dobry wieczór. Niedawno na wsi byłem i była taka śmieszna sytuacja. Tytułem wstępu do babci już teraz przybierze aż 5 różnych kotów, jak przyjedziemy my. Albo druga nasza rodzina do babci. I też jej zaczęła przebiegać kura sąsiadów, bezczelna, nie tyle się niebojąca. I był tam na podwórku sąsiadki, był pies. I jak słyszę kura, zaczyna wyjadać dla kotów i koczu karmę. Ja mówię, siu kura, macham ręką, a zamiast kury, to kurczę, kot ucieka na drugą stronę podwórka, pojedzie pod ręką. Pies zaczyna szczekać po drugiej stronie podwórka. Właśnie, znać tego umowiłem i było to tak dwa razy po prostu. Tak, więc to wtedy rozbawiło, że nie mogę przez ten spot myśleć. Pozdrawiam.

Pozdrawiam

bratczyk96

#18 ·

Transcription

Witam serdecznie. Odświeżam wątek. W dniu dzisiejszym przytrafiła mi się kolejna śmieszna historyjka. Jak w każdy weekend u nas na białotowskiej giełdzie przy ulicy Andersa można sobie zaopatrzyć się w różne słodycze białoruskie, ale też różne maści, czy nawet rękawiczki, czy nawet bilety, nieraz sprzedawać od uszuki. I kiedy już kończę robię zakupy, zaczęło coś kapać z tych parasoli. Choć dla mnie też się na początku wydawało, że faktycznie coś chmura, zaczęła coś padać, śnieg czy deszcz. Ale jak coś się odręczyło z tych parasoli, to zachwyciło słońce i nic nie było. To wszystko zostało po wczorajszym, bo prześwieciło się słońce i dlatego wszystko to potrwało. A dla mnie na Pali się też wydawało, że idzie chmura, zacisnie, padać. Wzięła ode mnie laskę, pytała się, czy może porzecieć. I oczywiście wzięła, wyjęła spod ramiona i później ja zapóźniłem, później się rozejrzyłem, jak pomachała tą laską. Myślałem, że to pomoże tą chmurę rozrodzić. Po prostu, normalnie, dzisiaj się naprawdę... ...takich wesołych zakupów na tych stoiskach białoruskich, co jeszcze chyba nigdy nie miałem. Naprawdę, więc... ...teatr historyczny naprawdę wzięła tą laskę i chyba naprawdę machała tą laską. Ja też, wiadomo, że tego nie mogę zauważyć. Ale nie wiem, co ludzie sobie pomyśleli, jak na tą moją laską machała, żeby tą chmurę przygonić. Od teatra historycznego. To wszystko. Pozdrawiam.

Pozdrawiam

wojtas

#19 ·

ale nafazowany