Sensowne, natomiast ja miałem np. tak, że teoretycznie gdy bym do domu wrócił to nic wielkiego by się nie stało, nie jest moja rodzina jakąśdysfunkcyjną, ale zawsze gdzieś w głowie miałem, że muszę za mieszkać sam bo powrót do domu będzie jakąś tam poraszką.
Zaznaczyć należy, że pochodzę ze wsi i było by to ograniczeniem mojej niezależności, ale by jakoś się mieszkać dało -- (Zuzler):
No bo... Po co? Często się to po prostu nie opłaca. Mieszkając samemu ma się prywatność, niezależność, swój dom i swoje zasady. Ale mieszkając z rodziną ma się więcej kasy dla siebie (zakładając, że to nie harpie czyhające na każdy grosz z renty czy innej wypłaty), ma się również mniejszą ilość obowiązków, bo wszak zwykle wygląda to tak, że każdy ma co innego w domu do zrobienia. Kolejna rzecz, że jeśli rodzina jest spoko, to raczej człowieka wyganiać na siłę nie będzie, więc jeśli ten element presji współmieszkańców nie istnieje albo jest pomijalny, to poczucie stabilności wystarczyć może, by nie uciekać samemu. No i ostatnia, dość istotna kwestia: budowa własnego gniazda nieraz nabiera sensu w momencie, gdy sie po prostu ma z kim je budować. A jeśli partnera brak, to najzwyczajniej się to może nie kalkulować, choćby dla wygody. Ach, no i jeszcze pieniądze - nie zawsze wygląda to przecież tak, że to my jesteśmy utrzymywani. Czasem, np. spłata kredytu, utrzymanie rodziny, opłaty za wynajem mieszkania itp. najzwyczajniej wszystkim bardziej się opłacają, gdy płacących jest więcej. Czasem i taka marna rencina, jaką niewidomek może zaoferować to znaczący element domowego budżetu.
Powyższe argumenty dotyczą rodzin, że tak powiem, normalnych, takich, od których nie chce się trzymać z dala, a takie wszak istnieją. Inną kategorią są natomiast te bardziej dysfunkcyjne, gdzie zachodzą uzależnianie finansowe i psychiczne, pozbawianie dochodów, jakieś dramy w rodzaju konieczności pilnowania porządku albo, przykładowo, wspomaganie członka rodziny, któremu będzie dużo gorzej, jeśli się człowiek wyprowadzi.
No i jeszcze jeden, czasem koronny argument, czyli swego rodzaju błędne koło. Rodzina mieszka na wsi/w małym miasteczku. Nie można się wyprowadzić do większego miasta, nie mając pracy i kasy. Nie można mieć pracy i kasy, nie mieszkając w jakimś większym mieście, bo np. wymaga to odnowienia realnych, żywych kontaktów ze znajomymi ze szkoły lub studiów. Nie można ich skutecznie odnowić, nie mieszkając tam, nie uczestnicząc realnie w życiu tych znajomych czy bez pokazywania się w danej fundacji albo pchania pracodawcy pod nos. W ogóle, żadna to tajemnica, że choć praca zdalna coraz bardziej powszechna, to jednak na zadupiu o nią wciąż trudniej. Zresztą podjęcie jej też nie musi być takie proste. Nawet tu na Eltenie jedna z użytkowniczek zastanawiała się, jak mogłaby załatwić sprawę zdalnego pracowania w spokoju, mieszkając w maluśkim mieszkanku z rodzicami zwisającymi nad głową.
--