Jeśli śledzicie anglojęzyczne społeczności osób z dysfunkcją wzroku, z pewnością zauważyliście, że dyskusje od jakiegoś tygodnia toczą się mniej więcej na jeden temat: Eloquence na systemach Apple. Sam wpadłem w niemałe zdziwienie, gdy przekonałem się, że formantowa synteza na smartfonie/komputerze w roku 2022 z błogosławieństwem jednego z większych producentów na świecie to nie fakenews.
W swoim oświadczeniu prasowym Apple określiło głosy Eloquence mianem głosów zoptymalizowanych pod kątem czytnika ekranu, a opinie zdają się potwierdzać, że zamiar się udał. Głosy określane są jako bardziej responsywne, daje się także usłyszeć opinie, iż nareszcie pojawiły się głosy idealne do czytania tekstów - rzecz gustu oczywiście, ale element nostalgii nie jest tu bez znaczenia. Celowo czy też nie, Apple odpaliło swego rodzaju popkulturową petardę umieszczając głosy ETI na swoich urządzeniach. Wśród reakcji na Twitterze da się znaleźć wypowiedzi w stylu: "Trudno mi wyjaśnić moim widzącym obserwatorom dlaczego głosy Eloquence w systemie iOS to taka wielka rzecz, może wystarczy powiedzieć, że są one dźwiękiem mojego dostępu do informacji cyfrowej już od lat 90-tych". Dostępność tego czy innego głosu może nie wpływa na poziom dostępności systemu, odblokowanie użytkownikom z dysfunkcją wzroku jakiegoś nowego, przedtem nieosiągalnego obszaru, ale jest miłym ukłonem w stronę upodobań tej grupy użytkowników, która głosów pokroju Eloquence domagała się od dłuższego czasu. To trochę tak jak gdyby użytkownikom widzącym udostępnić ikonki w kształcie popularnej postaci z komiksu bądź serialu - funkcjonalnie niewiele to zmienia, ale można odczuć, że firma osobiście troszczy się o moje, właśnie moje upodobania, no tylko, że tu dochodzi ten funkcjonalny element - responsywność, ale zasadniczo czar Eloquence w dużej mierze działa, bo z głosem użytkownicy wspieranych języków zżyci są od pierwszych wersji popularnych czytników ekranu. Miło widzieć, że użytkownicy technologii asystujących zaczynają być postrzegani w ten sposób.
No to po tym przydługim wstępie pora na pytanie, teoretyczne oczywiście.
Polacy nie gęsi też Swoją syntezę mają i to taką, z którą wiążą się lata pięknych wspomnień i początków technologii wspomagających nad Wisłą. Gdyby jakimś magicznym sposobem Apple zdecydowało się podjąć podobny krok dla języków niewspieranych przez Eloquence i chciało zintegrować nasze ulubione syntezatory, które brzmią podobnie jak Eloquence i nie starają się zbytnio naśladować mowy ludzkiej, nadejście którego z głosów byłoby dla Was hitem roku?
W swoim oświadczeniu prasowym Apple określiło głosy Eloquence mianem głosów zoptymalizowanych pod kątem czytnika ekranu, a opinie zdają się potwierdzać, że zamiar się udał. Głosy określane są jako bardziej responsywne, daje się także usłyszeć opinie, iż nareszcie pojawiły się głosy idealne do czytania tekstów - rzecz gustu oczywiście, ale element nostalgii nie jest tu bez znaczenia. Celowo czy też nie, Apple odpaliło swego rodzaju popkulturową petardę umieszczając głosy ETI na swoich urządzeniach. Wśród reakcji na Twitterze da się znaleźć wypowiedzi w stylu: "Trudno mi wyjaśnić moim widzącym obserwatorom dlaczego głosy Eloquence w systemie iOS to taka wielka rzecz, może wystarczy powiedzieć, że są one dźwiękiem mojego dostępu do informacji cyfrowej już od lat 90-tych". Dostępność tego czy innego głosu może nie wpływa na poziom dostępności systemu, odblokowanie użytkownikom z dysfunkcją wzroku jakiegoś nowego, przedtem nieosiągalnego obszaru, ale jest miłym ukłonem w stronę upodobań tej grupy użytkowników, która głosów pokroju Eloquence domagała się od dłuższego czasu. To trochę tak jak gdyby użytkownikom widzącym udostępnić ikonki w kształcie popularnej postaci z komiksu bądź serialu - funkcjonalnie niewiele to zmienia, ale można odczuć, że firma osobiście troszczy się o moje, właśnie moje upodobania, no tylko, że tu dochodzi ten funkcjonalny element - responsywność, ale zasadniczo czar Eloquence w dużej mierze działa, bo z głosem użytkownicy wspieranych języków zżyci są od pierwszych wersji popularnych czytników ekranu. Miło widzieć, że użytkownicy technologii asystujących zaczynają być postrzegani w ten sposób.
No to po tym przydługim wstępie pora na pytanie, teoretyczne oczywiście.
Polacy nie gęsi też Swoją syntezę mają i to taką, z którą wiążą się lata pięknych wspomnień i początków technologii wspomagających nad Wisłą. Gdyby jakimś magicznym sposobem Apple zdecydowało się podjąć podobny krok dla języków niewspieranych przez Eloquence i chciało zintegrować nasze ulubione syntezatory, które brzmią podobnie jak Eloquence i nie starają się zbytnio naśladować mowy ludzkiej, nadejście którego z głosów byłoby dla Was hitem roku?
Sign in to vote.