Kochani, jak w tytule, co z tymi jajcami? Kocham jajeczka sadzone, robię jak trzeba, a tu zsiąść się nie chcą, znaczy, zsiadają się za bardzo. No więc mam foremkę do takiego jajca i najpierw masełko na patelce rozgrzewam, jak się rozpuści i jest zdatne, to kładę foremkę, żeby przelać w nią te jajeczko, by się zsiadło, jakoś mi wygodniej potem je z patelki zdjąć. No i właśnie, chcę sprawdzać widelcem, czy już się zsiadło, ale chyba rozwalam je, bo wszystko robi się zbite i nie ma tego rzułtka, które tak fajnie na ziemniaczki można potem polać. Co zrobić, by jednak było?
Sama bym chciała wiedzieć, czy to w ogóle się da. Zwykle po prostu wrzucam jajeczko bez bełtania, prosto ze skarupy na tłuszczyk i smażę. Jak uznam na oko, że to już, zrzucam zawartość patelni na talerz. No i czasem wyjdzie, czasem nie wyjdzie, ale mi to po prostu nie przeszkadza, bo i tak zjem.
Ja nawet gotując jajka na miękko, nigdy nie przekraczam pięciu minut, bo białko zaczyna utwardzać żółtko po pięciu minutach. A przecież jest jeszcze skorupka do przesiąknięcia temperaturą, i w czasie 4, 5 min, to wszystko się dzieje. Mam na myśli oczywiście czas od włożenia jajek do wrzątku. W jajkach sadzonych, z racji że odpada naturalna bariera do opokonania w postaci skorupki, to też i czas jest minimalny.
Hm.... gdy jeszcze robiłem jajka sadzone z żółtkiem płynnym, to było to koło 2 minut na samej patelni, bez żadnych foremek, tu jest inna rzecz do pokonania dla temperatury, w postaci foremki, która stawia też jakiś opór temperaturze. Ale obstawiałbym, że nie dłużej, niż dwie dwie i pół. Jeśli, to może pomóc, to jutro zrobię na śniadanie nam takowe jajka, i postaram się zmierzyć zegarkiem czas. Tak by nie pisać, że do siedmiu minut. Tyle, to chyba na węgielek. uśmiech.
mi suche wychodziły jak miałam, jak tu ktoś wspomniał zaduży ogień, lub jak je gotowałam dłógo. ale od kiedy te dwie rzeczy zmieniłam, to już wychodzą mi ładnie. w sensie ja o jajecznici mówię, ale chyba tak jest ogólnie z jajkami.
-- (denis333): Teoretycznie wiem, w praktyce zawsze wychodzą mi jakieś takie suche, nawet, gdy jakimś cudem uda mi się nie przesadzić.
ja mam problem z chlebem w jajku. nibi mocze ten chleb w tym jajku, optaczam go z każdej strony, żeby było dużo, a jak wyjmę to z patelni, to się okaże, że jakby znikneło:D
bardziej to pierwsze. ze go kąpię z kazdej strony, i jak czuję, że się nanim nniezawiele łapię, to za przeproszeniem weżmę tego jajka trochę w dłoń, i normalnie tym ten chleb jakby obrzucam. nie umiem to inaczej wytłumaczyć. -- (Zuzler): Ale obtaczasz czy pozwalasz chlebowi nasiąknąć?