Ja Jeżycjadę cały czas lubię i doceniam, ponieważ pozwala mi wierzyć, że ludzie są dobrzy. Albo może inaczej: Na chhwilę uciec od smutnej rzeczywistości. Pewne rzeczy mnie w niej irytują, ale paradoksalnie wolę te nowsze pozycje, bo w tym charakterze spełniają się doskonale. Te pierwsze czyta się bardziej dla miłej rozrywki, ale mam już ich lekki przesyt. Mężczyzn z tej serii też nie zawsze lubię, ale akurat Józefa bardzo cenię. Ignacy Borejko przypomina mi kogoś swoim charakterem i choć bardzo by mnie irytował jako chłopak - dziewczynę, potrafię zrozumieć Milę, która się w nim zakochała. Mam wrażenie, że postaci w ostatnich tomach są o wiele bardziej wielowymiarowe. Najbardziej obecnie cenię Agnieszkę z "Ciotki Zgryzotki", bo jest pokazana naprawdę dobrze i w sposób przemyślany. Czasem zastanawiam się, czy mogłabym sama żyć w takiej rodzinie - nie wiem, czy byłoby to możliwe ze względu na ich roztargnienie, pobłażliwość dla problemów i pewną surowość, albo raczej brak patyczkowania się, z braku lepszego słowa, ale mimo wszystko książki bardzo lubię.
O, to ja mam odwrotnie: bardziej lubię te pierwsze części. :) Teraz sobie Jeżycjadę odświeżam i też zwróciłam uwagę na mężczyzn, zwłaszcza w "Szóstej klepce" i w :Kwiecie kalafiora." W ;Kwiecie kalafiora" głównie dlatego, że dla mnie niedopuszczalne jest, żeby ojciec nie zajął się dziećmi i nie wziął za nie odpowiedzialności, gdy matka ląduje w szpitalu. Nie mówię, że tego nie rozumiem, bo rozumiem i wiem, z czego wynika zachowanie Ignacego. Ale w mojej opini to nie jest ok, to jest bardzo nie ok i chyba mi nie wybrzmiało. :(
O tych nowszych częściach wypowiem się później, jak porównam je z tymi starszymi. Może dzięki temu będę miała dla nich więcej wyrozumiałości.
Zaskoczyło mnie też to, jak w jeżycjadzie przedstawiony jest świat. W sensie on jest przedstawiony jako coś złego, jako miejsce trudne i nieprzyjazne. Tak samo jak czasy, w których przyszło bohaterom żyć i to niezależnie od tego, jakie to czasy.
W "Dziecku piątku" jest pan Jankowiak, który wspomina, że kiedyś to było lepiej. On jednak zdaje sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie było, bo czasy, które wspomina i uważa za dobre, kiedyś też wyklinał. Wie, ze tak naprawdę winna jest nasza pamięć i to, że zwykle pamiętamy lepiej wydarzenia pozytywne, byliśmy młodzi, może bardziej sprawni... A czytając te nowsze części, mam wrażenie, że pani Musierowicz o tym zapomniała. Świat niekoniecznie schodzi na psy, to my, ludzie, się zmieniamy i zmienia się nasze postrzeganie rzeczywistości, a przeszłość pamiętamy bardzo wybiórczo.
DObrze precyzuję w febliku Ignacy poznaje Agnieszkę, ale to się nie kończy narodzinami NORY. W ciotce Zgryzotce bohaterką jest właśnie Nora, która pomogła Agnieszce dotrzeć do szpitala i właśnie Ciotką-Zgryzotką nazywa Idę. Tego jestem pewna.
Pani Musierowicz się starzeje i to jest fakt. I jej przeżycia prenikają do jej twórczości w sposób wręcz zbyt oczywisty i to też jest fakt. To, jak w "Ciotce Zgryzotce" traktuje teściowe jest wręcz niesmaczne. A innym rodzajem niesmaku jest traktowanie przez nią biednej Agnieszki. Niestety skończyły się już czasy, gdy traktowała ona wszystkie postawy życiowe, wszystkich bohaterów, z taką samą dozą wyrozumiałości i ciekawości człowieka. A co do Ignacego i jego traktowania przez świat jako nestora rodu, symbol powagi i godności, to zdecydowanie się zgadzam. Widzę niekonsekwencję, bo z jednej strony widzimy go w postawie z "Kwiatu Kalafiora" i ogółem spotykamy go w momentach, jak mówi sama Musierowicz, "trwałej dystrakcji", a z drugiej strony w "Sprężynie" jest pokazany jako człowiek, który nie jedną kupę u dzieciaka w pielusze widział. Ogółem dla mnie to jest mężczyzna po prostu niezardny życiowo i niedojrzały do związku. -- (Monia01): O, to ja mam odwrotnie: bardziej lubię te pierwsze części. :) Teraz sobie Jeżycjadę odświeżam i też zwróciłam uwagę na mężczyzn, zwłaszcza w "Szóstej klepce" i w :Kwiecie kalafiora." W ;Kwiecie kalafiora" głównie dlatego, że dla mnie niedopuszczalne jest, żeby ojciec nie zajął się dziećmi i nie wziął za nie odpowiedzialności, gdy matka ląduje w szpitalu. Nie mówię, że tego nie rozumiem, bo rozumiem i wiem, z czego wynika zachowanie Ignacego. Ale w mojej opini to nie jest ok, to jest bardzo nie ok i chyba mi nie wybrzmiało. :(
O tych nowszych częściach wypowiem się później, jak porównam je z tymi starszymi. Może dzięki temu będę miała dla nich więcej wyrozumiałości.
Zaskoczyło mnie też to, jak w jeżycjadzie przedstawiony jest świat. W sensie on jest przedstawiony jako coś złego, jako miejsce trudne i nieprzyjazne. Tak samo jak czasy, w których przyszło bohaterom żyć i to niezależnie od tego, jakie to czasy.
W "Dziecku piątku" jest pan Jankowiak, który wspomina, że kiedyś to było lepiej. On jednak zdaje sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie było, bo czasy, które wspomina i uważa za dobre, kiedyś też wyklinał. Wie, ze tak naprawdę winna jest nasza pamięć i to, że zwykle pamiętamy lepiej wydarzenia pozytywne, byliśmy młodzi, może bardziej sprawni... A czytając te nowsze części, mam wrażenie, że pani Musierowicz o tym zapomniała. Świat niekoniecznie schodzi na psy, to my, ludzie, się zmieniamy i zmienia się nasze postrzeganie rzeczywistości, a przeszłość pamiętamy bardzo wybiórczo.